środa, 9 października 2019

216. Witold Szabłowski "Jak nakarmić dyktatora"

Moje zrozumienie niechęci wobec historii jest bardzo powierzchowne, o czym zdałam sobie sprawę przy okazji ostatniej lektury - najnowszej książki Witolda Szabłowskiego. Wydawało mi się, że rozumiem ludzi, którzy nie przepadają za historią, chociaż sama ją uwielbiam. Moja wyrozumiałość okazała się pobieżna, wynikająca z ogólnej życzliwości. 

Prawda jest taka, że historia jest zbyt potężnym i ogólnym zagadnieniem, żeby jej nie lubić. Każdy może znaleźć w niej coś dla siebie. Historia to życie codzienne, muzyka, kino, teatr, maszyny, rozwój cywilizacji, miasta, architektura, moda, ludzie, technologia, podróże, literatura, medycyna, przyroda... Historia to wszystko. Kwestia znalezienia odpowiedniej tematyki. Witold Szabłowski uzmysłowił mi to za pomocą książki "Jak nakarmić dyktatora". Historia to też kuchnia i, wbrew pozorom, kuchnia może wpłynąć na wszelakie decyzje mniej lub bardziej ważnych osobistości. 

Mówi się, że od żołądka do serca. Od żołądka także do mózgu - i nie mówię tu tylko o dostarczaniu odpowiednich składników odżywczych. Jedzenie poprawia nam humor. Pewne smaki przywołują miłe lub złe wspomnienia, a posiłki mogą nas zachwycić. Ogólnie kuchnia wpływa na nasz stan emocjonalny, a to jest ściśle związane z procesem decyzyjnym. Pojawia się więc pytanie, co jedli dyktatorzy przed podejmowaniem ważnych decyzji? 

Na to pytanie odpowiada autor "Jak nakarmić dyktatora". Witold Szabłowski dotarł do żyjących kucharzy kilku dyktatorów, żeby dowiedzieć się co nieco o życiu tyranów - tym razem od kuchni. W roli satrapów pojawiają się: Saddam Kusajn, Pol Pot, Fidel Castro, Idi Amin i Enver Hodża. Ich rządy pokazane są z perspektywy osób, które przygotowywały im posiłki nie tylko za czasów ich największej sławy. 

Kucharze dyktatorów w rozmowie z autorem mogli obalić przeróżne mity na temat diety swoich pracodawców. Spożywanie ludzkiego mięsa - przede wszystkim mięsa zabitych wrogów? To nonsens. Uchylają rąbka tajemnicy o specjalnych i ukochanych posiłkach tyranów, a nawet sprzedają magiczne triki lub całe przepisy na swoje popisowe dania. Ze słów gastronomów możemy dowiedzieć się, jakimi ludźmi byli tytułowi dyktatorzy - bo przecież nie rządzili całymi dobami, ale z pewnością przez całe doby byli ludźmi, jakichkolwiek rozkazów by nie wydali. 

Książka jest ciekawa nie tylko ze względu na historię, ale też kulturę i opowieści o różnych krajach. Witold Szabłowski ujął mnie swoimi reportażami o Turcji, malując mi w głowie obraz tego państwa. Tym razem także zabrał mnie w odległą i niezwykłą podróż do różnych zakątków świata. 

Jeśli kogoś nie interesuje historia i/lub kultura, to lektura może się okazać dla niego atrakcyjna ze względu na kuchnię. Uwierzcie mi - zapachy przypraw aż biją ze stron książki, a para z garnków niemalże przecieka przez okładkę. Czasami pomiędzy smakowitymi opisami pojawiają się zdjęcia, a one dodają pikanterii całemu menu - i nie zakłóca tego nawet brak kolorów fotografii. Czarno - białe migawki przedstawiają nie tylko słynne dania,  ale także kucharzy lub restauracje. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam "Jak nakarmić dyktatora". Jeśli lubicie historię, podróże, obce kultury, to książka na pewno przypadnie Wam do gustu. Z kolei lekkość słów Witolda Szabłowskiego sprawi, że lektura będzie szybka i przyjemna.

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 18.09.2019
Liczba stron: 320
Przeczytane: 02.10.2019
Ocena: 7/10

3 komentarze:

  1. Również uwielbiam historie i zdarza mi się spotkać ludzi, którzy jej nie lubią i uważają, że do niczego się nie przyda. Myślę, że książka ta może mnie zadowalić.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz historię w ogóle, to możne właśnie w tej książce znajdziesz interesującą Cię kategorię :)

      Usuń
  2. Nie jestem wielbicielką takich książek, ale koledze z pracy mogłabym ją polecić :)

    OdpowiedzUsuń