piątek, 30 września 2016

11. Anne Rice "Królowa potępionych"

W tej powieści jest coś nieprzyzwoitego. Sprawia, że życie tych istot wydaje się pociągające. Początkowo nie zdajesz sobie z tego sprawy; to nocny koszmar, z którego nie potrafisz się otrząsnąć. A potem nagle czujesz się w tym wygodnie. Chcesz w tym nadal tkwić. Nawet tragedia Claudii nie może zmusić cię do odwrotu.

Minął rok. Zeszłoroczny sierpień zachwycił mnie lekturą "Wampira Lestata", którego pochłonęłam w mig. Czułam, że kolejna część "Kronik wampirów" nie będzie już tak przyjemna, więc zwlekałam z sięgnięciem po nią przez dwanaście miesięcy. Czy było warto zafundować sobie taką przerwę przed zabraniem się za "Królową potępionych"?

Ta muzyka była jak muzyka z przeszłości, kiedy wszystkie pieśni były pieśniami ciała, a pieśni umysłu jeszcze nie wynaleziono. 

Zacznę może od tego, co mnie zasmuciło najbardziej, a pojawiło się już na samym początku. Zmienił się narrator. Książka kreowana jest pod pióro Lestata, jednak już w pierwszych zdaniach wampir postanowił oddać głos trzeciej osobie liczby pojedynczej. Ot, niby bezstronny i jakże obiektywny zabieg. Ale jednocześnie książka sporo na tym straciła. Osobiście wolę drapieżność i zarazem lekkość w słowach Lestata. Cóż. Z perspektywy całości - to było dobre posunięcie, aby pokazać czytelnikowi w odpowiednim czasie odpowiednie wydarzenia, o których nasz wampirzy łobuz nie miał pojęcia. Ale jednak za mało było dla mnie tej osobowości.

- Nie przyjąłbym go i za milion lat. Bóg mi świadkiem. 
- Nie wierzysz w Boga, wiesz o tym. 
- To tylko formuła. Przekonanie jest szczere. 

W związku z rozszerzeniem obrazu i wiedzy czytelnika, pojawiło się mnóstwo nowych postaci. Jak na mój gust, aż za dużo. Ciężko było się połapać, kto jest kim i co ma w sobie takiego charakterystycznego. Historie bohaterów także ciężko było zapamiętać. Ułatwieniem było to, że każdy rozdział był skierowany uwagą na kogoś innego. Kiedy zatracałam się w jakimś rozdziale, to zostawałam na dłużej w świecie nowego bohatera. Poznawałam jego punkt widzenia, ale widziałam też te same wydarzenia z różnych perspektyw. I nie, to nie było interesujące. Wszędzie prawie to samo; te same motywy realizowane w ten sam sposób. Opowiadanie o czymś, co czytelnik już zna, na kilkadziesiąt stron, było tylko zbędnym zapełnianiem stron książki.

Ciało niewątpliwie odzyskało zdrowie, ale co uzdrowi duszę?

Ciekawym doświadczeniem był za to zmieniający się styl pisarki. Anne Rice przenosiła czytelnika w czasie, stylizując tekst pod bohatera. Ich wypowiedzi są naturalne, a charakter tych słów związany jest z czasami, w jakich żyli. Czytając opowiastki wampirów, które żyją pod sześciu tysięcy lat było męczące i ciężkie, ale w opozycji do nich były też młode wampiry i ludzie. Bardzo, bardzo ciekawe połączenia i zabiegi. Duch czasu zaklęty w słowach, a to wymagało od autorki niemałego wysiłku. Pozostaje więc w wielkim podziwie wobec niej i mianuję ją Mistrzynią Charakteryzacji Słowa.

Wiele razy był świadkiem, jak to czarne zaprzeczenie istnienia dochodziło do głosu u śmiertelnych. Słyszał, jak najmądrzejsi z nich mówili: "Nie warto żyć", i nigdy nie wiedział,  czym bredzą. Zrozumiał to dopiero teraz.

