wtorek, 31 października 2017

146. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie - czy warto na nie jechać?

Przeglądając blogi recenzenckie, ma się w wrażenie, że Targi Książki to wielkie święto, którego nie można ominąć. Rokrocznie trafiając na relacje z wydarzenia, zastanawiałam się, co też ludzie w tym widzą. W tym roku postanowiłam to sprawdzić i sama zmierzyłam się z Międzynarodowymi Targami Książki.

Targi trwały od czwartku do niedzieli, ale ja trafiłam na nie dopiero w sobotę, co wcale nie okazało się dobrym pomysłem. Ludzi było za dużo, zdecydowanie za dużo. Ktoś wspomniał, że w piątek rzekomo było lepiej... Prawdę mówiąc, przeglądając piątkowe zdjęcia, wcale odniosłam takiego wrażenia. Nie mam jednak wątpliwości, że organizatorzy zawiedli na całej linii.

Dojście na teren EXPO w Krakowie kiepskie. Parking przed to jakaś katastrofa. Kolejka do budynku tak duża, że zastanawiałam się, czy Polacy naprawdę nie czytają. Sądziłam, że w środku już będzie tylko lepiej... No i się przeliczyłam. Kolejka do szatni (którą obsługiwała jedna pani w asyście nieuprzejmego ochroniarza) mieszała się z kolejką do jednej z sal, a ludzie wychodzący z wchodzącymi - to wszystko w jednym korytarzu, gdzie było też wejście na salę z wydawnictwami.

Po odstaniu swojego, w końcu udało mi się tam dostać. I tutaj też ścisk. Wystawców pełno, a między nimi niewiele odstępu. Swoistymi wąskimi korytarzami szli ludzie w obie strony, a także stali w kolejkach po obu stronach, do dwóch różnych stoisk. Pozdrawiam osobę, która to planowała - nawet w Ikei jest kierunek zwiedzania. Dodać do tego taki gwar, że nie było słychać ludzi mówiących przez mikrofon i mamy prawdziwą rozpierduchę organizacyjną.

Przejdźmy do sedna - program. Jakże ciekawy. Z wszystkich wydarzeń spodobało mi się niewiele, na które nie miałam już ochoty po przeprawie przez wejście. Część planu była codziennie taka sama, a część wykładów była tak oczywista, że szkoda czasu. Podobnie szkoda było mi czasu na stanie w kilometrowych kolejkach po autograf - to śmieszne, że osoby, które dmuchają i chuchają na swoje książki, zaraz podają je facetowi, który coś w nich nagryzmoli. Hmmm, czy tylko ja wyczuwam w tym sprzeczność?

Wreszcie atrakcyjność stosik. Serio? Chyba jednak wolę zamówić co nieco przez Internet, lepiej na tym wychodząc. Szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę możliwość dojrzenia jakiejś interesującej książki w tym ścisku oraz ogromne kolejki. Widząc niektóre kolejki, tylko chwytałam się za głowę, że komukolwiek chce się w nich stać. No i dobór autorów... Niektórzy z nich nigdy nie powinni wydawać książek, a mieli zaszczytne miejsca na stoiskach pewnych wydawnictw.

Czy warto? Ja mówię nie. Jeśli ktoś lubi sporty kontaktowe, proszę bardzo. Jeśli ktoś lubi tanio i nieinternetowo zaopatrywać się w książki, też proszę bardzo. Ja nabyłam osiem książek i nie potrafiłam z nimi lawirować wśród tłumu.Tyle z targów. Wolę komfortowe zakupy online.


12 komentarzy:

  1. Hmm...kocham książki i od 4 lat prowadze bloga, ale jeszcze moja noga nie stanęła na Targach. Jakos odpychalo mnie to wszystko, co opisalas i wiem, ze tylko tym sie wkurzala caly dzien. Ja podziekuje i tez zloże zowienie przez neta ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się wkurzyłam. I to zanim zrobiło mi się ciemno przed oczami z gorączki i duszności. Chwila i już mnie tam nie było.

      Usuń
  2. Ja nie widzę sprzeczności w tym, że chcę mieć w książce dedykację swojego ulubionego autora. Wręcz cenię sobie bardzo moją kolekcję książek z podpisami, to dla mnie cenne pamiątki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widzę sprzeczność, jeśli ktoś dmucha i chucha na swoją książkę, a potem daje ją, żeby ktoś w niej coś nagryzmolił ;)

      Usuń
  3. Czyli dedykacjom w książkach (prezentach) też mówisz "nie"? :) Tłum na targach wcale nie świadczy o tym, że Polacy tak zawzięcie czytają, a raczej, że jest to wydarzenie, na którym często "wypada" być, żeby potem uchodzić za intelektualistę, jeśli nie w oczach znajomych, to przynajmniej we własnych. Jak myślisz, ilu z tych ludzi na targach kupiło tam książkę? A jeśli już, to jaką? ;) Coś mi mówi, że byłyby to w większości "dzieła" autorów, którzy, jak to dosadnie określiłaś, nigdy nie powinni wydawać książek (swoją drogą, jestem ciekaw przykładowych nazwisk). A w ogóle, to świetnie rozumiem, że nadmiar ludzi może nie zachęcać do odwiedzin jakiegoś miejsca. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie NIE. Mam kilka dedykacji w książkach i kręcę na nie nosem - o wiele lepiej, kiedy są one zapisywane na kartce dołączonej do książki.
      Raczej nie sądzę, aby ktoś chadzał na targi, aby uchodzić na intelektualistę. Jest więcej sensowniejszych miejsc, w których pojawienie się może świadczyć o byciu intelektualistą. Na targach były za to osoby, które musiały być na targach i tyle - ale, wnioskując po ich rozmowach, za ludzi bardziej rozwiniętych pod kątem intelektualnym wcale nie chcieli uchodzić.
      Z tego, co widziałam, też sporo ludzi zaopatrywało się w książki. Jakie? Tego nie wiem. Na pewno jednak kręcili się przy, powiedzmy, sensowniejszych stoiskach.

      Usuń
    2. A dedykacje wypisane ołówkiem też odpadają? :) Co do ludzi, tak jak napisałem, mogli chcieć uchodzić za intelektualistów bardziej we własnych oczach niż w cudzych. Tak czy owak, z pewnością księgarnie odwiedza już bardziej wartościowa publiczność niż targi książki.

      Usuń
    3. Ołówkiem nie ma najmniejszego sensu ;)

      Usuń
  4. Na jedynych targach książkowych jakich byłam to Plener Czytelniczy w Gdynii. Planowałam nawet o tym zrobić jakiś wpis, ale były tak słabe, że zrezygnowałam. Szczerze mówiąc o targach książkowych w Krakowie słyszałam jako źle zorganizowanych, czyli raczej nic pod tym względem się nie zmienia. Osobiście planuje wpaść na Warszawskie, bo do Krakowa mi i za daleko i organizacja zniechęca. Raczej nie będę czekać na autograf pisarza, bo i pisarze tam zazwyczaj słabi lub mnie nie interesują (chociaż dla Martyny Wojciechowskiej bym poczekała xD)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to były pierwsze jakiekolwiek targi i trudno mi porównywać, ale słyszałam już, że wszyscy narzekają na nie pod względem organizacyjnym. Podobno z roku na rok coraz gorzej, a organizatorzy nie wsłuchują się w głos ludzi, którzy głośno mówią, że targi robione są fatalnie. Szkoda, bo impreza ma potencjał.

      Usuń
  5. Chciałam pojechać na Targi do Krakowa, ale nie miałam możliwości. Jedyne czego nie lubię, to właśnie takie tłumy ludzi :/ Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń