poniedziałek, 13 marca 2017

101. Katja Kettu "Akuszerka"

W ciągu całego mojego zagubionego w pożodze świata istnienia robiłam obie te rzeczy, niosłam życie i śmierć na przemian, i nie wiem, czy moje losy wynikają z rytmu naszych czasów, czy z tego, że Pan to sobie zaplanował jak najdokładniej. Ta umiejętność jest moim krzyżem i ocaleniem, moim ciężarem i wyrokiem, i wyznacza mi krętą drogę z dala od domu i od Ciebie, ukochany. 

Szaleję z radości, kiedy w Polsce ukazuje się jakaś fińska książka, która nie jest kryminałem. We wrześniu 2016 roku ukazała się "Akuszerka", której jakimś cudem wówczas nie przeczytałam. Ktoś jednak czuwa nad moją fińską duszą czytelniczą i podarował mi ją w styczniu na imieniny. Ale, patrząc na opinie innych czytelników, czy był to udany prezent?

Są różne domy, takie, w których mieszka się pobożnie i drży przed gniewem Boga, gdy drewniana łyżka spadnie na podłogę. Do takich nie należy się pchać, jeśli chce się coś osiągnąć. 

Tytułowa akuszerka nosi pseudonim Dzikie Oko. Niby wzgardzona, niby odepchnięta, niby wykluczona ze społeczeństwa, ale wciąż pełni w nim ważną rolę - sprowadza fińskie dzieci na świat, którym targa druga wojna światowa. Kobiety na te cudna narodzin patrzą ze sporą dozą niepewności. Czy akuszerce pomaga magia, czy wybitne umiejętności? Nie, to raczej przekleństwo, które odziedziczyła po złej krwi ojca. Czy przypadkiem właśnie to przekleństwo nie sprawia, że zakochuje się w niemieckim fotografie wojennym? Ale czy Dzikie Oko potrafi w ogóle kochać? Jeśli tak, to co jest w stanie zrobić w pogoni za miłością? Czy przedarcie się do obozowej rzeczywistości nie jest zbyt ryzykownym krokiem?

Ja też opłakuję, choć jeszcze nie wiem co. Samą siebie czy też fakt, że nie rozumiem, po której stronie znalazłam się w tej wojnie. 

Hmm... Nic szokującego, prawda? A więc co takiego sprawiło, że książkę ocenia się tak skrajnie? Mam wrażenie, czytając opinie innych czytelników, że wpływają na to trzy sprawy - język i niewiedza oraz wynikające z niej zakotwiczenie na polskiej wizji wojny. 

- Takie to smutne - powiedziałeś. - Smutne, gdy ktoś musi umierać w samotności. 

Spotkałam się z opiniami, że język autorki jest po prostu wulgarny i odrażający, a cała książka przepełniona jest potrzebą seksu. Ja się z tym zgadzam. To źle? Nie. To nie jest źle. To dobrze. Ktoś musi być naprawdę nierozsądny, jeśli sądzi, że autorka miała ochotę usiąść i pobluźnić na kartce papieru. Ta żądza posiada swój cel, a język ma ten cel oddawać. Język obrazuje mentalność prostych ludów północnej Finlandii, mieszkańców tamtejszych wiosek oraz więźniów obozu. Autorce udało się to idealnie, podobnie jak ukazanie pożądania, które dotyka najpierwotniejszych cząstek człowieczeństwa i przekształca się właśnie w dzikość, zwierzęcą potrzebę, instynkty. To nie jest książka o współczesnym związku i trzeba o tym pamiętać na każdym kroku. Cel spełniony? Spełniony. 

W obozie w Titowce nauczyłam się, że miarą człowieczeństwa jest tysiąc trzysta kalorii dziennie. 