Co do samej fabuły - jak to w "Kronikach wampirów" - wszystko dzieje się dość powoli i upiększone jest dokładnymi opisami. Nie mam tutaj tego za złe, gdyż świetnie ilustruje to różnice w widzeniu świata przez człowieka i wampira. Obrazy są tym bardziej wyraźne ze względu na fakt, iż w czasie trwania akcji pojawia się aż dwójka nowych wampirów. Ich zachwyt nad światem, który widzą po raz pierwszy nowymi oczyma, jest niezwykle barwny i świetnie pokazuje te różne sposoby percepcji. Czasami miałam dość wolno toczącej się akcji, jednak to też ma swój cel. Wampiry nie muszą się śpieszyć. Na wszystko mają czas. Przecież żyją wiecznie, prawda? No właśnie.

Przeszłość może nas pouczyć, ale nie uratować. 

Ale stare wampiry niosą też ze sobą mądrość wieków. Nie chcę zdradzać podmiotu konfliktu, który jest dominujący w książce, jednak każdy bohater racjonalnie przedstawia swoje poglądy na tematy związane z ludźmi i światem, podpierając je argumentami, w których nierzadko odwołują się do tego, co było. Wątki historyczne nie są tutaj bez znaczenia, a nawet często stanowią filar danej dyskusji. Poruszone kwestie bóstw i wojen... Tak, te kwestie szczególnie sobie upodobałam.

Nie urodziło się takie stworzenie, które nie walczyłoby o swoje życie, nawet wtedy, kiedy dla tego życia nie znajduje usprawiedliwienia. Chciałem żyć, zawsze chciałem. 

Wielkim minusem była powtarzalność sporej ilości faktów i informacji, które poznajemy w czasie czytania już trzeciego tomu, jednak brakuje odwołań do poprzednich części. Owszem, zwraca się względną uwagę na to, co dotknęło danego bohatera, ale warto przypomnieć o tym czytelnikowi w sposób choćby pobieżny. Skoro jest miejsce na wałkowanie tych samych frazesów, to dlaczego by nie wspomnieć o tym, co było w poprzedniej części? No przecież czytelnik mógł zapomnieć. I tutaj nie chodzi nawet o moją roczną przerwę. Po prostu to zbudowałoby most ciągłości i jedności, a czytając, miałoby się wrażenie, że doskonale znamy temat. Tak często błądziłam wśród bohaterów, nie mogąc przypomnieć sobie ich aż tak dokładnie.

Ta noc była tak piękna. Diatryba Louisa stawała się coraz bardziej zażarta i zabawna. 
- Z ciebie diabeł wcielony, Lestacie! - mówił. - Oto twoje prawdziwe oblicze! Diabeł z ciebie jak się patrzy!
- Tak, wiem - powiedziałem, patrząc na niego z rozkoszą, widząc, jak gniew dodaje mu życia. - Bardzo lubię słuchać, jak to mówisz, Louisie. Nie mogę się bez tego obejść. Chyba nikt nie potrafiłby powiedzieć tego tak jak ty. No, dalej, powtórz to. Jestem diabłem wcielonym. Powiedz mi, jaki jestem niedobry. Nic nie sprawi mi większej frajdy!

Ale Lestata, oczywiście, się nie zapomina. Ani tego, że chciał zwojować świat, przez co obudził najpotężniejszego wampira. Królowa powstała. Nikt nie ma pojęcia, co to oznacza, jednak wszyscy wyczuwają, że nie czeka ich nic dobrego. Ale czy wampirzą matkę można zgładzić? No właśnie. Tutaj dowiadujemy się najciekawszych rzeczy na temat wampirów, a przede wszystkim poznajemy historię tej rasy i jej początek. Pojawia się też inny nadnaturalny wątek, który mnie zaskoczył. Zrealizowany jest sumiennie i równie ciekawie, jak wątek wampiryczny. Czasami mam wrażenie, że jako nowość to on dominuje w "Królowej potępionych".

