środa, 8 sierpnia 2018

175. Podsumowanie lipca

No i lipiec za nami - nie mam pojęcia, kiedy to przeleciało. Dopiero co robiłam podsumowanie czerwca i piszczałam z radości, że za pół miesiąca Michał wróci do Polski, a teraz minęło już kolejne pół miesiąca - bardzo owocnego w czytaniu, pomimo licznych problemów, komplikacji i czasu spędzonego poza domem. 

W lipcu przeczytałam 7 książek i 1 czasopismo, co dało łącznie 2429 stron, czyli prawie 80 stron dziennie. Ale nie o samą ilość tutaj chodzi, bo zaszalałam też z jakością i ciężkością lektur, nie wspominając już o ich różnorodności. Przeczytałam rewelacyjne "Moce wikingów" Władysława Duczko i jestem tak zachwycona, że muszę niebawem sięgnąć po drugi tom. Udało mi się również dokończyć "Gestapo. Mity i prawda o tajnej policji Hitlera", co nie było już tak dobre. Inną książką związaną ogólnie z historią była "Titanic. Pamiętna Noc" - gorąco polecam nie tylko zainteresowanym tematyką samej katastrofy. Historia w tym miesiącu mieszała się z fantastyką w postaci powieści Tomasza Duszyńskiego "Impuls" - recenzja pojawi się niebawem. Nie zabrakło fantastyki w czystej postaci, czyli w końcu zabrałam się za "Dwór cierni i róż", który otrzymuje ode mnie miano rozczarowania roku. Od Grupy Wydawniczej Foksal otrzymałam egzemplarz recenzencki "Wzlotów i upadków młodej Jane Young", a ja nie spodziewałam się, że w książce drzemie aż taki potencjał. Oprócz czasopisma podróżniczego "Traveler", zatopiłam się w innej kulturze za pomocą książki fińskiego autora "Urodziny dyktatora. W cyrku Korei Północnej".

Na blogu pojawiło się 6 postów - podsumowanie czerwca (tutaj) oraz 5 recenzji: "Odetchnij od miasta" (tutaj), "Moce wikingów" (tutaj), "Wzloty i upadki młodej Jane Young" (tutaj), "Merhaba" (tutaj) oraz "Titanic. Pamiętna noc" (tutaj).

Sierpień już zbliża się do połowy, a zaczął się bardzo intensywnie. A jak Wasz lipiec i początek nowego miesiąca?

poniedziałek, 30 lipca 2018

174. Walter Lord "Titanic. Pamiętna noc"

Jeśli rzeczywiście katastrofa stanowiła lekcję, to ta lekcja okazała się skuteczna - ludzie przestali być czegokolwiek pewni. 

Wiecie, że przed słynnym oscarowym filmem o Titanicu powstał inny, także bardzo doceniany? „SOS Titanic” otrzymał Złotego Globa i przez długi czas uważany był za najlepszy film, aż do czasu, gdy tego miejsca zdeklasyfikował go wspomniany już film z Kate Winslet i Leonardo DiCaprio w rolach głównych. Owe dzieło to ekranizacja książki Waltera Lorda „Titanic. Pamiętna noc”. 

Od dziecka uwielbiałam tematykę Titanica, o którym dowiedziałam się poprzez swoje zainteresowania katastrofami (kto siedzi w głowie dziecka…), a nie, jak większość moich rówieśników, ze względu na słynny film. Kiedy dowiedziałam się, że „Titanic. The Exhibition” odwiedzi Polskę, wiedziałam, że w końcu muszę zabrać się za książkę, która wyszła już ponad dwa lata temu. Trochę zwlekałam z jej przeczytaniem z obawy przed rozczarowaniem, ale… 

Walter Lord przenosi nas na pokład statku w momencie jego zderzenia z górą lodową, żeby później przedstawić nam minuta po minucie wydarzenia tamtej nocy. Sam autor nie jest ocalałym z katastrofy, ale wszystkie swoje słowa opiera na relacji osób, które były wówczas na pokładzie. Włożył mnóstwo pracy w sam proces zbierania informacji – opierał się na zeznaniach, artykułach, wywiadach, spotkaniach. Dlatego właśnie książka ta jest tak ważna. To nie tylko opis katastrofy, to też świetne dzieło literackie, bazujące na autentycznych i potwierdzonych wydarzeniach. Dla mnie, jako dla psychologa, istotne było też zwrócenie uwagi na kondycję psychiczną i zachowania społeczne - nawet takie rzeczy są wybornie przedstawione. 

