czwartek, 29 grudnia 2016

62. Muzyczny przekładaniec

Poprzedni tydzień obejmował wciąż przygotowania do świąt i same święta. Jednak moje zapalenie świąteczne mija wraz ze zbliżającą się świąteczną datą. Nic dziwnego, że w tym zestawieniu nie będzie świątecznych piosenek. One też były obecne, ale ich słuchanie nie sprawiało mi takiej radości, jak właśnie obcowanie w towarzystwie dźwięków utworów poniżej. Poza tym chcę Wam oszczędzić bólu głowy i infekcji uszu po kolejnej porcji słodkich dzwoneczków... 
Dziś będzie zupełnie poplątane zestawienie. Tak wyszło. Znów odrobinę więcej fińskiego, ale jako tako znalazły się też zespoły bardziej znane. 
Na zdjęciu obok słodycze przywiezione przez mamę z jarmarku w Berlinie. 


Czwartek: Lindsey Stirling Take flight



Lindsey już dwa razy pojawiła się w tygodniowych zestawieniach muzycznych. Ostatnio stała się moim zapychaczem, kiedy nie mam czego słuchać. Albo Mozart, albo ona. Jedno z dwóch. Zauważyłam, że nic nie inspiruje mnie bardziej do pisania tych bardziej wzniosłych fragmentów książki. Przez wzniosłe fragmenty mam na myśli głównie łyżwiarstwo figurowe głównego bohatera. Przecież te utwory aż same się o to proszą! Uwielbiam też, kiedy twórcy przywiązują ogromną wagę do klipów. Ten jest fenomenalny, dopracowany w najmniejszych szczegółach i bardzo dobrze wykonany, a do tego na tyle ciekawy, że można usiąść i poświęcić te 5 minut na obejrzenie go z wielką przyjemnością. 


Piątek: Sirenia Dim days of dolor


Przyznam, że zespół Sirenia jest mi znany głównie przez może trzy, cztery piosenki z lat dawniejszych. Nie darzę do aż taką sympatią, aby śledzić jego poczynania. Od razu uderzyła mnie zmiana na miejscu wokalistki. Ach, gdzie ten cudowny, oryginalny głos Ailyn? Nie powiem, Emmanuelle Zoldan ma ładny głos. Mnie się jednak on średnio podoba. Jest... taki sam jak w innych zespołach tego typu. Poprawny, ładny, ale nijaki. Ileż można produkować takich samych wokalistek? Niemniej, piosenka przyjemna dla ucha, choć i tak czekam zawsze na męski wokal, który pojawia się dość późno. Sam teledysk byłby znośny, gdyby nie "sala", na której znajduje się zespół. Albo formacja oszczędza na wynajmie miejsc pod teledyski, albo kogoś od obróbki poniosło... Zbyt tandetnie. 


Sobota: Slipknot Psychosocial


Nie będzie to specjalnie oryginale, jeśli powiem, że "Psychosocial" to chyba moja ulubiona piosenka Slipknota. Nic na to nie poradzę. Co ciekawe, zespół poznałam w podstawówce i raz na jakiś czas słuchałam jego jednej piosenki... Później wróciłam, a punkt kulminacyjny naszej znajomości pisze się na poprzednie lato. To właśnie wtedy słuchałam ich muzyki cały czas, choć mnóstwo piosenek poznałam znacznie wcześniej. Wigilia, co? U mnie od rana w tle był ten utwór, głównie ze względu na to, że pomagała mi ustalić dalsze plany na książkę. Żeby nie było, że wykorzystuje do pisania głównie piosenki delikatne, a szczególnie do fragmentów związanych z łyżwami, to zdradzę, że panicz Alexander wybrał właśnie ten utwór do jednego z występów. Nie moja wina, że nudzi mnie przesadna subtelność lub udawana wesołość na lodzie. 


NiedzielaUniklubi Mitä vittua


Uniklubi to zespół, który wpisałam do listy moich ulubionych zespołów i cieszę się, że kiedy o nim mówię, nikt go nie zna. Jest trochę.... No, na pewno nie jest specjalnie dobry, jeśli spojrzymy na standardy innych ludzi i wyznaczniki muzyki gitarowej. Ale jako ogromna fanka takiego brzmienia oraz języka fińskiego, nie potrafię przejść obojętnie obok tego zespołu. Z początku stawiali na covery w języku angielskim, ale na całe szczęście zrozumieli, jaki potencjał muzyczny tkwi w fińskim. Może powyższa piosenka nie jest moją ulubioną, ale w niedziele sprawdziła się świetnie jako poprawiacz humoru. Teledysk irytuje mnie efektami, jednak zawsze miło popatrzeć na różne zespoły zza kulis - a już na pewno na takich sympatycznych jegomościów. 


