czwartek, 27 października 2016

28. Mika Waltari "Chiński kot"

Rozmyślając, spoglądał od czasu do czasu na chmury, płynące nad nim, i od czasu do czasu na Błękitną Rzekę, płynącą przed nim, aż zrozumiał, że skoro świat jest taki wielki, to on niczego się o nim nie nauczy, ani niczego się o nim nie dowie, jeśli nie wstanie i nie wyruszy daleko przed siebie. 

"Chiński kot" pojawiał się na mojej półce książek do przeczytania już niejednokrotnie głównie ze względu na pochodzenie autora. Mika Waltari, jako Fin, przykuł moją uwagę. Z doświadczenia wiedziałam, jak ciężko dostać w Polsce książkę fińskiego autora, a więc odpuściłam sobie w ogóle poszukiwania jakiegokolwiek tytułu spod jego pióra. Dopiero ostatnio zaintrygowało mnie pytanie mojego nauczyciela języka fińskiego, czy czytałam tę pozycję. Odparłam, że nie, gdyż ciężko o takie książki w bibliotece czy księgarni, więc nie miałam nawet okazji, bo niby skąd miałabym ją wziąć. Odpowiedź, że "jest chociażby na mojej półce" sprawiła, że za cel obrałam sobie zdobycie jej jako trofeum do postawienia i na moim książkowym regale. Dlatego przy najbliższym zamawianiu książek wrzuciłam ją bez zastanowienia do koszyka, żeby później z niecierpliwością oczekiwać kuriera. Gdybym wcześniej zadała sobie tyle trudu i sprawdziła, że "Chiński kot" wyszedł stosunkowo niedawno, więc nie ma problemu z jego dostępnością... 

Pamiętał, że zawsze bliższy jest zwycięstwa ten, który atakuje.

Z literaturą dla dzieci nie miałam zbyt długo w życiu do czynienia. Bardzo szybko przeszłam do biblioteki niby to dla dorosłych, a od tamtego czasu nie miałam okazji wracać do książek dziecięcych. Sprawiło to, że tak naprawdę nie wiem, jak wygląda dobra bajka w oczach dzieci i miałam problem z subiektywną oceną tej pozycji - nie potrafię powiedzieć, jakie zauważam dobre strony, a jakie złe. Mogę jednak powiedzieć, że "Chiński kot" wyjątkowo przypadł mi do gustu i zapewne wrócę do niego niejednokrotnie. 

Ktoś musi najpierw sam doświadczyć, zanim uwierzy.

Tytułowy bohater wychowuje się w spokojnej, cichej okolicy, z dala od zgiełku wielkich miast, o których w ogóle nie ma zielonego pojęcia. Cechuje go wielka refleksyjność i chęć posiadania wiedzy. Pewnego razu podsłuchuje rozmowę o świecie, którego nigdy nie widział, a który wydaje mu się być czymś niezwykłym. Decyduje się na opuszczenie swojego bezpiecznego gniazdka i udaje się w podróż do Paryża, podczas której zmierzy się z różnymi przygodami.

Chiński kot nie przyjął jednak tej pracy. Wszyscy tego bliscy dziwili się i uznali w końcu, że pewnie jest trochę głupi i nie rozumie szczęścia, które go spotyka. Ale on tylko śmiał się z nich w duchu i wybrał się na brzeg Błękitnej Rzeki, aby dołączyć do Tajemnego Towarzystwa Lotofagów. 

Obcując ostatnio z moją małą kuzynką, zauważam dwa trendy we współczesnych bajkach. Są one okropnie przesłodzone i naiwne albo zwyczajnie brutalne (i tym samym również naiwne, choć w innym tego słowa znaczeniu). Więcej spostrzegam tych pierwszych, w których to świat przedstawiony jest jako bezpieczna Idylla, gdzie nic nikomu złego stać się nie może. A jeśli już, to z całą pewnością nie jest to nic, z czym szybko bohaterowie by sobie nie poradzili. Dlaczego o tym wspominam? Może dlatego, że książkę czytałam do pewnego momentu z błogim uśmiechem na twarzy, jednak zniknął on w momencie pojawienia się krwi i zwłok (co prawda gryzoni, ale jednak...). Nie przywykłam do podobnych elementów w bajkach. Zmarszczyłam delikatnie czoło i czytałam dalej, aż nagle mnie olśniło. To nie jest jedna z tych naiwnych bajeczek, jakie obecnie są sprzedawane dzieciom. Tutaj kot jest kotem - poluje na myszy i zjada je, a podczas konfrontacji ze szczurami może ponieść obrażenia. Kiedy ktoś go rozpieszcza, staje się leniwy i tłusty, a kiedy biega samopas, linieje i znacznie traci na wadze. Jednocześnie brak w tej lekturze fascynacji brzydotą, czy przesadnej brutalności, która zbliża się do komiczności. To prosta i szczera książka. Zupełnie taka, jakiej można spodziewać się po bezkompromisowych Finach. Po prostu prawdziwa i... normalna. Pokazuje świat taki, jakim jest. 

