wtorek, 14 lutego 2017

86. Francis Scott Fitzgerald "Wielki Gatsby"

Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość. 

"Wielki Gatsby" zawitał do mnie w postaci prezentu. Gdyby nie to, że książkę dostałam i nie wypadało odłożyć ją po prostu na półkę, w ogóle bym po tę pozycję nie sięgnęła. Szybciej obejrzałaby ekranizację, której klimat minionych lat jest wyjątkowo zachęcający. Ale skoro już książka znalazła się w moich rękach, obejrzenie filmu przełożyłam na czas przyszły. 

Mam trzydzieści lat. O pięć lat za dużo, żeby kłamać samemu sobie i nazywać to poczuciem humoru. 

"Wielki Gatsby" to historia miłości, która nie ma prawa przetrwać. O prawdziwej przyjaźni, która przychodzi z najmniej oczekiwanej strony, a także pozornej przyjaźni, która ciągnie się, dopóki trwa zabawa i wesoły czar. O ludziach z wyższych sfer, którzy nie liczą się z pojedynczym człowiekiem. O sukcesie, który jest złudzeniem. Przede wszystkim o postrzeganiu ludzi jako wielkich ze względu na osiągnięte bogactwo, które później tak naprawdę jest zwykłym oszustwem, choć jednocześnie ci ludzie okazują się cenni ze względu na noszone w sobie nieujawnione wartości. 

Nie przejmowali się niczym, Tom i Daisy, niszczyli rzeczy i ludzi, a potem wracali do stanu absolutnej beztroski, do swoich pieniędzy, do tego wszystkiego, co trzymało ich razem, i piwo, którego nawarzyli, kazali pić innym...

Przyznam, że mam problem z wyrobieniem sobie opinii na temat tej książki. Nie wiem, co sądzić o niej jako o całości. Fragmentami bytowała jako wartościowe morale, a czasami była po prostu historią opowiadaną przez znajomego. Od czasu do czasu pojawiały się również wątki całkowicie nie na miejscu, bądź po prostu zbędne. Pewne ustępy należałoby przestawić, aby zachować harmoniczną strukturę. 

Nauczmy się okazywać przyjaźń człowiekowi, kiedy żyje, a nie, kiedy już umrze. 

Książka wywarła na mnie wrażenie dobrej opowieści sprzedanej w kiepskiej formie. Styl autora niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jest prosty, momentami słaby. Francis Scott Fitzgerald jest jednak dobry w budowaniu struktury. Ba, jest mistrzem w tej dziedzinie! Akcja rozwija się zupełnie niepozornie i wraz z kolejną przewróconą stroną, znajduje się nań coś nieprzewidywalnego. Dosłownie - nieprzewidywalnego. Nie chodzi o to, że wątki rozwijają się nie tak, jak mogłabym przypuszczać. Pojawiają się nowe wątki, których istnienia w tej pozycji nie spodziewałam się ani trochę. 

Nie można przeżyć na nowo czasu, który się już raz przeżyło. 

Nieprzewidywalność jednak może okazać się zgubna. Z początku nie mogłam jednoznacznie określić, o czym jest ta książka. Opis sugerował zupełnie inną fabułę. Zaczęłabym nawet podejrzewać, że wnętrze książki zostało zamienione, gdyby nie pojawiające się imię tytułowego bohatera. 

Żaden ogień, żaden niepokalany blask czystości nie dorównuje temu, co człowiek może nagromadzić w tajnikach swego serca. 

Kreacja postaci także zdecydowanie na plus. Każda sylwetka jest wyraźnie zarysowana i posiada swój własny, indywidualny charakter, a swoim specyficznym zachowaniem wytwarza wokół siebie osobliwą aurę. Nosi również w sobie własne wartości i przekonania. 

- Słyszeliśmy, że jesteś zaręczony. 
- To oszczerstwo. Jestem za biedny. 

Choć podobno jest to książka miłosna, ja jej tak nie postrzegam. Uważam ją za źródło uniwersalnych prawd. Jeśli jednak chodzi o wątek romantyczny... Drogie Panie, apel do Was! Pragnijcie być kochane tak jak kocha Gatsby, a nie jak "kocha" Gray.

