9/15/2020

9/15/2020

240. Dacre Stoker, J. D. Barker "Dracul"

240. Dacre Stoker, J. D. Barker "Dracul"

Motyw krwiopijców w literaturze obecny jest od dawna, a postać wampira zmienia się w zależności od epoki. Jakiś czas temu rynek był wręcz przesycony bohaterami z mniejszymi lub większymi kłami, a moda ta zaczęła się od wielkiej ekspansji "Zmierzchu", który dość drastycznie zmienił wizerunek wampira. Przez to lub też dzięki temu czytelnicy docenili jednego z najsłynniejszych upiorów literatury - Draculę. 

Powieść Brama Stokera wspominana była (i wciąż jest) tęsknie przez fanów horrorów i grozy. Nic dziwnego, że liczne nawiązania do jego kultowego dzieła pojawiają się w różnych dziedzinach sztuki - w kinie, teatrze i, oczywiście, literaturze. Kiedy więc zobaczyłam, że potomek ojca Draculi  i J.D. Barker wydają książkę, będącą tak naprawdę wstępem do "Draculi", byłam zachwycona. Niemniej, mój zachwyt nie był wcale mniejszy od oczekiwań - a te były naprawdę spore. 

"Dracul" opowiada o życiu Brama Stokera - o jego dzieciństwie, młodości i dorosłości. Okazuje się, że to właśnie wydarzenia z dzieciństwa pobudziły wyobraźnię znanego pisarza - choroba przykuła go do łóżka, ale nie zaćmiła spostrzegawczości. Kilkuletni Bram zauważył zjawiskową zbieżność pomiędzy jego stanem zdrowia a samopoczuciem jego ukochanej opiekunki - Ellen Crone. To zjawisko doprowadziło go w dorosłości do wieży, w której próbował stawić czoła nieznanemu złu. Najpierw jednak musimy dowiedzieć się, jak do tego doszło...

Jestem pełna uznania dla autorów za niesamowitą kreację bohaterów. Rodzina Stokerów była liczna, jednak udało się zobrazować ich członków oraz zażyłości między nimi - w szczególności rodzeństwo kluczowe dla fabuły. Chociaż imion przewinęło się przez książkę dość sporo, każde z nich otrzymało twarz oraz własną historię - adekwatnie do odgrywanej roli. To sprawiło, że bohaterowie charakterologicznie różnią się od siebie, a do tego wielu autorów nie przywiązuje aż takiej wagi. 

Nie spodziewałam się, że moją ulubioną postacią okaże się kobieta. Niestety, zazwyczaj w literaturze spotykam słabe i irytujące przedstawicielki płci pięknej. Nie sądziłam, że siostra Brama okaże się kobietą z charakterem, silną, odważną, pełną życia, otwartą, utalentowaną i zdecydowanie wyprzedzającą swoje czasy. 

Epoka także została przedstawiona w taki sposób, że w głowie momentalnie maluje się opisywany obraz. Duch czasów został zamknięty w słowach oraz wydarzeniach - zdecydowanie można go wyczuć, kiedy mowa była o sytuacjach z udziałem studentów medycyny. Mnie bardzo zaciekawiło traktowanie osób chorych psychicznie oraz klasyfikacja i leczenie chorób psychicznych. O ile metody są mi znane przez studia psychologiczne (historia myśli psychologicznej to naprawdę ciekawy przedmiot!), to Dacre Stocker i J.D. Barker sfabularyzowali znajome sceny z podręcznika. 

To wszystko było możliwe dzięki opisom - nie, nie były one za długie, jak to często bywa. Były istotne dla budowania klimatu grozy (ach, te irlandzkie zamki...), ale nie pełniły wyłącznie funkcji ozdobnej. Były potrzebne i kluczowe dla fabuły, napędzały watką akcję. W długich fragmentach bez dialogów także działo się sporo, choć wiele kiepskich książek nauczyło mnie, niestety, że opisy to tylko ozdobniki. "Dracul" jest pełen opisów, które są potrzebne, a elementy grozy są w nie naturalne wplecione. Budzące emocje rekwizyty nie są ot tak wrzucone do tekstu, a jednocześnie nie wiemy, kiedy możemy się ich spodziewać. Dodać do tego pojawiający się raz na jakiś czas żart, a otrzymujemy naprawdę rewelacyjny styl pisania. 