Książka jest bardzo obrazowa i rzeczowa. Czytając ją, miałam wrażenie, jakbym znalazła się na pokładzie tonącego Titanica. Za sprawą autora poznałam szczegóły wybranych miejsc, a zarazem miałam okazję na kartach powieści zobaczyć katastrofę w sposób kompletny, ogólny. Autor prowadzi czytelnika wszędzie – przez kabiny trzeciej klasy, restaurację pierwszej klasy, torty tenisowe, kuchnię, palarnię, kotłownie, bocianie gniazdo, mostek kapitański. Nie ukrywa przed nikim żadnego miejsca, starając się odsłonić wszystkie tajemnice. 

Styl zdecydowanie pomaga w odbiorze wydarzeń – jest prosty, nieskomplikowany, przez co można skupić się na akcji, a nie na ozdobnikach języka. Sytuacja jest na tyle barwna sama w sobie, że wybitnym i wyszukanym językiem książka byłaby przekoloryzowana. Autor pisze rzeczowo i to wystarcza, aby w wyobraźni czytelnika rozgrywało się to, co opisane. 

Jestem zaskoczona momentem, do którego sięga akcja, bowiem ta nie urywa się w momencie zatonięcia statku – z ocalałymi zostajemy jeszcze na chwilę, aby poczuć ich emocje. Dzięki temu książka stała się czymś więcej niż idealną relacją katastrofy, ale niesie też pewien przekaz. Można powiedzieć, że Walter Lord nie zostawił bohaterów samych sobie w tych rozpaczliwych chwilach. Z mojego punktu widzenia to właśnie ten fragment był najciekawszy, bo dość rzadko zwraca się uwagę na to, co działo się z ocalałymi tuż po zatonięciu Titanica. 

Trudno również nie wspomnieć o fantastycznym wydaniu. Oprócz samego tekstu mamy też podziękowania, podstawowe fakty o Titanicu, skrót wydarzeń, przedmowę oraz listę pasażerów z podziałem na klasy oraz wykonywane funkcje. Zaskoczona jestem także oprawą graficzną – szczególnie zamieszczonymi kolorowymi planami oraz przekrojami statku. To bardzo pomogło w zrozumieniu wydarzeń oraz śledzeniu ich minutę po minucie. 

Lekturę polecam wszystkim, nie tylko zainteresowanym katastrofą Titanica. Książka to nie wyłącznie sucha relacja pamiętnej nocy, ale też kawał dobrej literatury, będącej ciekawym przykładem na to, jak rewelacyjnie można opisać wydarzenia, których nie było się świadkiem. Pozycję uważam za jedną ze swoich ulubionych, a obecnie pozostaje mi ponownie odwiedzić Kraków – tym razem po to, aby odwiedzić wystawę. 

W łodzi nr 4 Jean Gertrude Hippach także przyglądała się spadającym gwiazdom. Nigdy nie widziała ich tak wielu. Przypomniała sobie podania mówiące o tym, że ilekroć na niebie pojawia się spadająca gwiazda, ktoś umiera. 

Wydawnictwo: Agora
Data wydania: 8.04.2016
Liczba stron: 290
Przeczytane: 8.07.2018
Ocena: 10/10

czwartek, 19 lipca 2018

173. Witold Szabłowski "Merhaba"

Podróż z Europy do Azji zajmuje około kwadransa. Biznesmeni płyną razem z żebrakami, kobiety w czadorach z kobietami w mini, niewierzący z imamami, prostytutki z derwiszami, święci z nieświętymi. Cała Turcja na jednym promie. 

Turcja to kraj o wielu twarzach. Większość z nas zna głównie tą złą - stereotypy o Turkach robią w Polsce swoje. Będąc kilka lat temu na szkoleniu z zakresu tolerancji kulturowej, pokazywano mi głównie Turcję w samych superlatywach. O tym kraju słyszałam też kilka słów od taty, który z Turkami pracował. Obejrzałam świetny dokument. Obecnie prawie codziennie rozmawiam o Turcji ze swoimi klientami, którzy zastanawiają się nad miejscem swoich wakacji. Ale to wszystko to za mało, żeby Turcję zrozumieć. 