To dobrze - powiedziałam - cieszę się, że to dziewczynka. I mam nadzieję, że będzie głupia - to najlepsza rzecz dla kobiety na tym świecie być pięknym głuptaskiem. 

Lektura jest lekka i przyjemna, idealna na letni wieczór, gdyż w takim klimacie utrzymana jest tonacja książki. Jednak owa lekkości i mało wyrazisty styl autora sprawia, że na dzisiejszym rynku mógłby nie zaistnieć i zginąć w tłumie. Spodziewałam się czegoś więcej... Niemniej, jestem pewna, że wrócę do niej niejednokrotnie podczas letnich wieczorów w ogrodzie.

Skończona trzydziestka - zapowiedź samotnego dziesięciolecia, coraz krótszej listy nieżonatych przyjaciół, coraz mniejszego zapasu entuzjazmu, coraz rzadszych włosów. Lecz oto miałem przy sobie Jordan, która - w odróżnieniu od Daisy - była zbyt mądra, aby z roku na rok przechowywać dawno umarłe czasy. Gdy przejeżdżaliśmy przez ciemny most, jej szczupła twarz leniwie otarła się o moje ramię i kojący uścisk jej ręki stłumił groźne uderzenie trzydziestki. I tak jechaliśmy przez stygnący zmierzch ku śmierci. 

Przeczytane: 18.02.2016
Ocena: 6/10

14 komentarzy:

  1. Czytałam jakiś czas temu. Mimo chwilami gorszych momentów, to podobnie jak ciebie rozwój akcji potrafił mnie zaskoczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akcja jest chyba największym atutem tej książki.

      Usuń
  2. Uwielbiam tę książkę! Pamiętam, że początkowo zbytnio do mnie nie przemawiała, ale po jej skończeniu nie byłam w stanie się zabrać za nic innego ;)
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wspominam ją miło, ale niewiele z niej już pamiętam :D

      Usuń
  3. Niestety książki nie czytałam ale oglądałam film i był naprawdę dobry, choć nie rewelacyjny i nie uznałam go za arcydzieło, a cała historia nie jest dla mnie taka kultowa jak się to mówi o "Wielkim...". Ponieważ zaczynam się brać za literaturę amerykańską, to prawdopodobnie po nią sięgnę, ale nie jest to pilna potrzeba... Jakoś mnie ta historia nie zachwyciła na tyle, aby się na nią "napalić". Wypada jednak znać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mi przypomniałaś o filmie! Dzięki :D Akurat jestem w fazie oglądania filmów, więc nadrobię. Może film będzie lepszy.

      Usuń
  4. Nie lubię jak styl autora jest mało wyrazisty, ponieważ lubię jak pisarz się czymś wyróżnia, jak potrafi przyciągnąć czytelnika. Jak dla mnie książka ma zbyt dużo minusów, więc raczej jej nie przeczytam ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Styl jest mało wyrazisty, ale jednak autor zaskakuje akcją ;)

      Usuń
  5. Czytałam ją , ale dość dawno i chciałabym ją odświeżyć zanim obejrzę film - bo ten mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nie mam ochoty na ponowne jej czytanie, ale na film - o, to już tak.

      Usuń
  6. To jednak z tych książek, które zawsze odkładam na później i pewnie tak zostanie :) Nie mogę nawet zmusić się do filmu, ponieważ DiCaprio, łagodnie mówiąc, nie należy do moich ulubionych aktorów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc więcej myślisz o książce, aniżeli się ją czyta. Bo czyta się błyskawicznie. Lepiej mieć to już za sobą ;)

      Usuń
  7. A widzisz to tutaj mam odmienne zdanie. "Wielki Gatsby" przemówił do mnie na kilka sposobów, ale przede wszystkim pozostał w mojej głowie przekaz książki, dekadencki, niesprawiedliwy, nieco rozpaczliwy, nieco śmieszny. Zresztą oglądałam też obie ekranizacje, które są jak dla mnie świetne (chociaż w tej starszej są śmieszne nieśmieszne elementy, mnie ubawiła trochę ekstrawagancka garderoba :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ja najpierw zapoznam się z tą starszą ekranizacją :)

      Usuń