To jednak nie wszystko, bo książkę urozmaicają także listy - zarówno Brama, jak i jego siostry oraz brata. Różne spojrzenia na rozgrywające się wydarzenia poszerzają horyzont czytelnika, a jednocześnie dodają klimatu powieści. Zmienność narracji oraz epistolarne fragmenty dodają autentyczności przedstawianej historii. 

Aurę grozy i tajemniczości podtrzymuje także rozstrzał czasowy. Zmienność chronologiczna rozdziałów buduje napięcie - szczególnie, kiedy przeszłość w końcu musi spotkać się z teraźniejszością, którą znamy od pierwszych stron powieści. Od samego początku wiemy, że Bram w końcu będzie musiał spotkać się na wieży z nieokreślonym złem. Jakie to zło? Tego stopniowo będziemy się dowiadywać z przeszłości pisarza. Jednak punkt zderzenia się tych czasów nie jest punktem kulminacyjnym - zaskakująco akcja rwie dalej. 

"Dracul" nie jest jednak idealny. Pojawiło się, niestety, kilka sprzeczności (niewiele, ale jednak) oraz niejasnych fragmentów, które musiałam konfrontować z wydarzeniami lub słowami sprzed kilku stron. Takie sytuacje nie miały miejsca zbyt często - dużo gorzej w mojej ocenie wypadają wydarzenia po wspomnianym zderzeniu się przeszłości z teraźniejszością. Spodziewałam się, że to właśnie w tej części będą miały miejsce najbardziej zapadające w pamięci sceny.  Niemniej, samo zakończenie bardzo mnie zaskoczyło - nie wspominając nawet o całkowicie niespodziewanej genezie powstania "Draculi". Co jak co, ale źródła znanej książki nie można się spodziewać przez całą powieść.

Polecam serdecznie - w szczególności znudzonym czytelnikom, którzy dawno nie trzymali w rękach dobrej książki o wampirach. "Dracul" będzie idealną propozycją na zbliżające się jesiennie i zimowe wieczory. Przy tak wciągającej lekturze długie noce (nie) będą straszne. 


Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca
Data wydania: 02.09.2020
Liczba stron: 544
Przeczytane: 06.09.2020
Ocena: 8/10


9/06/2020

9/06/2020

239. Dawid Kain "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium"

239. Dawid Kain "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium"

Do książek współczesnych polskich autorów podchodzę z olbrzymim dystansem, a im głośniejsze nazwisko, tym większego rozczarowania się spodziewam. Szczególnie na bakier mam z polską fantastyką - to właśnie ten gatunek wprawia mnie w największe zakłopotanie. Z sercem na ramieniu sięgnęłam po "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium". Patrząc jednak na gabaryty książki, mogłam stracić niewiele czasu lub zyskać krótką, ale dobrą lekturę. 

Książka to zbiór siedmiu opowiadań Dawida Kaina. Opis na odwrocie okładki mówił niewiele,  ale wymienione są za to poszlaki, wskazujące na owianą tajemnicą Korporację Somnium - nanotechnologia, nieśmiertelność, metafizyka, światy równoległe, klonowanie i kontrola umysłów. 

Brzmi ciężko i topornie? Owszem. Czy wykonanie też takie było? Ani trochę. Opowiadania są napisane zaskakująco lekkim i jakże dobrym stylem. Nie spodziewałam się, że pozycja zahaczająca o zagadnienia metafizyki i nanotechnologii możne być zakreślona w tak przystępny sposób. Dzięki temu, a także przez niewielką liczbę stron, "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium" stanowi idealną propozycję na jeden wieczór. 

