niedziela, 17 lutego 2019

192. Podsumowanie stycznia

Dziś Międzynarodowy Dzień Kota, więc obok zamieszczam mojego czarnego futrzaka, znanego jako Demon. Imię nie pozostawia nic do dodania, prawda? No właśnie. Tak więc przeznaczmy pięć sekund na wzdychanie do tej małej kreatury i przejdźmy do sedna sprawy. 
W ubiegłym roku zapuściłam się z miesięcznymi podsumowaniami czytelniczymi, ale tym razem postanowiłam się pilnować. To nic, że ponad połowa lutego już za nami. Podsumowania mają być i tyle. Inaczej znów pogubię się z tym, co i ile przeczytałam w tym roku. 

Jak więc wypadł mi styczeń? Nędznie, nie ma co ukrywać. Przeczytałam zaledwie 3 książki, ale za to jakie cudeńka! Przede wszystkim dopadłam do "Za kilka demonów więcej" Kim Harrison i odpłynęłam. Kocham tę serię i świat Zapadliska, także po lekturze miałam niezłego kaca książkowego. Przeczytałam rewelacyjną pozycję "Jak tu nie zwariować. Na herbatce u psychiatry". Polecam ją z miejsca, a więcej napiszę niebawem. Trafiłam też na jeden kiepski tytuł - tym razem była to "Nordicana. Za co kochamy Skandynawię". Okropności. Łącznie wszystkie tytuły dały wynik około 1100 stron, więc jest całkiem nieźle. 

Być może byłoby więcej książek na liście przeczytanych, gdyby nie sesja... Doszedł także wyjazd na koncert Flogging Molly, a wszystko przypieczętowały przygotowania do wylotu do Irlandii. 

A u Was jak wypadł styczeń? Dobrze rozpoczęliście ten rok? 

czwartek, 17 stycznia 2019

191. Katarzyna Berenika Miszczuk "Druga szansa"

"Druga szansa" Katarzyny Beterniki Miszczuk to dosłownie druga szansa dla mojego czytelniczego romansu z tą autorką. Po niezbyt udanych dwóch tomach "Wilka", postanowiłam zmierzyć się jeszcze raz jej piórem, licząc na to, że jakość będzie dodatnio korelować z wiekiem pisarki. 

Druga szansa to przerażający ośrodek, w którym pewnego dnia budzi się Julia. Dziewczyna nie pamięta zupełnie nic - nie potrafi rozpoznać nawet własnej twarzy. Trafiła tutaj po wypadku, w którym zginęła jej rodzina, a lekarze nie chcą powiedzieć jej, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego feralnego dnia. Personel medyczny stwarza pozory normalności, ale fałszywy uśmiech to tylko maska. Nie da się ukryć, że w szpitalu dzieje się coś niedobrego, a groźby śmierci od jednej z pacjentek tylko utrzymują Julię w tym przekonaniu. 

Bardzo lubię książki, które nawiązują do problemów psychicznych - szpital psychiatryczny, terapeuta, uzależnienia, próby samobójcze, choroby psychiczne. Ot, może małe zboczenie studentki psychologii. Niemniej, szlag mnie trafia, kiedy takie powieści są pisane przez osoby, które nie mają bladego pojęcia o pracy psychologa i psychoterapeuty.

"Druga szansa" bazuje na stereotypach - w szpitalu musi być źle, psycholog sam ma problemy psychiczne i próbuje pomóc, chociaż bardziej szkodzi. Dlaczego książka dla młodzieży zniechęca młodych ludzi do korzystania z pomocy psychologa? Dobrze, rozumiem, to tylko na potrzeby książki... Niemniej, warto na sam koniec dodać kilka słów o tym, gdzie można zgłosić się po fachową pomoc. 

Najbardziej jednak zabawne jest to, w książce brak jest rozróżnienia psychologa, psychoterapeuty i psychiatry. To naprawdę trzy różne osoby i mają zupełnie inne zadania w swojej pracy. Terapeutka tutaj jest odwróceniem tego, im terapeutka jest w rzeczywistości. Wymyślone są również nieistniejące jednostki chorobowe, a kwestia leków jest po prostu żenująca - bohaterowie w swoich rozważaniach na ten temat są nielogiczni. 