- Chwała ciału - rzekła Maharet. - W ciele rozpoczyna się wszelka mądrość. Strzeż się istoty bezcielesnej. Strzeż się bogów, strzeż się idei, strzeż się diabła. 

Czy książkę polecam? Tak. Ja miejscami odrobinę się męczyłam, książkę traktowałam zbyt z doskoku, ale dałam się porwać tej historii. Trzeci tom "Kronik wampirów" nie jest tak rewelacyjny jak drugi, ani tak samo paskudny jak pierwszy. Na pewno jest ciekawy, a przez swoją wielowątkowość i różne style pisarskie każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie. 

Nadprzyrodzone, bez względu na swą postać, nie powinno ingerować w ludzką historię. 

Tymczasem ja już z niecierpliwością odliczam czas aż dostanę w swoje ręce czwarty tom. Lestat zapowiada niezwykłą zabawę, a ja chcę mu w niej towarzyszyć. Wiem jednak, że musi upłynąć trochę czasu. Ale nie pozwolę sobie czekać aż rok. Moja cierpliwość nie jest aż tak wielka, tym bardziej, że Anne Rice na sam koniec robi czytelnikowi niezłego smaku na więcej. Już ostrzę zęby, a raczej kły.

Nie ma czegoś takiego jak błąd! Jest tylko desperacja i pragnienie!


Przeczytane: 18.09.2016
Ocena: 7/10




poniedziałek, 26 września 2016

10. Charles Bukowski "Listonosz"


Nie mogłem jednak wyzbyć się myśli, że, Boże, wszyscy ci listonosze nie robić nic innego, tylko wrzucają listy do skrzynek i przelatują lokatorki. O tak, to praca w sam raz dla mnie.


Do Bukowskiego należy przywyknąć. Czasami ciężko odnaleźć coś wartościowego w jego prozaicznym, wulgarnym stylu, więc niektórzy się poddają i odkładają go bok. Do innych z kolei ton jego twórczości w ogóle nie trafia, a jeszcze inni widzą w nim tylko człowieka gorszej kategorii, a już na pewno nie artystę. Ja nie należę do tych ludzi i doszukuję się w słowach Amerykanina wiele więcej, niż tylko to, co napisane zostało w drukowanych wersach. 


- Nie mogę tego znieść, Hank!
- Czego nie możesz znieść, kotku?
- Tej sytuacji. 
- Jakiej sytuacji, maleńka?
- Że ja pracuję, a ty się obijasz. Wszyscy sąsiedzi myślą, że jesteś moim utrzymankiem. 
- Do diabła, przedtem ja pracowałem, a obijałaś się ty. 
- To co innego. Ty jesteś mężczyzną, a ja kobietą. 
- Pierwsze słyszę. Myślałem, że wszystkie suki stale domagały się głośno równouprawnienia?


"Listonosz" to pierwsze dziecko Bukowskiego, a zarazem jego druga powieść, jaką przeczytałam. Nasz bohater (a zarazem narrator) to człowiek, który chce wieść jak najlżejsze życie, bez zamartwiania się o swoją pracę i byt materialny. Najważniejsze dla niego są kobiety oraz fakt, czy jakaś dotrzyma mu towarzystwa w nocy... No i może to, czy nie będzie zbyt pijany, aby móc skorzystać z towarzystwa takowej panny. Alkohol, tak, to rzecz, bez której nie wyobraża sobie dnia. Chinaski, znany czytelnikom tego autora, zatrudnia się w końcu na poczcie, odchodzi z niej, znów wraca... Ale za każdym razem spotykają go kłopoty i ludzie, do których pała nienawiścią, niechęcią, czy obrzydzeniem. Czy to nie brzmi tak, jakby pod nazwiskiem Chinaskiego moglibyśmy podstawić Bukowskiego? Ano właśnie. W powieści, jak zwykle, pojawiają się wątki autobiograficzne, ponieważ autor podszywa się tutaj pod nazwisko bohatera, więc poniekąd są dwa imiona jednego człowieka.  

- Przemądrzały z ciebie sukinsyn, co?!
- Wolałbym, żeby pan mnie nie wyzywał!
- Widzę, że należysz do tych przemądrzałych, wyszczekanych sukinsynów, którzy lubią popisywać się swoją elokwencją!


Książka rewelacyjna, choć po Bukowskim niczego innego się nie spodziewałam. Nie mam tutaj na myśli, że autor jest przewidywalny. Wręcz przeciwnie- zaskakuje z każdą przerzuconą kartką do tego stopnia, że nie da się odgadnąć, co kryje się w kolejnych zdaniach. Ponadto, książkę czyta się szybko i przyjemnie, więc idealna jest na wolne wakacyjne popołudnie. Wszystko to za sprawą nie tylko prostego słownictwa, ale przede wszystkim przez krótkie rozdziały oraz poczuciu, że powieść "wciąga". I tak oto przeczytałam prawie całą w drodze na koncert. 

- Niektórzy mężczyźni są szaleni - wyjaśniłem, ruszając w stronę drzwi. 
- Co przez to rozumiesz?
- To, że niektórzy mężczyźni bardzo kochają swoje żony.

Książka godna polecenia, chociaż od razu wyczułam różnicę lat w napisaniu tej powieści, a poprzednią, jaką dane było mi przeczytać. Każdy miłośnik twórczości tego amerykańskiego pisarza powinien sięgnąć do jego korzeni. A kto nie miał jeszcze okazji jeszcze poznać się z jego dziełami, powinien w końcu spróbować, ale nie polecam do tego "Listonosza". Chociaż książka jest do bólu prawdziwa (jak to u Bukowskiego), nowicjusza może zwyczajnie zniechęcić. Niemniej, powieść i tak jest dobra.

- A co z psem?
- Zatrzymaj go sobie - odparłem. 
- Będzie za tobą tęsknił. 
- Cieszę się, że jest ktoś taki. 
Wstałem, poszedłem do samochodu i wynająłem pierwsze wolne lokum, jakie zobaczyłem. Wprowadziłem się tego samego wieczoru. 
Straciłem właśnie trzy kobiety i psa. 


Przeczytane: 08.08.2015

Ocena: 6/10





niedziela, 25 września 2016

9. Kto kupuje książki na studia?! Szaleniec!

Zbliża się rok akademicki. Niektórzy zajęcia mają jeszcze przed sobą, a niektórzy są już po. Wielu rozpoczyna kolejny rok studiów, a część dopiero w tym roku po raz pierwszy zmierzy się z uniwersytetem. Założę się, że spora grupa ludzi rozpoczynających studia zadaje sobie pytanie odnośnie książek. Czy będą one dostępne w bibliotece? Czy warto je kupić? Które książki muszę sobie sprawić? Co jest mi zupełnie zbędne? Czy podręczniki będą w ogóle dostępne? A jeśli tak, to jaka będzie ich cena?

Biblioteka uniwersytecka nie zawsze oferuje nam to, czego potrzebujemy. Zdarza się, że dana książka jest w ograniczonej liczbie egzemplarzy, co jest szczególnie kłopotliwe dla studentów zaocznych, którzy na uczelni są dopiero w weekend, a także dla studentów pierwszorocznych, którzy rok zaczynają zazwyczaj odrobinę później. Nawet jeśli książka jest oferowana w katalogu, to okazuje się, że jest niedostępna. Uporczywe jest także to, że często z pewnych książek można korzystać wyłącznie na miejscu. Na przykład ja, jako studentka psychologii, mam ogromne problemy z podręcznikami do testów psychologicznych, których (ze względów bezpieczeństwa) nie można wynieść poza ściany biblioteki uniwersyteckiej. Gwoli ciekawostki - spoczywają one w szafie pancernej. Tak więc opracowanie wyników danego badania to ogromne pokłady czasu spędzone w bibliotece. 