Bardzo podoba mi się sama tematyka - takie motywy nie są aż tak często spotykanie, szczególnie na polskim rynku tytułów fantasy. Ponadto, Dawid Kain podszedł do problematyki w sposób niekonwencjonalny, nieoczywiście żonglując tymi hasłami. W końcu podczas lektury nie miałam wrażenia, że coś podobnego już czytałam. Miałam przed sobą książkę, która nie jest w kółko o tym samym i nie przypomina większości pozycji na rynku. 

Opowiadania same w sobie są niebanalne, pomijając nawet intrygującą tematykę. Czytelnik łatwo odnajduje się w fabule naprawdę różnych od siebie opowiadań, których akcja poprowadzona jest nieszablonowo. Zakończeń najczęściej nie sposób przewidzieć. Na plus zasługuje również odpowiednie ułożenie utworów w całym zbiorze.

Jestem zahipnotyzowana także niepokojącym klimatem opowiadań. Nie były one straszne w klasycznym pojęciu tego słowa, ale na pewno budziły szczególny niepokój i niepewność - tym bardziej, że bazowały na czymś, co większość z nas zna mniej lub bardziej. Mowa o Krakowie, który w zbiorze pojawił się kilkukrotnie i za każdym razem bliskie mi miasto zostało przedstawione jako miejsce zupełnie obce. 

Jeśli ktoś poszukuje niebanalnej, innej i ciekawej książki, polecam "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium".  


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 31.07.2020
Liczba stron: 133
Przeczytane: 22.08.2020
Ocena: 8/10

9/01/2020

9/01/2020

238. Podsumowanie lipca i sierpnia

238. Podsumowanie lipca i sierpnia


Sierpień za nami, niektórzy już po wakacjach, a niektórzy w trakcie. Zazwyczaj letnie miesiące pod kątem czytelniczym wypadały u mnie bardzo dobrze, więc byłam ciekawa, jak będzie w tym roku. Cóż, nie było fajerwerków, ale na pewno było dobrze. 

W lipcu udało mi się przeczytać tylko 3 książki, które dały 904 stron. Wychodzi więc 29 stron dziennie.   Najpierw sromotnie rozczarowałam się książką "Laponia. Wszystkie imiona śniegu" (opinia tutaj), później miło spędziłam czas przy "Na południe od nigdzie", a koniec pozytywnie zaskoczyłam się "Doktor Irką" (opinia tutaj). 

Zdecydowanie lepiej wypadł sierpień, ponieważ przeczytałam w nim 6 książek, które razem liczyły 2321 stron, czyli średnio dziennie czytałam po 75 stron. Rozczarowaniem roku okazało się "Uroczysko", a zaraz po nim drugi tom, czyli "Uroczysko. Podziemie". Mieszane uczucia mam także pod względem "Kwestii ceny". Nieudane lektury odrobiłam sobie na koniec miesiąca, bo właśnie wtedy przeczytałam w końcu coś dobrego. Dobrze oceniam "Maskę Cthulhu", "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium" (opinia niebawem) oraz "Nie ma złej pogody na spacer" (opinia tutaj). 

Oprócz wyżej wymienionych opinii w tym czasie pojawiła się też recenzja "W samym sercu morza" (tutaj). Nie zabrakło też wpisu  cyklu "O książkach inaczej", czyli post o pisaniu wyłącznie pochlebnych recenzji (tutaj). Standardowo wrzuciłam także podsumowanie wcześniejszy dwóch miesięcy (tutaj).

A jak czytelniczo wypadły Wasze wakacje? Koniecznie dajcie znać! 

8/30/2020

8/30/2020

237. Linda Åkeson McGurk "Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci"

237. Linda Åkeson McGurk "Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci"

Ile razy rezygnowaliście ze spaceru, ponieważ zobaczyliście na niebie chmurę zwiastująca opady deszczu? Przecież nie istnieje coś takiego, jak zła pogoda na spacer! Są za to nieodpowiednie ubrania i kiepskie nastawienie. 

Linda Åkeson McGurk w swojej książce "Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci" przedstawia argumenty, które zachęcają do zwiększenia aktywności na świeżym powietrzu. Jak wskazuje drugi człon tytułu - autorka skupiła się głównie na dzieciach, ale powszechnie wiadomo, że także dorosłym świeże powietrze w większej dawce z pewnością nie zaszkodzi. 