Poniedziałek: Kidneythieves Crazy


Kiedy nie mam już czego słuchać lub nie wiem, na co mam ochotę, jednocześnie nie mając chęci na HIM, sprawdzam, co ciekawego odkryłam jakiś czas temu. I tak wpadłam na zapomnianą przeze mnie powyższą piosenkę. Odkryłam ją jakoś latem i uwiodła mnie zarówno głosem, jak i linią instrumentalną. Szybko można przy jej słuchaniu zrozumieć, co oznacza prąd i wyładowania elektryczne w muzyce. Wstyd się przyznać, że zespołu prawie w ogóle nie znam. Namiętnie słucham ich piosenki, która znalazła się na ścieżce dźwiękowej do "Królowej potępionych". Cóż, ta piosenka na pewno znajdzie się na ścieżce dźwiękowej do mojej książki. Mierzwią mnie palce na myśl, że może jutro uda mi się napisać fragment z nią w tle. 


Wtorek: Dingo Nahkatakkinen tyttö (wersja na żywo, rok 1985)


Piosenka też odkryta latem i szybko zapomniana. Nie mam pojęcia, jak do tego doszło. We wtorek mnie rozbawiła i sprawiła, że nie mogłam zasnąć. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek będę w stanie wypowiedzieć tytuł. Jednocześnie śmiałam się, że Finowie to wymawiają. Mało tego - śpiewają. A już szczytem jest skandowanie tego przez tłum tak wyraźnie i melodyjnie.. Zaprezentowane mi tłumaczenie słowa "nahkatakkinen" także mnie rozbawiło. Tacy zabawni ci Finowie, a niby takie z nich melancholijne smutasy!


Środa: HIM Together we fall apart (wesja demo In venere veritas)


Uwielbiam wersje demo, które albo krążą gdzieś w sieci, albo są załączone do płyty. Ciekawe jest dla mnie spojrzenie na obie wersje piosenki, dlatego cieszę się, kiedy mam możliwość takiego porównania. Widać wtedy zamysł twórców na piosenkę, a do tego jest to nieoszlifowane i surowe... Szczególnie jest to ciekawe w przypadku HIMowej płyty z 2010 roku, którą mało który fan zaakceptował od razu. Zarzucano wtedy tak wielką obróbkę głosu wokalisty, że mało zostało na płycie z tego cudownego barytonu, a samo brzmienie zmieszano z błotem. Oliwy do ognia dodała płyta z remiksami tych piosenek... Chcieli czegoś spróbować, to spróbowali. Wokalista ma olbrzymi dystans do swojej muzyki, a przy tym tak otwarty zmysł, że sam zapowiedział możliwość brzmienia reggae na jednej z płyt. Wydano też przepiękne wersje akustyczne, ale to też nie zostało docenione (że niby taki trik marketingowy, aby złagodzić oburzenie fanów, blablabla). W środę w nocy sądziłam, że w końcu znalazłam tę wersję piosenki, której szukałam od dawna. Zmylił mnie tytuł. To już słyszałam. Tamtą drugą piosenką muszę zadowolić się jedynie w 30 sekundach, bo tylko taki fragment wyszukałam. Trudno. Co do tego demo - tylko Ville Valo potrafi zmienić "Together we fall apart" na "In venere veritas". Fascynuje mnie ta zmiana w brzmieniu refrenu - słowa tak bardzo melodyjnie się układają, że mam nadzieję, że na ich bazie powstanie inna piosenka. 




4 komentarze:

  1. Większości piosenek zupełnie nie kojarzę, ale kiedyś nałogowo słuchałam Lindsey, a potem jakoś mi przeszło. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego - czasami mam wrażenie, że pewna monotoniczność wkrada się do jej muzyki, a skrzypce odgrywają w niej coraz mniejszą rolę.

      Usuń
  2. Ciekawa muzyka, nie powiem :) Ja jednak mam nieco inny gust muzyczny - kocham OMEM, The Lumineers i Bastille.

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa ostatnie zespoły były już na blogu ;)

      Usuń