Co zrobić, jeśli dana książka jest nam potrzebna, a jednak nie ma jej w uniwersyteckiej bibliotece? Sprawdź, czy biblioteka oferuje dostęp do czegoś takiego jak  IBUK Libra, czyli platformy książek internetowych, tudzież biblioteki internetowej. Ileż tam perełek! Ale też warto rozglądać się po innych bibliotekach, najlepiej tych specjalistycznych. I tak na przykład moi poznańscy koledzy korzystają z Biblioteki Raczyńskich, Biblioteki Pedagogicznej lub Biblioteki Głównej Uniwersytetu Medycznego. Ja sama znalazłam kilka książek w bibliotece w moim rodzinnym mieście. 

Ale jeśli książki nie ma nawet w innych miejscach? Wówczas wskazane jest poinformowanie o tym stosownych osób. Biblioteki uniwersyteckie na bieżąco (mniej lub bardziej) doposażają się. Skąd bibliotekarka ma wiedzieć, jakich książek potrzebują studenci? Być może chętnie skorzysta z Waszych sugestii, że niektórych książek nie ma wcale lub też jest ich znikoma ilość, która przez cały semestr wędruje i nikt jej nigdy nie widział na półce do wypożyczenia. Można zgłosić to do dziekanatu. U nas wykładowcy w takiej sytuacji starają się udostępnić potrzebne materiały. Jeśli naprawdę nie są one nigdzie dostępne, przesyłają nam skany książek lub pożyczają wolumin w celu skserowania go. Wiem, że nie powinno się tego robić, bo przecież należy szanować prawa autorskie... No ale jeśli książka nie jest dostępna w żadnym miejscu? Przecież studenci jej sobie nie wyczarują. Dlatego też czasami warto grzecznie zapytać się prowadzącego zajęcia, czy mógłby nam w tej sytuacji pomóc. Nawet jeśli nie pożyczy książki, ani też nie prześle nam jej pocztą elektroniczną, to zawsze możne nakierować na miejsce, w którym ową pozycję zakupił.

Co innego, jeśli książki są dostępne w sklepach. Wiem, że niektórzy profesorowie wymagają zakupu ich książek, jednak ja się z tym nie spotkałam. Żaden z moich znajomych także nie. Nigdy nie słyszałam, aby ktoś narzekał, że musi kupić podręcznik, bo inaczej nie zaliczy przedmiotu. 

Problem z kupnem książek polega na tym, że są one zazwyczaj dostępne w ograniczonej liczbie (ale bez szaleństw- sprawdź mało znane internetowe księgarnie specjalistyczne) i mają niebotyczną cenę. Pamiętam, kiedy moja nauczycielka angielskiego wspominała, że na studia musiała kupić ćwiczenia za 200 - 300 złotych, a liczyły one kilka stron. Niestety, książki specjalistyczne są drogie. Bardzo drogie. Ale też nie przesadzajmy. Warto poszperać w Internecie - księgarnie internetowe prawie zawsze są oferują tańsze pozycje, a już na pewno mają szeroki asortyment. Z księgarni stacjonarnej nie mam w zwyczaju korzystać. Nie wyobrażam sobie biegania od sklepu do sklepu w poszukiwaniu danej lektury. Taka czy inna, najważniejsza jest księgarnia specjalistyczna. Sama często zamawiam podręczniki z księgarni, która oferuje książki z zakresu nauk społecznych. Można zerknąć na stronę danego wydawnictwa. Wydawca może mieć książki, które są ciężko dostępne. Czasami też warto do nich napisać, czy danej książki w pojedynczych sztukach nie mają w magazynie, nawet jeśli na stronie podana jest informacja o braku. Takie sytuacje często się zdarzają. Korzystałam też z antykwariatów internetowych. Warto postawić na zakup online. Ja książkę o wartości 150 złotych dostałam za niecałe 50 złotych. I nie, nie była to książka używana. Za używaną książkę z dziedziny psychometrii zapłaciłam 30 złotych. Naprawdę, jeśli się chce, uda się znaleźć coś za odpowiednią cenę. Dlatego warto rozglądać się za książkami używanymi. Tutaj też z pomocą przychodzi Internet lub inni studenci. Warto zapytać studentów wyższego roku. Może akurat ktoś chce się pozbyć danej książki (może chociaż zechce pożyczyć). Rozumiem jednak, że nie wszystkich stać na to rozwiązanie. 