Brak logiki w ogóle przewija się w całej książce. Bohaterowie przeczą sami sobie, zdania wykluczają się wzajemnie, nie mówiąc już o wydarzeniach. I nie, to nie jest absurd artystyczny - to po prostu brak dokładnie przemyślanego planu akcji. Dodać do tego banalny styl, który uniemożliwia stworzenie głębokich postaci, a mamy już prawdziwe katusze dla czytelnika. 

Rozgardiasz ma jednak swoje plusy - wprowadza dodatkowe uczucie lęku. Niepokój jest w tej książce bardzo wyraźny, co należy pochwalić, bo dzięki temu książka ma klimat, jaki powinna mieć, wnioskując po pięknej okładce. Największy plus przyznaję jednak za zakończenie - czytelnik nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło. 

"Druga szansa" okazała się szansą zmarnowaną. Zdecydowanie nie polecam tej książki, a szczególnie odradzam ją ludziom młodym lub/i mającym problemy natury psychicznej. 

Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 6.11.2013 (22.08.2018)
Liczba stron: 330
Przeczytane: 16.09.2018
Ocena: 2/10

piątek, 11 stycznia 2019

190. Trzy nieznane, dobre, ukochane serie fantasy

Uwielbiam niszowe lektury. Mam wrażenie, że obecnie promuje się książki, na których można dobrze zarobić, a wcale dobre nie są. Oczywiście, nie wszystkie, ale coraz rzadziej w topowych pozycjach jestem w stanie znaleźć coś dobrego, nie mówiąc już o czymś, co celowałoby w mój gust. Kiedy już z trudem uda znaleźć mi się coś interesującego, zaczynam mieć problem z kupieniem tej książki lub kolejnych części serii. Dlaczego? Dlatego, że tego tytułu nie reklamowano na prawo i lewo, podczas gdy inne książki tak. Mam wrażenie, że poziom tych reklamowanych drastycznie spada z miesiąca na miesiąc... Więc jeśli lubisz coś nieszablonowego. co nie bazuje na schematach, jesteś w dobrym miejscu. Poniżej znajdziesz listę moich 3 ulubionych serii z pogranicza fantastyki, które mogę śmiało polecać, a których próżno szukać w takich zestawieniach. 

Seria numer 3 - Bobby Dolar - Tad Williams

Ileż to na rynku wydawniczym jest książek o aniołach. Mam wrażenie, że ogrom, a wszystkie są podobne. Aniołki, sielsko, bajecznie, niebiańsko... No, czasami trafi się jakiś zły, upadły anioł. Ale i tak wszystko jest mdłe. Tymczasem wśród książek jest Bobby Dolar. Anioł-adwokat, który z przedstawicielami piekła licytuje się o dusze zmarłych. Oprócz tego jest sarkastycznym gnojkiem, miłośnikiem alkoholu, wyrazistych aut, pięknych kobiet i bluesa, a dodatkowo ma dziwną zdolność ładowania się w kłopoty. Dodajmy do tego ciekawą wizję piekła i nieba, a także krnąbrność i brak bezmyślnej wiary naszego aniołka, a wychodzi nam świetna powieść akcji. Dużo tutaj pif-pafów, dziwnej broni, opancerzonych samochodów i... gorącego romansu z piekła rodem. Uwaga! Jest bardzo zabawnie i książkę trzeba brać z przymrużeniem oka. To świetny materiał na serial lub grę. Mój męski charakter polubił tę serię, a to, że mój chłopak przymierza się do ponownego jej przeczytania, potwierdza, że to zabawna, lekka opowieść dla mężczyzn. Nadgorliwym katolikom raczej się nie spodoba. 
Tom pierwszy: "Brudne ulice nieba". Póki co ukazały się 3 tomy i nic nie wiem, o kolejnych. Raz na jakiś czas zerkam na stronę autora i wyczytałam gdzieś, że podobno pojawią się jeszcze dwie niezależne książki z tej serii. Poczekamy, zobaczymy. 


Seria numer 2 - Zapadlisko - Kim Harrison

Wiecie, że nienawidziłam soku pomarańczowego? A potem dostałam od cioci książkę "Przynieście mi głowę wiedźmy" i zmieniłam zdanie, gdy poznałam Ivy - wampirzycę, która bardzo przypominała mnie. Ale do dzisiaj nie wiem, kogo bardziej przypominam - Ivy czy Rachel? Bo to czarownica Rachel gra w książce główną rolę. Co tutaj mamy? Ano, mutacje genetyczne, magię różnego rodzaju, demony, wampiry, (wilko)łaki, pixy i inne takie. Mam wrażenie, że każdy gatunek jest zupełnie inaczej pokazany i nie jest to wszystko takie proste - chociażby kwestia ugryzienia i tyle. Miastem rządzi wpływowy wampir oraz bogaty gość, który na lewo handluje nielegalnie Siarką, a nad wszystkim stoją dwa organy ścigania - FBI i ISB. Nasze bohaterki wspólnie z piętnastocentymetrowym pixy zakładają firm, mieszkają w kościele i wiodą życie pełne niespodzianek. Nic dziwnego, skoro Rachel kocha adrenalinę. Książka nie jest prosta i dużo się dzieje, ale tak inny, a zarazem bardzo podobny świat do naszego kusi. Balansowanie na granicy śmierci, niebanalne spojrzenie na Cincinnati, rewelacyjna muzyka oraz zabawne dialogi w najmniej oczekiwanych momentach stawiają tę serię w kręgu moich ukochanych. Przestrzegam - miejscami ciężko czyta się pierwsze dwa tomy, potem robi się lżej. I dzieje się dużo od pierwszych stron, Kim Harrison nie daje czytelnikowi czasu na rozgrzewkę. Bach, już na pierwszej stronie jest niezła akcja. 
Tom pierwszy "Przynieście mi głowę wiedźmy". W Polsce dostępnych jest zaledwie 5 tomów, co przyszło z wielkim bólem i ogromnymi przerwami między kolejnymi częściami. Autorka wydała już 13 tomów z tej serii.


Seria numer 1 - Kroniki wampirów - Anne Rice

Tęsknicie za wampirami z kłami? Warto cofnąć się kilka lat wstecz i sięgnąć po Kroniki wampirów. Pomijając "Draculę", to wampirzy klasyk. Wampiry są niebezpieczne, długowieczne, refleksyjne, drapieżne. No, prawie wszystkie. O ile poprzednie propozycje bazowały na akcji, ta seria to coś, co wymaga od czytelnika skupienia, zrozumienia i przemyślenia. Patrząc na to, że autorka zasiadła do pisania w przypływie buntu wobec religii, książki są poważne. Owszem, Lestat rzuca takimi testami, że często tarzam się po podłodze ze śmiechu, ale generalnie książka porusza ważne tematy - nie tylko religii. Ah, a te wątki historyczne, które są opowiadane jak historyjki z dobrej imprezy lub bajeczki do poduszki. Zaznaczę również, że o ile "Wywiad z wampirem" jest ciężki, a przez trudne słownictwo i liczne zapożyczenia z francuskiego trudno mi było przeczytać więcej niż 50 stron, to już od drugiego tomu zaczyna się zabawa. Jeśli odpuścicie pierwszą część i zamiast niej sięgniecie po film o tym samym tytule, nie stracicie zbyt wiele (nie wierzę, że to piszę!). Mój ukochany bohater literacki pokazuje charakterek i ząbki, przejmując narrację, żeby zaprezentować swoje barwne życie szlachcica, aktora, wampirzego zawadiaki, gwiazdy rocka i księcia. Klasa, niebanalne refleksje i dużo ironicznego śmiechu w jednym. Pokusą do przeczytania może być powoli, powoli szykujący się serial.
Tom pierwszy: "Wywiad z wampirem". Podobno niektóre tomy można czytać bez kolejności, ale nie zrozumie się jeszcze głębszego sensu (pomijając pierwszy tom, on nie ma zbyt wiele sensu - według mnie). Na polskim rynku wydano 11 tomów, a ich dostępność woła o pomstę do nieba.


A Wy macie swoje ukochane serie, o których się nie mówi? Lub znacie godne polecenia książki, które nie są zbyt popularne? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

środa, 9 stycznia 2019

189. Maggie Stiefvater "Wyścig śmierci"

Tego jestem pewien. Na grzbiecie konia znacznie łatwiej być pewnym. 

Maggie Stiefvater pokochałam, kiedy byłam nastolatką i dopiero co wydano książkę "Drżenie". Zakochałam się od razu w sposobie pisania i myślenia autorki - jej niebanalne interpretowanie znanych wszystkim opowieści wywarło na mnie olbrzymie wrażenie. Kiedy kilka lat później chwyciłam po inną serię spod jej pióra, wciąż byłam zachwycona jej pomysłami, choć dostrzegałam niedociągnięcia jej stylu pisarskiego. Po kilku latach znów postanowiłam spróbować i w końcu nie mogło na mojej półce zabraknąć "Wyścigu śmierci".