Aby książkę poczuć, należy odrzucić polski schemat wojny i tendencję do mitologizacji, gloryfikacji, cierpiętnictwa. Warto więc się przygotować do zupełnie innej wojny, odrzucić nasze kulturowe piętno. Najwięcej korzyści wyniknie z przyjęcia fińskiego punktu widzenia, a nawet i niemieckiego. Do tego potrzebne jest minimum wiedzy historycznej i kulturowej. Naprawdę - minimum, nie trzeba się wysilać. W książce jest nawet przygotowany spis najważniejszych wydarzeń z tego okresu. Na siłę nie porównujcie kwestii polskiej i fińskiej. To zupełnie inne sprawy. Zestawianie ze sobą obozów na terenach fińskich i polskich jest niedorzeczne. Obóz jeniecki, a obóz koncentracyjny to dwa światy. Obóz w Titowce to nie KL Auschwitz, a już takie porównania widziałam w sieci. 

Wprawdzie ludzie w czasie wojny często przesadzają, to jednak nic nie jest tak pewne jak niepewność. I to prawda. Tylko Stwórca wie, kiedy kończy się nasza podróż. 

Jeśli ktoś ma problemy z dostrzeżeniem ofiar po stronie niemieckiej, ta książka może odciąć go od polskiego spostrzegania Niemców i ujrzenia krzywd żołnierzy nazistowskich, a bezsprzecznie byli oni też ofiarami ideologii oraz fanatycznej wiary. Idealnie pokazał to Iwaszkiewicz w opowiadaniu "Tano" z "Utworów ostatnich"(recenzja tutaj). W "Akuszerce" można to dostrzec w wątku Johanna, który zmaga się z przebłyskami wspomnień brutalnych wydarzeń z Babiego Jaru na Ukrainie.

Pewien poeta powiedział, że z Ruska nie można zrobić człowieka, tak jak świnia nie będzie nigdy szlachetnym rumakiem, i że ten sam deszcz sprawia, że w ogrodzie zakwita róża, a na bagnie osty. 

Największym atutem książki jest jej autentyczność - i to nie tylko z wyżej opisanych względów. Historia miłości jest prawdziwa. Na samym końcu znajduje się wyjaśnienie wnuczki głównych bohaterów, w którym opowiada o losach tych dwojga. Spotkałam się z opinią, że autorka, czyli wnuczka tytułowej "Akuszerki" opisała historię swojej babci. Nie, nie i nie. Autorka - Katja Kettu nie jest wnuczką akuszerki, a posłowie jest podpisane jako "Helena Angelhurst". Zostało też przeprowadzone śledztwo w sprawie losów innych bohaterów, dzięki czemu dowiadujemy się o ich powojennych losach. Jeśli komuś mało - literackie wyobrażenia są przeplatane dokumentami, zapiskami i fragmentami dzienników z czasów wojny.

Gdyby Bóg był miłosierny, to ziemia usunęłaby mi się spod nóg. Gdyby Bóg był miłosierny, to ni pozwoliłby mi rozpalić ognia. Ale Pan jest kapryśny wobec tych, których stworzył dla zabawy.

Różne punkty widzenia są zaprezentowane nie tylko przez dzienniki, ale też przedstawianie wydarzeń z perspektywy Johanna oraz Dzikiego Oka - te fragmenty pisane są jakby w formie listu kierowanego do drugiego bohatera. Przepiękny zabieg, przez który czytelnik ma wrażenie bycia osobą po drugiej stronie, adresatem tych wyznań. Ciekawą kwestią jest też czas. Raz przedstawiane są dzienniki, raz wydarzenia przeszłe, a raz czas faktycznej akcji, czyli październik 1944 roku. Dowiadujemy się, co się dzieje "obecnie" oraz poznajemy powoli przyczyny, które doprowadziły do takiej sytuacji, dzięki czemu książce czyta się jednym tchem i towarzyszy temu ciągłe napięcie. Książka ucięta jest w odpowiednim momencie, aby temat został domknięty, ale dla ciekawskich jest wspomniane już posłowie.