Witold Szabłowski to polski dziennikarz z mocnym tureckim doświadczeniem - spędził tam sporo czasu, studiując i zbierając materiały do pracy dziennikarskiej. Za pierwszy zbiór reportaży o Turcji - "Zabójca z miasta moreli" otrzymał kilka nagród i wyróżnień - chociażby nagrodę Melchiora 2007 i wyróżnienie Amnesty International. Obecnie ten zbiór narodził się na nowo, wydany pod tytułem "Merhaba", ale z wzbogacony słownikiem turecko-polskim.

Autor porusza niemalże wszelkie zagadnienia związane z Turcją - te zabawne, jak i poważne, te lekkie, jak i te niewygodne. Rozmawiał z Turkami na różne tematy, także na te, o których ciężko się mówi. Książka przeplatana jest tematycznie w taki sposób, że czytelnik się nie nudzi. Kiedy robi się aż zbyt poważnie, powoli pojawia się bardziej rozrywkowy wątek, żeby później znów powrócić do tego trudniejszego. Dlatego też w książce cały czas coś się dzieje, chociaż jest to reportaż. 

Jakich zagadnień dotyczy ta książka? Migracji, prostytucji, religii, życia seksualnego, zabobonów, literatury, kuchni, podróży, biznesu, polityki, kultury, zabytków, historii - być może nie brzmi to zbyt fascynująco, ale autor potrafi Turcję sprzedać. W każdym temacie umiejętnie znajduje jakąś ciekawostkę, zachowując równowagę emocjonalną. Dlatego właśnie ta książka jest tak świetna - przedstawia Turcję na różne sposoby. Pisarz pokazuje nam ten kraj od dobrej i złej strony. Nie wychwala pod niebiosa, ale też nie piętnuje. Miłość do Turcji nie zakłóca mu trzeźwego myślenia, dlatego racjonalnie opisuje sytuacje, które często są bardzo skrajne. 

Jestem też zaskoczona lekkością pióra Witolda Szabłowskiego. Nawet na najtrudniejsze tematy potrafi pisać tak, że strony po prostu same się przewijają, oczy mkną po tekście, a najnudniejsze sprawy przedstawione są, jakby były tymi najciekawszymi. Z każdego słowa tak bardzo czuć pasję autora, że aż ma się ochotę spakować i pojechać do Turcji. 

Nietrudno też wspomnieć o samym wydaniu. W oczy rzuca się przepiękna, kolorowa okładka, w której zakochałam się od pierwszego wrażenia. Czytanie umilają zdjęcia, choć te nie są kolorowe. Wyjątkowo nie przeszkadzało mi to ani trochę - zdjęcia robiły klimat, dodawały sentymentalizmu słowom i wspomnieniom autora. Także przerywniki w formie wspomnianego słownika dodawały ekspresji - w jednym słownikowym fragmencie w kilku zdaniach zostały przedstawione charakterystyczne dla Turcji rzeczy. 

Książkę zdecydowanie polecam. To kawał dobrego reportażu oraz literatury podróżniczej, a przy tym jest rozrywkowa i często bardzo zabawna. Nada się dla każdego, nie tylko dla osób, które Turcję uwielbiają lub chcą odwiedzić ten kraj. Ale jedno jest pewne - po lekturze ma się ogromną chęć doświadczenia Turcji na własnej skórze. 

Dziennik "Hürriyet" opublikował zaś zdjęcia dwóch kobiet, stojących obok siebie po pas w wodzie. Jedna była w muzułmańskim stroju, zakrywającym wszystko oprócz oczu. Druga była topless. "To jest właśnie Turcja" - głosił reakcyjny komentarz. 

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 6.06.2018
Liczba stron: 350
Przeczytane: 24.06.2018
Ocena: 10/10

niedziela, 15 lipca 2018

172. Gabrielle Zevin "Wzloty i upadki młodej Jane Young"

Gdy postanawiasz wystartować w wyborach, jedyną rzeczą, którą wiesz na pewno, jest to, że możesz nie wygrać. 

Każdy z nas popełnia czasami niewłaściwą decyzję - jedną, dwie, trzy, a czasami cały ciąg złych kroków. Najbardziej cieszymy się, kiedy owe błędy możemy zamaskować, aby nikt ich nie widział. Względnie, gdy błędy są nieduże i nieszkodliwe. Ale co w sytuacji, kiedy dwie osoby popełniają błędy, a tylko jedna z nich ponosi za nie odpowiedzialność?

Wydawało się jej, że życie polega na nabywaniu przyzwyczajeń. A umieranie na procesie rezygnowania z nich. Śmierć była krainą bez nawyków. 