Gdyby ludzie umieli patrzeć, wszyscy by wiedzieli. 

Co roku w listopadzie na klifach Skarmouth odbywają się wyścigi koni, lecz nie jest to typowe wydarzenie jeździeckie. Uczestnicy nie walczą jedynie o wygraną, ale przede wszystkim o przetrwanie. Mieszkańcy pobliskiego miasteczka drżą z niepokoju, kiedy piasek pokrywa się czerwienią, a w morzu pieni się krew jeźdźców. Tym razem na linii startu jak zwykle pojawia się niezwyciężony, choć młody Sean Kendrick. Nikt nie spodziewa się zobaczyć tam Puck Connolly - pierwszej przedstawicielki płci pięknej, która zdecydowała się przyłączyć do wyścigu.

Nie wszystkim jest dane czynić cuda własnymi rękami. Gdyby tak było, balibyśmy się czegokolwiek dotknąć.

Książka bazuje na celtyckim micie o koniach uisce, co od razu mnie urzekło. Uwielbiam celtyckie klimaty, a po "Lamencie" wiedziałam już, że Maggie Stiefvater potrafi z tą mitologią zdziałać cuda. Jak zwykle do tematu podeszła w sposób indywidualny, przedstawiając czytelnikowi własną interpretację mitu. Zabieg ten dodaje powieści jeszcze więcej oryginalności, jakby konie uisce same w sobie nie były mało znane. Na plus zasługuje już sam pomysł na książkę o tych zwierzętach, nie mówiąc nawet o zestawieniu ich z magią. 

Łatwo jest sprawić, żeby mężczyźni cię kochali. Wystarczy być górą, na która muszą się wspiąć, albo wierszem, który próbują zrozumieć. Czymś, dzięki czemu czują się silniejsi albo mądrzy. 

Powieść jest niezwykle plastyczna, a dzięki stylowi autorki czuć klimat wyspy nawet kilka tygodniu po skończeniu lektury. Książkę czyta się bardzo szybko - mam wrażenie, że w takt stukotu końskich kopyt. W każdym słowie wybrzmiewają uczucia, a akcja cały czas trzyma w napięciu. Adrenalina towarzyszy czytelnikowi na długo przed wyścigiem, a oprócz tego pojawia się cała gama innych emocji. Poczucie niesprawiedliwości, zdrada, braterstwo, gorzkie łzy, nienawiść i miłość... To wszystko zamknięte zostało w niecałych 500 stronach tekstu oraz przedstawione z dwóch punktów widzenia poprzez podział narracji. 

Mogę powtórzyć jeszcze parę razy, że mi przykro, tylko, że nie wiem, co to zmieni. 

Nawet jeśli finał jest odrobinę do przewidzenia, to bohaterom absolutnie nic nie można zarzucić. Nie ma tutaj dwóch sposobów konstrukcji postaci, które pojawiają się w wielu tytułach dla młodzieży. Po pierwsze, jakaś negatywna postać nagle nie staje się dobra i święta. Po drugie, nie ma bezwzględnego, sztucznego podziału bohaterów na tych złych do szpiku kości i tych z aureolą nad głową. Moją uwagę poskromił głównie Sean, który oczarował mnie swoim podejściem do zwierząt, ale sporo możemy nauczyć się także z historii Puck, której życie wywraca się do góry nogami niejednokrotnie. 

Cieszę się z tego uśmiechu, bo tata powiedział kiedyś, że powinno się być wdzięcznym za dary, które są szczególnie rzadkie.

Mało jest książek, nad którymi płaczę. Uczucie muszę przyznać, że "Wyścig śmierci" wycisnął ze mnie kilka łez. Konie uisce oraz losy głównych bohaterów poruszyły moje serce, a przepiękne zakończenie powaliło mnie na łopatki - ostatnią scenę wciąż mam przed oczami, wymalowaną przez  wielobarwne słowa autorki. I choć może nie każdy zwraca na to uwagę, to mnie rozczuliły jeszcze podziękowania, które stanowią idealne zwieńczenie tej przygody czytelniczej. 

Mam wrażenie, że moje serce jest pełne wszystkich początków i końców, a zarazem puste.

Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 03.10.2012
Liczba stron: 496
Przeczytane: 27.10.2018
Ocena: 9/10