Co wówczas? Zawsze na książkę można się przecież zrzucić. Ale jest jeszcze ukochane ksero! Studenci kochają kserować podręczniki. Ja jednak parsknęłam, kiedy dowiedziałam się, ile kopia podręcznika kosztuje, a ile ja wydałam na nowy egzemplarz. Czasami jest to cena niższa, czasami wyższa o kilka złotych. Wśród studentów króluje też Internet jako źródło bezpłatnych podręczników lub ich opracowań. Delikwent nie musi nawet płacić za ksero. Przypomnę jednak o prawach autorskich i o tym, że tak naprawdę nigdy nikt nie jest w sieci anonimowy. Ale co zrobić, jeśli nawet ktoś ma pieniądze, a książka i tak jest niedostępna w żadnym możliwym miejscu? No właśnie... Czasami jest to jedyna opcja. Uwaga! Niektórzy naukowcy za darmo zamieszczają swoje publikacje w Internecie, nie wydając ich nawet w formie papierowej. 

Jak więc sobie radzić, jeśli książki nie da się pożyczyć? Ma się kupić wszystkie? Nie, oczywiście, ze nie. Warto przejrzeć, które podręczniki opłaca się kupić. Ja zazwyczaj analizuję sylabusy i widzę, które pozycje powinnam kupić, bo muszę je całe lub prawie całe przeczytać. Nie ukrywam, że wolę kupić książki, bo szybciej się uczę, kiedy zakreślam ważne fragmenty kolorowymi flamastrami (to zostało potwierdzone naukowo). Jeśli się wahasz, proponuję sprawdzić dostępność w bibliotece. Gdybyś jednak uznał, że lepiej mieć swój egzemplarz, to zawsze można go dokupić. Ja sprawiam sobie też książki, które chcę przeczytać, a także te, które wiem, że przydadzą się w przyszłości - na kolejnym roku lub już w pracy zawodowej. Jeśli studiujecie coś, co zakłada w swoim fachu biuro lub gabinet, to zapewne i tak później kupicie kilka sztuk dzieł wybitnych naukowców z danej dziedziny. Odpowiednia biblioteczka w takim miejscu wzbudza szacunek i zwiększa zaufanie, a także dodaje nam profesjonalizmu. Nie mówiąc o tym, że niektóre książki po prostu wypada mieć, będąc wyuczonym w danym zawodzie. 

Tak więc niektóre książki warto kupić, bo są tanie i/lub ciekawe. Sporą część lepiej wypożyczyć z biblioteki, a w tym celu zachęcam wcześniej odwiedzić uczelnię, najlepiej jeszcze przed rozpoczęciem semestru (o ile informacje o książkach podane są z odpowiednim wyprzedzeniem). W dniu inauguracji roku akademickiego nie ma już najbardziej potrzebnych książek. Nawet jeśli nie uda się upolować wybranej pozycji na uczelni, to stosowne jest odwiedzenie innych placówek w okolicy. Przeanalizujcie też kwestie podręczników, które są do dyspozycji tylko w pomieszczeniu biblioteki. Być może nie macie tyle czasu, aby tam siedzieć po kilkadziesiąt godzin, a książka i tak kosztuje niewiele. 

