środa, 2 listopada 2016

33. Rachel Van Dyken "Utrata"

Może nie perfekcja życia, a jego chaos sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?

Podobno jakieś dwa lata temu panowało wielkie wzięcie na serię "Zatraceni" autorstwa Rachel Van Dyken. Nie gustuję w literaturze bardziej romansowej, a nowy gatunek New Adult także traktuję z przymrużeniem oka. Jednak cena, a także pochlebne informacje, skłoniły mnie do zakupu pierwszej części tego cyklu. 

Nie musimy się więc bać, że braknie nam czasu, bo mamy czas w sobie. 

"Utrata" to historia Kiersten, która właśnie przyjeżdża do na Uniwersytet Waszyngtoński. Dziewczyna chce rozpocząć nowe życie, choć demony przeszłości nie dają jej o sobie zapomnieć. Wciąż nie pogodziła się ze stratą rodziców, a w miarę normalne funkcjonowanie zapewniają jej leki antydepresyjne. Już swojego pierwszego dnia na uczelni wpada na przystojnego Westona, który, jak się później okazuje, jest jej opiekunem roku. Dlaczego bogaty chłopak miałby zajmować się taką pracą? Czy ma to związek z piętnującymi plotkami na jego temat? A może chodzi o coś innego, znacznie gorszego? Dlaczego raz wykazuje świetną kondycję, dzięki której pełni rolę kapitana drużyny futbolowej, a raz jego stan gwałtownie się pogarsza?

Jasne, kobiety i myślenie. To nigdy nie oznacza problemów. 

Przyznam, że ponad połowę książki przebrnęłam z myślą "nie jest najgorzej, nawet może być" i nie oceniłabym ją na więcej niż 5 w skali od 1 do 10. Ot, historia jakich wiele w ówczesnej literaturze tego pokroju. Zagubiona dziewczyna i przystojny chłopak. Banał. Tytułowa utrata? Ach, pewnie ją zostawi. Ewentualnie ona jego, bo przecież jakie biedactwo nie zasługuje na takiego boga. Tutaj jednak wszystko wygląda inaczej. Choć motyw jest doskonale znany, to jednak w pewnym momencie coś się zmienia.

- Życie pełne jest tych trzech. 
- Trzech?
- Gdybym, powinienem i mogłem. 

Jak już wspomniałam - banał trwa dość długo. Banał do kwadratu, gdyż autorka często sama sobie przeczy. Zachowanie postaci też wygląda na irracjonalne - zachowują się jak para, a jednak mówią (nawet nie udają!), że nie są w sobie zakochani, jednocześnie wyrażając wielki zachwyt i zainteresowanie drugą osobą. Bohaterowie drugoplanowi są bardzo wyraźni, choć może zbyt jaskrawi i nienaturalny. Trochę przesady w ich kreacji. 

I wiedzieć, że w tej chwili... nie ma żadnego "gdybym", "powinienem" i "mogłem", a ty jesteś dokładnie tam, gdzie chce tego wszechświat. 

Akcja toczy się dość wartko, język jest przyzwoity - powiedziałabym, że zwyczajny, ale jeszcze na poziomie. Choć może nie jest specjalnie skomplikowany, to jednak pokuszono się o kilka bardziej ambitnych słów. Narracja w pierwszej liczbie osoby pojedynczej, pisana z perspektyw dwóch głównych bohaterów - to jest to, co lubię. Jednakże akcja także jest odrobinę przerysowana. Wszystko dzieje się z przesadą. Pojawia się kilka wręcz irytujących rzeczy - zaproszenie na bal maturalny wygląda jak zaręczyny, mecz drużyny futbolowej ma większą skalę od mistrzostw, a lekarze nie zakazują alkoholu podczas pobytu w szpitalu i kilka godzin przed skomplikowaną operacją.

To, że potrzebujesz pomocy, żeby poradzić sobie z problemami, nie czyni się słabszą. Naprawdę słab są ci, którzy nie potrafią przyznać się, że potrzebują pomocy. Ludzie, którzy nie potrafią przyznać, że nie poradzą sobie sami. To oni są słabi. Prosząc o pomoc i przyjmując ją, przyznałaś się do swojej słabości, a przez to pokazałaś, jak jesteś silna. 