Muszę cię albo zabić, albo pokochać. Jeszcze nie wiem, co zrobię.

Mylące mogą być słowa na okładce książki, które nazywają "Akuszerkę" najlepszą wydaną ostatnio fińską powieścią. Poprosiłam Mojego Osobistego Ogarniacza Fińskiego o sprawdzenie, czy w takich słowach opisywana jest "Akuszerka" w Finlandii. Okazało się, że nie. Zgarnęła co prawda znaczące nagrody, ale to jeszcze nie predysponuje jej do "najlepszej powieści fińskiej". Ja powiedziałabym więc, że jest "jedyną wydaną ostatnio fińską powieścią w Polsce". Na naszym rynku jest tak mało literatury fińskiej, że nawet nie ma do czego porównać tej książki. Ale hasło miało być chwytliwe, aby ludzie kupili i czytali... Później ludzie, którzy nie mają pojęcia o historii i kulturze fińskiej, tę pozycję zmieszali z błotem. Jeśli ktoś niewtajemniczony chwycił tę lekturę i przeczytał ten slogan, mógł się poczuć zniesmaczony i oszukany. Ja z całym moim fińskim zainteresowaniem zaliczam "Akuszerkę" do swoich ulubionych tytułów. 

Chciałam zamknąć swoją duszę na całą wojnę i być tylko z tobą.

Aby cieszyć się lekturą, trzeba być zorientowanym w temacie oraz przygotowanym mentalnie. To nie jest kolejna mdła, ckliwa książka o wojnie, wywołująca łzy. To książka, na stronach której odbija się brutalna rzeczywistość wojenna. Przede wszystkim - to książka o wojnie w Finlandii. Surowej, zimnej, zamieszkałej przez ówczesnych prostych ludzi. 

- Dobrze, że przyszedłeś. 
- Dobrze było przyjść.

Przeczytane: 20.02.2017
Ocena: 10/10

27 komentarzy:

  1. Nie znam tej książki, ale wydaje się być ciekawa :) Będę o niej pamiętała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli weźmiesz pod uwagę moje wskazówki, to książka może się okazać bardzo ciekawa ;)

      Usuń
  2. Ta książka od dawna mnie fascynuje. I od daty premiery bardzo chcę, aby trafiła w końcu w moje łapki. Jeżeli szukasz finskich książek wydanych po polsku to polecam Ci buszowanie w antykwariatach! Można tam znaleźć masę perełek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w końcu musi trafić! A buszowanie w antykwariatach już uskuteczniłam jakiś czas temu :D

      Usuń
  3. Świetna dedykacja, haha
    Nie sądziłam, że przykujesz moją uwagę, ale ci się udało :O

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Wojenna historia o zaradnej kobiecie? Brałabym w ciemno i niemal na pewno by mi się spodobała ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaradna to mało powiedziane. Opisywana jest raczej jako twarda kobieta, która ma w sobie dzikość Północy, dzięki czemu potrafi przetrwać w surowym klimacie Finlandii, z dala od ludzi.

      Usuń
  5. Ciężka książka wnioskuje. Mimo to podoba mi się recenzja i dołożę sobie kolejną pozycję na stos :D
    Co muszę pochwalić to przepiękne zdjęcia. Przyciągają uwagę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A książka nie jest ciężka. Na pewno nie tak jak nasze książki o wojnie.

      Usuń
  6. Twoja recenzja sprawiła, że na nowo nabrałam chęci na tę książkę, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie będziesz zawiedziona.

      Usuń
  7. Bardzo podoba mi się Twoja recenzja. Od razu widać, że znasz się na rzeczy i przekonałaś mnie, żeby dać tej książce szansę. Bo nie ukrywam, że jakiś czas temu trafiłam na 2 negatywne recenzje i nie miałam zamiaru sięgać po "Akuszerkę". A teraz widzę, że tamte opinie mogły być podyktowane niezrozumieniem, Muszę zmierzyć się z powieścią, zwłaszcza że literatury fińskiej nie znam w ogóle, nawet kryminałów nie kojarzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najmilszy komentarz, jaki dostałam na tym blogu. Dziękuję!
      Jeśli literatury fińskiej nie znasz, warto zapoznać się na początek z czymś innym. Później mogłabyś mieć wrażenie, że w Finlandii wszystko jest jak "Akuszerka".