Autorka jest matką dwóch dziewczynek, które wspólnie z mężem wychowuje w Stanach Zjednoczonych, chociaż swoje dzieciństwo i większą część życia spędziła w Szwecji. Okazało się, że wychowanie dzieci w Stanach nie jest dla niej aż tak naturalne i proste, ponieważ znacząco różni się od norm wychowania, które poznała w swojej ojczyźnie. Różnice kulturowe okazały się być znaczące oraz niezwykle ciekawe, szczególnie w kwestii relacji dzieci ze światem przyrody. 

Jak wyglądają te różnice w kontekście Polski? Patrząc na moje dzieciństwo, to bliżej nam do Szwedów. Patrząc na dzisiejsze wychowanie dzieci, bliżej nam do Amerykanów - niestety. Można więc powiedzieć, że niniejsza pozycja stanowi czerwony alert, zanim na dobre utkniemy w samochodach lub na kanapie.

"Nie ma złej pogody na spacer" to nie tylko książka o wychowywaniu dzieci. To pozycja, która przypomina, jak ważny jest kontakt człowieka z naturą. Autorka przypomina, że potrzebujemy świeżego powietrza - zwłaszcza w czasach, kiedy większą część dnia spędzamy w biurze, a najmniejsze dystanse pokonujemy autem. I chociaż podtytuł mówi o wychowaniu dzieci, jestem przekonana, że każdy tutaj znajdzie kilka wskazówek dla siebie. Uszczknięcie choćby kilku minut na zewnątrz jest na wagę zdrowia w dzisiejszych czasach, chociaż sami oddalamy się od natury. 


Do spacerów i innych aktywności poza domem zachęcają nie tylko doświadczenia autorki, ale też - lub przede wszystkim - przytoczone wyniki badań, a także zatrważające statystyki i pesymistyczne prognozy  (i to nie te pogodowe) na najlepsze lata. Kiedy chwyciłam i przewertowałam tę książkę, od razu pozytywnie zaskoczyła mnie opasła bibliografia - bez słowa sprzeciwu konkretna bibliografia jest na wagę złota w tego typu pozycjach. 

Przyswajanie sporej dawki wiedzy umila przepiękne wydanie z niebieską okładką i elementami wewnątrz w tym samym kolorze. Oko cieszą minimalistyczne grafiki przy wskazówkach oraz strony z pigułkami wiedzy. Podział na rozdziały został wyraźnie zaakcentowany trafnym cytatem oraz niebieskim znacznikiem. Jedynym minusem jest dla mnie właśnie wspomniany podział na rozdziały - czasami miałam wrażenie, że jest on zbędny, ponieważ niektóre rozdziały okazały się zbyt podobne do siebie. 

Polecam "Nie ma złej pogody na spacer" nie tylko wielbicielom doświadczania natury niezależnie od warunków atmosferycznych. Ta książka sprawia, że nie ma się ochoty tracić czasu na siedzenie w domu. Lektura wzbudzała we mnie tak dużą chęć zaczerpnięcia świeżego powietrza, że na pewno tak szybko bym jej nie skończyła, gdyby nie to, że czytałam ją w pociągu. 


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 22.08.2018
Liczba stron: 380
Przeczytane: 23.08.2020
Ocena: 7/10



8/09/2020

8/09/2020

236. Jestem miła, więc piszę tylko pozytywne opinie

236. Jestem miła, więc piszę tylko pozytywne opinie


Ileż to już razy słyszałam, że opinie o książkach trzeba pisać tylko i wyłącznie pozytywne... Cóż, nie zliczę tego. Im dłużej o książkach piszę, tym bardziej nie rozumiem takiego podejścia - szczególnie ze strony wydawnictw. 

Czasami spotykam się z podejściem, że jeśli ktoś czyta książkę, która niekoniecznie spełnia jego oczekiwania, to pisanie recenzji przez tę osobę mija się z celem. Dlaczego? Nie mogę tego zrozumieć. Każdy z nas ma prawo nie tylko do własnego zdania, ale też do przeczytania odmiennej opinii o książce. Jeśli pod profilem książki znajdują się wyłącznie pozytywne słowa, zaczynam się niepokoić. Przecież to niemożliwe, żeby wszyscy jednogłośnie byli zachwyceni... 

