sobota, 18 lutego 2017

88. "Lapońska odyseja" reż. Thomas "Dome" Karukoski

Źródło: filmweb
Byłam szalenie ciekawa fińskiego kina. Jak można przypuszczać, raczej ciężko o fiński film, w dodatku z polskimi napisami. Kiedy kilka lat temu wpadłam na "Seks po fińsku" byłam niezmiernie szczęśliwa. Ostatnio postanowiłam w końcu pójść dalej i zaznajomić się z fińskimi produkcjami. Nic dziwnego, że szybko obejrzałam "Lapońską odyseję". Podobno komedia, podobno romans, podobno dramat. No, to brzmi bardzo fińsko. Aż bałam się, co tam Finowie tym razem wymyślili - szczególnie, że "Seks po fińsku" wcale komedią romantyczną się nie okazał. 

"Lapońska odyseja" ("Napapiirin sankarit") z 2010 roku okazała się czarną komedią z nieromantycznym związkiem w tyle. Za produkcję odpowiedzialna jest Finlandia, Islandia i Szwecja, ale zdjęcia powstały jedynie w północnej części Finlandii - w Äkäslompolo i w Rovaniemi. Reżyserią zajął się Thomas "Dome" Karukoski (fińscy reżyser i scenarzysta, urodzony na Cyprze). Film zgarnął trzy nagrody Jussi, czyli nagrody Fińskiej Fundacji Filmowej - za najlepszy film 2011 roku, najlepszy reżyser i najlepszy scenariusz, a także otrzymał cztery nominacje (Jussi - najlepszy aktor, najlepszy aktor drugoplanowy, najlepsze kostiumy, IFTA - Islandzka Nagroda Filmowa - najlepsza muzyka). 

Film opowiada o związku, który nie ma prawa przetrwać. Rozgarnięta Inari (Pamela Tola) ma dość swojego chłopaka, który nie pracuje i całymi dniami się obija. Od roku Janne (Jussi Vatanen) obiecuje jej dekoder, a wciąż nie wywiązał się z obietnicy. Ich rocznica oraz fakt, że w telewizji emitują "Titanica" to powody, dla których dziewczyna zostawia mu pieniądze i zleca dokładnie gdzie oraz w jakich godzinach może kupić sprzęt. Chłopak jednak pieniądze przepuszcza. Dostaje ultimatum - albo do jutrzejszego ranka przywiezie dekoder, albo ona się wyprowadza i to koniec ich związku. Nie byłoby w tym nic trudnego, gdyby nie to, że od miasta, w którym Janne mógłby dokonać zakupu, jest oddalony o sporą liczbę kilometrów. Ale chłopak postanowił zawalczyć i zrobi wszystko, aby Inari go nie zostawiła. Zaczyna się więc przygoda.

Tylko Finowie mogli wpaść na tak paradoksalny pomysł, aby zakręcić film o wielkiej chęci posiadania dekodera. Bez obaw - ten niebanalny pomysł nie oznaczał kiczowatej komedii. Aż sama jestem w szoku. Być może dlatego, że jestem przyzwyczajona do oklepanych i bezwartościowych komedyjek amerykańskiej produkcji. Finowie śmieszną nie głupotą, a swoim nieprzystosowaniem i gorszą stroną swojej mentalności. Film jest też świetnym obrazem postrzegania związku przez kobietę i przez mężczyznę. To, co dla kobiety istotne, nie wydaje się aż tak ważne dla mężczyzny. Wątek jak najbardziej realny, a zarazem przedstawiony w sposób zabawny.

Podobają mi się także podoczne wątki. Sprawa byłego chłopaka Inari, czy kolegi Janne, który ma wyraźne kłopoty z nawiązywaniem kontaktu z kobietami. W jego życiu jest miejsce tylko na jedną przedstawicielkę płci pięknej - jego matkę. 

Świetnie wykorzystany jest motyw drzewa - przeklętego pniaka z gałęziami, na którym od pokoleń wieszają się mężczyźni z przeróżnych powodów. Od jego historii zaczyna się film, a zakończenie z drzewem w tle spina i zamyka całą kompozycję.

Jestem też pod wrażeniem doboru muzyki. Żadnej z piosenek nie znałam wcześniej, choć niektórych muzyków kojarzyłam. Wszystkie po fińsku, ale nie raziły po oczach swoją fińskością. Stanowiły raczej świetne wykończenie scen oraz widoków. Do moich ulubionych zaliczam piosenek z tej produkcji zaliczam: Laila Kinnunen "Näitkö sen?", Marko Haavisto "Vasten ikkunaa", Jonna Geagea & Vesterinen "Onnelliset". 

Chociaż film utrzymany jest w fińskim poczuciu humoru, bardzo specyficznym dla północy, to uważam, że nie trzeba być nawet minimalnym znawcą mentalności Finów, aby móc z satysfakcją i przyjemnością obejrzeć tę produkcję. Szczerze polecam - szczególnie teraz, póki zima wciąż trwa.

Ocena: 10/10


12 komentarzy:

  1. "Lapońska odyseja" to film, który z pewnością obejrzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, czy Ci się spodoba :)

      Usuń
  2. Aaa dzięki Ci wielkie! Raczej nigdy bym na ten film mnie trafiła a niesamowicie mnie zaintrygował ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym nie szukała fińskiego filmu, to też bym nie znalazła :)

      Usuń
  3. Chyba nie znam żadnego fińskiego filmu, więc chętnie spróbuję poznać ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dekoder tutaj to faktycznie ciekawy element :D

      Usuń
  5. Nie znam fińskiego kina, ale ten film mnie bardzo zaciekawił.
    Pozdrawiam,
    www.zaczytanawiedzma.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa opinii osoby bez fińskich zainteresowań :D

      Usuń
  6. Rozbawiłaś mnie dekoderem! :D Jeszcze się śmieję no! Powiedziałabym -to nie może się udać!! Ale skoro mówisz, że się udało, to biorę w ciemno. Muszę ukochanemu powiedzieć, że to nasz najbliższy film, ale jeszcze upewnij mnie proszę - znajdę go z polskimi napisami? Bo po fińsku to ja jednak nie dam sobie rady. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja, to oni! Tam naprawdę wszystko kręci się wokół dekodera :D I spokojnie, znajdziesz go z polskimi napisami. Widziałam, że wyszła też druga część tego filmu, ale już po polsku jej nie znalazłam. Ale to nic - pierwsza część jest świetna :D

      Usuń