      Usuń
    2. Nie ma sprawy, moje szczere słowa :)
      A co mogłabyś polecić osobie, które w ogóle nie zna fińskiej kultury?

      Usuń
    3. Ja zaczęłam od książek o Finlandii, a nie fińskich. Postaram się zrobić wpis o tym i z książkami, które polecam na początek.

      Usuń
    4. Super, w takim razie czekam cierpliwie :)

      Usuń
  8. Bardzo nie podobała mi się ta książka, choć przyznam szczerze, że po Twojej recenzji, nie znając jej, pewnie bym po nią sięgnęła. Szkoda że moje odczucia, co do tej książki, były zupełnie inne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odczucia odczuciami, wiedza wiedzą. Ja bez wiedzy też inaczej odebrałabym tę książkę.

      Usuń
    2. Pani Lucyno, piękna recenzja. Gratuluję! Książkę przeczytałam z racji tego, że lubię czytać o II wojnie światowej widzianej nie tylko oczami Polaków, ale i innych nacji. Bez wątpienia ofiarami tej wojny byli również Niemcy, co może być negatywnie odbierane przez Polaków. Książka godna polecenia. Podoba mi się "surowy" język autorki - charakterny jak główna bohaterka. Serdeczności,

      Usuń
    3. Przepraszam, że zapytam, ale o jaką panią Lucynę chodzi?

      Usuń
  9. Czytałam tę książkę jakiś tydzień temu i niestety (lub stety) zaliczam się do tych osób, które kompletnie nie rozumieją jej fenomenu. Jak dla mnie była słaba, ale cóż, to już kwestia gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej kwestia spojrzenia na książkę. Podoba - nie podoba. Doceniona - niedoceniona. Jakby spojrzała na inne nagradzane książki bez ich kontekstu, też nazwałabym je dnem. Ale kontekst znam, więc... :)

      Usuń
  10. Nienawidzę polskiego spojrzenia na wojnę i znam, mniej więcej, wojenną historię Skandynawii, więc nie jestem uprzedzona. Do tej pory czytałam naprawdę skrajne opinie o tej pozycji i cały czas wydawało mi się, że, mimo wszystko, jest to całkiem niezła książka. Przyznam, że wyjaśniając w swojej recenzji źródła uprzedzeń, przekonałaś mnie do "Akuszerki" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skandynawia Skandynawią, przyda się bardziej historia Finlandii. Jeśli wie się o co chodzi i zna się klimat fiński, to książka może się podobać.

      Usuń
  11. Kupiłam "Akuszerkę" przypadkowo w Biedronce, bo mi się spodobała pomarańczowa okładka. Otworzyłam w domu, zaczęłam czytać i zapomniałam o bożym świecie. Tak mnie tak książka walnęła, że potem przez długi czas nie mogłam czytać żadnej fikcji. Znakomita, mocna proza!
    Teraz przeczytałam "Cmę", która jest słabsza w sensie wyrazu, ale nie literacko. Też jednym tchem. Ta dziewczyna pisze naprawdę z biglem.
    A'propos wojny - istnieje polski tekst o wojnie "TRISMUS" Grochowiaka, który równie mnie walnął. Mało znany, ale polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ćmę" bardzo chcę przeczytać! Więc zazdroszczę, że już miałaś okazję. Spodziewam się, że książka będzie słabsza jeśli chodzi o wyraz, ale i tak jestem ciekawa.
      A Grochowiaka będę miała na uwadze, choć pewnie jest ciężko dostępny.

      Usuń