Jednak rozumiem przesadę w tej książce. Musicie wiedzieć, że w pewnym momencie powiastka biegnie wokół tematu utraty bliskiej osoby już na zawsze. To choroba i śmierć mogą rozłączyć bohaterów. I chociaż nienaturalność jest infantylna, to książkę oceniam wysoko. Bohaterowie potrafią zagrzewać do walki na wszelkich polach. Choroba jednego człowieka wpływa na życie wszystkich dookoła. Ludzie żyjący obok chcą zasługiwać na życie, co prowadzi do pozytywnych zmian.

Może nic mi się nie śniło dlatego, że choć raz w życiu moje życie przypominało piękny sen. 

Przede wszystkim książka góruje motywacją. Wiem, że jest w tym przesada, wiem. Ale przedstawiona w ten sposób ogromna i niezachwiana wiara motywuje do zdrowia. Autorka wcale nie odnalazła się w historii romansu, a właśnie w chorobie i bólu. Dlaczego? Musicie wiedzieć, że ta pozycja została napisana z potrzeby serca i niesienia ducha walki. 

Żegnaj - ktokolwiek wymyślił to słowo, powinien smażyć się w piekle. 

Rachel Van Dyken zamieściła na końcu swojej książki skromne podziękowanie. Wpis traktuje o tym, że książka jest dedykowana jej wujkowi, którego postać pojawia się tez w książce. Jednak ten prawdziwy wujek walczy z rakiem. Osoba bardzo bliska, a zarazem niesamowicie pozytywny dla wszystkich człowiek z otoczenia kobiety. Chociaż poświęciła wujkowi zaledwie kilka słów, są one przepełnione niesamowitym ciepłem i miłością. Poza tym autorka postanowiła przeznaczyć pieniądze ze sprzedaży pierwszych egzemplarzy książki właśnie na wujową walkę z rakiem. I nie, Rachel nie wzbudza litości. Owa informacja nie znajduje się na okładce, a na samym końcu w podziękowaniach, których prawie nikt nie czyta. Mam wrażenie, że autorka zdawała sobie z tego sprawę, ale nawet w tak istotnej kwestii nie chciała emocjonalnie manipulować czytelnikami. Postawa godna naśladowania.

Dzięki dziewczynom takim jak ty istnieją tacy faceci. 

Przyznam, że właśnie za tę postawę byłabym skłonna dać bardzo wysoką notę tej lekturze, jednak mam na celu ocenienie właśnie książki, a nie autorki - tym bardziej, że Rachel Van Dyken pisze całe mnóstwo różnych historii. Dlatego też ocena jest taka, jaką jest.

Słabość to tylko ból, który opuszcza nasze ciało.

Czy książkę polecam? Z całego serca. Nie sugerujcie się dość niską oceną - jest ona bardziej obiektywna, to wszystko. Sama historia jest warta poznania. 

Czas był dla mnie najcenniejszą rzeczą na świecie, a ja oddałem go jej. Ponieważ zakochałem się w tej dziewczynie. Bo zależało mi na niej. Chciałem ofiarować jej coś, dzięki czemu mnie zapamięta; nawet jeśli z czasem te wspomnienia zbledną. Czas, cóż za przerażające słowo. 



Przeczytane: 20.10.2016
Ocena: 6/10


8 komentarzy:

  1. Książka taka sobie, ale bardzo miło ją wspominam. Szybko i przyjemnie się czyta i o dziwo przy tym nie ucieka z głowy. Czytałam ją pół roku temu a dalej ją dobrze pamiętam

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba przez dobrze przedstawiony problem ta książka tak zapada w pamięci ;)

      Usuń
  2. Ja na razie nie mam jej w planach. Jednak fabuła jest dość ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam pomysł dość ciekawy, ale jak to często bywa z poziomem takich książek... :)

      Usuń
  3. Chciałam sięgnąć po tę książkę, ale czy warto to teraz nie jestem pewna :D
    Chociaż na wykłady na uczelni wszystko bedzie lepsze niż słuchanie wykładowcy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak zachęcam do słuchania wykładowcy! Ale po "Utratę" jednak warto sięgnąć.

      Usuń
  4. Całą serię mam w planach. Słyszałam o niej wiele opinii i to zarówno dobrych, jak i złych. Zobaczymy, jaka będzie moja.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie wiem, czy sięgać dalej po kolejne tomy, ale wydają się być ciekawsze. :)

      Usuń