niedziela, 16 lipca 2017

126. Nowości na stosie

Uhuhu, no to się porobiło. Nie było mnie ponad miesiąc - poprzedni wpis wrzucony był ostatniego dnia maja i przychodzę dopiero teraz, w połowie lipca. A więc proszę się na mnie nie rzucać z ząbkami (chyba że to wampirze kły), już się tłumaczę. Ale najpierw... Moikka!

Podsumowanie maja było ostatniego dnia tegoż miesiąca, choć zazwyczaj zamieszczam tego typu wpisu pierwszego dnia nowego miesiąca (nigdy nie wiadomo, czy wieczorem nie przeczytam jeszcze jednej książki). Tym razem było inaczej, ponieważ pierwszy dzień czerwca wypadał w czwartek, a był to czwartek, kiedy miał się pojawić muzyczny przekładaniec. Tak więc postanowiłam, że podsumowanie będzie w środę, muzyczny przekładaniec w czwartek. 

Ale, jak widzicie, muzyczny przekładaniec nie powstał. Dlaczego? Otóż dlatego, że w tamtym czasie zaczęłam intensywniej pisać swoją pracę na studia, a że związana jest z muzyką, to tej było ponad miarę - na pewno na tyle dużo, że trudno byłoby wybrać jeden utwór dnia. Poza tym... No dajcie spokój. Pisać pracę o muzyce, słuchać muzyki dla przyjemność i jeszcze więcej na potrzeby pracy, a do tego tworzyć posta o takiej tematyce? Nie ma szans. 

Praca pracą, były egzaminy. Sądziłam, że ze wszystkim wyrobię się bardzo szybko i w zasadzie w połowie czerwca tu wrócę, więc nie widziałam potrzeby informowania o małej przerwie. Problem polega na tym, że sprawa z moją pracą nieco się skomplikowała. Śmieszna historia. Miała być o kształtowaniu zespołu rockowego i metalowego jako marki, technikach marketingowych, koncepcjach psychologicznych tłumaczących fenomen jakiegoś zespołu i postaw konsumenckich fanów wobec tychże zespołów. To wszystko na podstawie trzech przykładowych formacji. Nie ma bata, najpierw odpadły postawy, później koncepcja trzech zespołów, a w efekcie końcowym moja praca dotyczy tylko garstki technik marketingowych. Nie wierzycie, że było aż tyle materiału do pisania? Phi. Mam obecnie 45 stron, a to nie koniec. Trzeba wyedytować pracę, dodać część praktyczną oraz wrzucić kilka znaczących obrazów. 

Wszystko się tak przeciągnęło i jeszcze zakończone nie jest - będzie jutro. Niemniej, chwila relaksu i post na bloga to rzecz wspaniała. Tym bardziej, że przychodzę do Was z nowościami, które pojawiły się na moim stosie. Same przyjemności. Cóż to takiego?

Chciałam zamówić kilka nowych książek, chociaż na stosie jest ich tyle, że głowa mała - pokój zresztą też. No ale... Wiecie sami. No i nadarzyła się okazja, bo ktoś z towarzystwa widział potrzebę nabycia książek, na co ja od razu wyskoczyłam z propozycją, że to ja zamówię, za jedną przesyłką i w ogóle fetysz książkowy - składanie zamówienia przez Internet, rozpakowanie paczuszki i inne takie. Co zamówiłam?

Przede wszystkim Bukowskiego. Stwierdziłam, że przeczytałam tylko pięć jego książek i przywaliłam sobie nimi w czoło. Mam zasadzę, że przy każdym zamówieniu kupuję Buka lub Muminki, więc teraz postanowiłam zadośćuczynić. Zamówiłam sobie dwie książki Bukowskiego - "Kłopoty to męska specjalność" oraz "Najpiękniejsza dziewczyna w mieście". Wybrałam też dwie książki, które jakiś czas temu bardzo chciałam przeczytać i tym sposobem zaopatrzyłam się w "Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?" oraz "Niedokończony eliksir nieśmiertelności", tym samym wyrabiając już do końca życia własne (nie)zapotrzebowanie na "literaturę" polską. Jako wisienkę dorzuciłam "W Dolnie Muminków", na co moja mordka uśmiechnęła się szeroko. Nawet aż tak nie bolało mnie to, że mój współzamawiający zażyczył sobie dwóch książek Oksanen (dla niekumatych - Finlandia i te sprawy), których tak naprawdę nie miałam ochoty mu oddawać, ale nie dałam tego po sobie poznać. Co do Muminków - już dawno przeczytane, tak, tak.