Marzeniem Avivy Grossman jest wybitna kariera polityczna, dlatego nawet bezpłatny staż w biurze kongresmena jest łupem szczęścia. Szybko okazuje się, że umiejętnościami wyprzedza pozostałych stażystów, ale jej zdolności stają się niczym, kiedy na jaw wychodzi jej romans ze sporo starszym szefem. Oliwy do ognia dodaje odkrycie przez media bloga dziewczyny, na którym opisywała pikantne szczegóły tego związku. Ilekroć by go nie kasowała i tak pojawia się znów w sieci, aż w końcu Aviva się poddaje. Poddaje się też w kwestii znalezienia pracy – jest spalona. Ludzie setki kilometrów od niej za pomocą dwóch kliknięć dowiadują się, kim jest. Musi zacząć od nowa, w nowym miejscu, jako nowa osoba z nowym nazwiskiem.

Dbając o coś, okazujesz temu miłość. 

Wątek romansu między szefem a przełożoną jest obecny wszędzie i wydaje się bardzo naiwny. Także w tej książce naiwność rzuca się w oczy, ale ów romans nie jest tutaj głównym tematem. Przewija się przez całą książkę jako spoiwo elementów fabuły, jednak bardziej pod postacią konsekwencji seks skandalu. Jeśli ktoś oczekuje gorącego romansu z pikanterią i czułymi wyznaniami miłości, może sobie odpuścić tę książkę – jest ona zdecydowanie czymś więcej.

Może nie chodzi o to, że masz mniejszy wybór. Może odpowiedzi są bardziej oczywiste, dlatego nie zadajesz pytań. 

A więc czym? Dla mnie to przede wszystkim pozycja, która ma nas uświadomić o winie osób w skandalu oraz uwrażliwić przed sądzeniem kogoś na podstawie tego, co podają media. Często widzimy jakąś osobę jako figurę pośmiewiska, a nie widzimy w niej człowieka – koleżanki, matki, córki, sąsiadki. Autorka zwraca uwagę, że zazwyczaj z różnych skandali seksualnych mężczyzna zazwyczaj wychodzi cało, co najwyżej z niewielkim uszczerbkiem na reputacji. Może jednak wciąż figurować w życiu publicznym, a jego kariera – nawet polityczna – może kręcić się dalej. Kariera kobiety, szczególnie na ważnym stanowisku, jest trudniejsza w kontynuacji, a najczęściej po prostu niemożliwa.

Poza tym zawsze znajdzie się ktoś, z kim można się kochać, jeśli obniży się wystarczająco standardy. 

Zrozumieniu sytuacji Avivy pomaga podzielenie książki na różne punkty widzenia: jej matki i córki, żony kongresmena oraz samej zainteresowanej – jako nowej osoby oraz jako stażystki. Wszystkie perspektywy są napisane w narracji pierwszoosobowej, oprócz ostatniej. Strona Avivy przedstawiona jest w drugiej osobie, czyli poprzez bezpośredni zwrot do czytelnika, który siłą rzeczy musi postawić się w jej roli. Część tego punktu widzenia zastała przedstawiona za pomocą artykułu, wpisu na blogu lub stron z autobiografii.

Czy to nie ciekawe, że ludzie mogą być dobrzy w jednych, a źli w innych okolicznościach? 

Jedynym minusem wspomnianych perspektyw jest fragment napisany z punktu widzenia matki – Rachel. Z całą pewnością znacie to uczucie zdezorientowania, kiedy czytacie książkę i nagle nie wiecie o co chodzi, bo pomyliliście wersy, przeskakując o jeden za dużo lub też skleiły się strony i zaczynacie kolejną, która nie jest logiczna do wcześniej przeczytanej. Właśnie w tym fragmencie często spotykałam się z czymś takim – problem w tym, że wcale nie pomyliłam wersów ani stron.

Przeszłość nigdy nie jest przeszłością. 

„Wzloty i upadki Jane Young” nie jest może prozą najwyższych lotów, ale niesie ze sobą ważny przekaz - czasem rzekomy sprawca skandalu jest po prostu ofiarą manipulacji mediów, a prawda jest zdecydowanie głębsza. Lektura też zwraca uwagę na wartość odwagi, bycia sobą, uczciwości oraz prawdomówności.

Bo to, czego nie mamy, zasmuca nas bardziej od tego, co mamy. Bo to, czego nie mamy, istnieje w naszej wyobraźni i jest idealne. 

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 18.07.2018
Liczba stron: 350
Przeczytane: 13.07.2018
Ocena: 8/10