Milczał jednak, bo wiedział, że i tak nikt by nie uwierzył w jego słowa. 

Po lekturze naszła mnie refleksja, czy poleciłabym tę pozycję rodzicom, czytającym na dobranoc swoim pociechom. Prawdę mówiąc - nie wiem. Dzisiaj dzieci przyzwyczajone są już do zupełnie innych bajek (polskie dzieci). Nie mam na myśli tutaj samej treści. Najmłodsi obcują z modnymi bajkami, pełnymi superbohaterów i księżniczek, żyjącymi w wyidealizowanym świecie. Jak zareagowaliby na nieskomplikowanego bohatera, jakim jest Chiński Kot? W dodatku bohatera, który jest cichy, spokojny i refleksyjny? A przede wszystkim - jak zareagowaliby na kontakt z rzeczywistym odbiciem świata? Rzeczywistym, owszem, jednak zmniejszonym do granic dziecięcego rozumowania. 

A kot w tym przeogromnym mieście czuł się zwyczajnie bezradny, może trochę się bał.

Gdybym to ja miała wybierać, jakie książki powinny być czytane dzieciom, z całą pewnością dorzuciłabym do listy "Chińskiego Kota". Lepiej, aby milusińscy uczyli się świata prawdziwego, który nie faszeruje ich naiwną wizją czegoś idealnego. Należy tutaj zaznaczyć, że takie książki z całą pewnością nie ograniczają dziecięcej wyobraźni. Wciąż pozostają bajkami. Jednak oprócz ciekawej historii, noszą w sobie również zdolność do budzenia w dziecku refleksyjności.

Doszedł więc do wniosku, że samym rozmyślaniem nie można rozstrzygnąć wszystkiego, choćby się było nie wiadomo jak mądrym. I w obliczu tak istotnych wniosków pokornie uznał swą małość. 


Przeczytane: 15.07.2015
Ocena: 8/10




18 komentarzy:

  1. Nie wiedziałam, że Mika Waltari pisał też książki dla małych dzieci. Ciekawa propozycja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem! Bajki i baśnie. Napisał nawet scenariusz do bajki "Kieku ja Kaiku".

      Usuń
    2. Vau, też się przyznam, że tego o Waltarim nie wiedziałam ;) Powodzenia w nauce fińskiego!

      Usuń
  2. I właśnie nie wiem czy gorsze jest idealizowanie w bajkach czy jednak ta trudna, realna rzeczywistość. Ciężki wybór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby chodziło o moje dziecko - wolałabym realność. Ale polskie dzieci nauczone są idealizacji.

      Usuń
  3. Uczysz się fińskiego? Wow. Ja chyba nawet nie miałabym motywacji dla tego języka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej uczyłam, ale niewątpliwie wrócę do tego :)

      Usuń
  4. Terve! :)
    Ja też nie wiedziałam, że Waltari pisał książki dla dzieci. Ja przeczytałam na razie "Egipcjanina Sinuhe", ale to już dawno było. Mam w domu za to "Turmsa Nieśmiertelnego", ale jeszcze nie czytałam. Chciałabym dorwać cykl o komisarzu Palmu, ale ciężko z tym w mojej bibliotece.
    Też bardzo lubię Finlandię i Skandynawię w ogóle. Marzy mi się podróż na Północ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja inne książki już czytałam, ale "Egipcjanina" póki co zostawiłam na później. Taka wisienka na torcie. Komisarz jakoś mnie nie pociąga :)

      Usuń
  5. Tej książki jeszcze nie proponowałam dzieciakom do przeczytania, muszę to nadrobić. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Swoim synom przeczytałam - klimat i rytm opowieści książki bardzo się nam podobał, no i ilustracje, ilustracje! Że zacytuję z mojego blogowego opisu: "A dzieci? Moje dzieci słuchały z ogromnym zainteresowaniem, śledziły trasę Chiny-Paryż, którą pokonał wodą dzielny, mądry kot (kawał świata!), przeżywały te okrętowe wojny z gryzoniami (czy mu się uda, czy polegnie?), nabrały jeszcze większego szacunku do bohatera, który tak pięknie zachował się w stosunku do pokonanego przecież szczurzego króla i dziwiły się, że jak to - trzy razy kot może owinąć się ogonem??? Co to za ogon?"
    pozdrawiam
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mnie ucieszył Twój komentarz, Maju! Jestem zachwycona, że Twoje dzieciaki były tak zainteresowane losami Chińskiego Kota. Może jednak ja też spróbuję poczytać go kuzynce :)

      Usuń
  7. Zaciekawiłaś mnie. Przy najbliższej okazji wypożyczę. Mamy świetną bibliotekę.

    OdpowiedzUsuń