Na samym końcu pojawiła się w mojej skrzynce mailowej niesamowita wiadomość, którą początkowo wzięłam za spam. Ogarnęłam co i jak, przejrzałam dołączone zapiski i pomyślałam: "orajusiumuszęprzeczytaćtęksiążkę". Mowa o "Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera". I tak - ją też już przeczytałam. Kilka minut temu. Nocka zerwana - położyłam się spać o 4:51, kierując się zdrowym rozsądkiem, jak to pięknie w swojej książce ujął PigOut. Czy nie pisałam przypadkiem, że do jutra muszę wysłać pracę? Tak? No to się powtórzę. Do jutra muszę wysłać pracę (do jutra rana), a ja siedzę i czytam książkę blogera. Niby studentka psychologii, a co robię ze swoim życiem?

Jeszcze słowem pocieszenia (samej siebie) dodam, że przerwa ta była mi potrzebna. W czerwcu w zasadzie nie czytałam i trochę się zdystansowałam oraz nabrałam świeżości. Tego mi właśnie było potrzeba. No i nowych książek też. Czytaliście coś z tego? Dajcie znać, bo nie wiem, za co pierwsze teraz chwycić. A, dobra, za nic. Dokończę pisać pracę. A potem... A potem napiszę cztery recenzje na bloga. Szykujcie się!


10 komentarzy:

  1. Oj no, czasem przerwa dobrze robi. Ja też sobie czasem takie serwuje, ale zwykle mam posty napisane na 2-3 miesiące w przód co najmniej, więc na blogu tego po prostu nie widać :D
    Ja dziś trochę "oszalałam" - zamówiłam osiem książek, w tym dwa Zajdle, Hyperiona, Rudą Sforę, Księgę jesiennych demonów, Dzieci Diuny, Marsjanina i Dopóki nie zgasną gwiazdy. Dawno nie robiłam tak wielkich zakupów... Zwykle kupuje maksymalnie 3 książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie sądziłam, że będzie mi potrzebna przerwa. Prawdę mówiąc, dałabym radę pisać recenzje przez ten czas, ale nie chciałam się rozpraszać za bardzo, jeśli chodzi o naukę. Ja zazwyczaj mam kilka starych recenzji do opublikowania, ale tym razem nie przygotowałam sobie już tak "na gotowo" żadnych wpisów.
      Uhu, no to faktycznie - wyrobiłaś normę na prawie trzy miesiące. Nic nie czytałam z Twoich tytułów.

      Usuń
  2. Trzymam kciuki za zakończenie pracy :) Co do przerwy, też zdarzają mi się takie okresy zniknięcia, a jak przyjemnie jest potem wrócić :) To ja teraz czekam na te cztery recenzję :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca zakończona, wysłana i oceniona.
      Cztery recenzje chcą się napisać, ale moja kuzynka mnie wykorzystuje, przez co nie mam czasu :D

      Usuń
  3. Tytuły wydają się wartościowe i warte uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Łoooo kto to się odezwał w końcu hiehie A już miała pisać maila czy żyjesz :D I u mnie na blogu jaka impreza była hehhe Ogarniaj się i wracaj do życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej ja mogę powiedzieć, że kto się tu odezwał. W końcu to Ty mi nie odpisałaś na ostatniego maila - Liv zresztą też nie.
      A to, że się na blogu HIMowym nie udzielam, nie znaczy, że nie śledzę na bieżąco, co tam piszecie. Do dodania miałabym tyle, że komentarze by tego nie pomieściły, a nie mam potrzeby prostowania czyiś myśli, ani popierać cudze zdanie. Więc co miałam napisać - "jestem tu dla czytania komentarzy, bo sprawiają, że się chichram"? No weź :D

      Usuń
    2. Łooo faktycznie, na maila nie odpisałam ale jakoś się zafiksowałam na tym, że czekałam aż mi podeślesz więcej fragmentów WiadomoCzego :Di chyba dlatego mi się wydawało, że piłeczka jest po Twojej stronie XD Jak będę mieć wolne to zasiądę przed kompem :)

      Usuń
    3. Dobra jesteś! Aleksia byś chciała! :D Zdradzę, że dziś siedziałam nad czymś innym, ale w temacie Aleksiowym. W nocy powstał mi w głowie wiersz i wyszło, jak wyszło.
      I co tam Alex, jak ja już miałam spory tekst na temat terapii w Stanach napisany. Ale nie pisałam dalej, bo cisza od Was - od każdej z Was - to co? No nic, też milczałam. Poza tym męczyłam do końca moją pracę :D

      Usuń