Tym bardziej czuje się oszukana, gdy nie ma negatywnych opinii przy naprawdę kiepskiej książce. Dlaczego nikt mnie nie ostrzegł? Sama z taką myślą podchodzę do pisania negatywnych słów - mam nie tyle prawo do własnego zdania, co obowiązek przestrzec innych ludzi przed zmarnowaniem czasu i bezsensownym wydaniem pieniędzy (pod warunkiem, że ta osoba ma  podobne oczekiwania, co ja). 

Właśnie o tej autentyczności zapominają wydawnictwa, które oferują współprace wyłącznie w przypadku napisania dobrej opinii lub neutralnego zareklamowania książki. Jeju, dlaczego oni nie potrafią zrozumieć, że  średnia 10/10 jest praktycznie niemożliwa? Nie mówiąc już o tym, że książki skrajnie oceniane często cieszą się większą popularnością, ponieważ właśnie tą rozbieżnością ocen zwracają uwagę czytelników. Ba, sama przeczytałam kilka kiepskich książek tylko po to, aby przekonać się na własnej skórze, że są takie kiepskie. 



Jeśli podobają Ci się wszystkie przeczytane przez Ciebie książki, to zazdroszczę umiejętności ich doboru lub losowego szczęścia. Boli mnie jednak, jeśli ktoś utożsamia opinię z jej twórcą. Kilkakrotnie miałam okazję spotkać się ze zdaniem, że jeśli ktoś jest ogólnie miłą i/lub dobra osobą, nie może napisać negatywnej opinii. Naprawdę? Jeśli przytoczę kilka dobrych argumentów na to, że książka jest kiepska, to jestem złą i podłą osobą? Jeśli ktoś tak bardzo identyfikuje się z liczbową oceną książki 1/10, to... Nie, tego nawet nie potrafię sobie wyobrazić. A jeśli ktoś z zewnątrz ocenia całe życie osoby po kierunku jej recenzji, to już w ogóle chce mi się śmiać. Na bycie miłym składają się zupełnie inne składniki, podobnie jak na bycie dobrym człowiekiem. Jeśli ktoś ocenia człowieka jako dobrego przez pryzmat miłych słów, jakich użył do opisania książki, to pozostaje mu życzyć powodzenia w życiu. Oby nigdy nie zawiódł się na dobrych ludziach. 

Nie zrozumcie mnie źle. Jeśli przeczytacie kiepską książkę i nie macie ochoty taplać się myślami wśród jej niedociągnięć (mówiąc delikatnie), to nie zmuszam Was do pisania tylko po to, żeby się wyżyć na autorze. Nie o to chodzi. Ja także odkładam czym prędzej niektóre słabe lektury na półkę, byle tylko nie myśleć o marnym stylu autora, irytujących bohaterach czy sprzecznych wydarzeniach. 

Mój apel? Nie bójcie się mówić złych rzeczy o kiepskich książkach - to naturalne! A przede wszystkim - nie bójcie się mówić prawdy o książkach. Macie prawo do złej opinii o dobrej książce, jak i do dobrej opinii o złej książce (określając je na skali krytyków i ogólnej opinii). To jest właśnie gust i każdy z nas ma inny!

Czy prawdopodobnie stracicie z tego powodu możliwość współpracy? Cóż, ja wolę nie podpisywać się swoim imieniem pod naciąganymi opiniami i nie być zalewana toną kiepskich książek tylko dlatego, że dostanę je w ramach współpracy. Względnie darmowe książki to za mało, aby mnie przekupić. 

Negatywne opinie - piszcie lub nie piszcie, co tylko chcecie! Tylko piszcie prawdę i nigdy nie oceniajcie samych siebie (ani też innych!) na podstawie miłych lub niemiłych słów w recenzji. 
Copyright © Pikkuvampyyrin kirjamaailma , Blogger