A Wy? Wolicie korzystać z zasobów biblioteki, czy jednak stawiacie na zakup własnych podręczników? A jeśli już jesteście po studiach, to jak zapatrujecie się na tę kwestię? Czy zakupione książki kiedykolwiek przydały się Wam w pracy zawodowej? I jak wspominacie swój bój o biblioteczne egzemplarze?


sobota, 24 września 2016

8. Tad Williams "Brudne ulice nieba"


Kiedy raz coś weźmie się w posiadanie, to na zawsze. Nie tylko rzeczy, ale nawet, albo raczej przede wszystkim żywe istoty. Zwłaszcza te nieśmiertelne jak on, które przez wieczność przypominałyby mu, że je miał i już nie ma. Wolałby mnie unicestwić, niż na to pozwolić, nawet gdybym mu się stała obojętna. 

Nie zamierzałam zaszczycać jej swoją uwagą. Nie zamierzałam jej czytać. Nie zamierzałam jej kupić. Kilkakrotnie rzuciła mi się w oczy, ale nigdy nawet nie zamierzałam jej brać do rąk. A jednak, kiedy mając zaledwie kilka minut na zakup książek, bez zastanowienia sprzątnęłam ją z półki. Bez czytania opisu! Może to był tylko impuls, może intuicja.

- Caz... 
- Nic nie mów. Nie słyszałeś? Ona dawno nie żyje. Chodź tu i kochaj tę, która żyje... dopóki jeszcze możesz kochać. 
Cóż mi innego pozostało w tej zgrozie i smutku, jak tylko spełnić jej życzenie?

Amerykański pisarz Tad Williams znany jest wśród czytelników fantastyki, ale nigdy wcześniej nie spotkałam się z jego twórczością, dlatego naszą pierwszą randkę spędziliśmy na "Brudnych ulicach nieba". Głównym bohaterem jest Bobby Dolar- anioł zupełnie inny od reszty. Wykonuje swoją pracę (polegającą na licytowaniu się z wysłannikami piekła o dusze zmarłych) jak każdy, chociaż targają nim wątpliwości i nasuwają mu się pytania, które mogłyby denerwować wyżej postawione istoty boskie. Nie rozumie, dlatego taki jest, ale widocznie taka była wola boska. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Aż w końcu jego nieufność okazuje się uzasadniona. Bobby odkrywa, że nawet w niebie istnieją układy. I to z diabelskimi stworami. W dodatku ktoś próbuje wrobić go w sprawę, w której nie maczał palców. Dostaje wezwanie z początku przydzielone jego przyjacielowi. Kiedy zjawia się w miejscu śmierci kolejnej osoby, aby wygrać proces i pomóc klientowi trafić do nieba, brakuje najbardziej zainteresowanego- duszy zmarłego mężczyzny.

- Kiedy już wszystko mi ładnie opowiesz, dokąd mam cię zawieźć?
- W tej chwili samo Piekło byłoby miłą odmianą. 
Zmarszczyła brwi. 
- Nie masz pojęcia, Dolar, jak bardzo to nieśmieszne. 

Książka zaskakuje akcją. Kiedy wydawałoby się, że napięcie opada, a czujność czytelnika zostaje uśpiona, znów pojawia się coś zaskakującego. Czyta się szybko i przyjemnie. Niezaprzeczalnie największym plusem są dialogi. Osoby z dziwnym, czarnym poczuciem humoru znajdą tutaj coś dla siebie. Dużo ironii, szczególnie jak na anielskie stworzenia, które przedstawione są w zupełnie odmienny sposób. Nie pamiętają nic z człowieczego życia i uwielbiają spędzać czas w pubie przy drinku. Cóż, okazuje się, że nawet anioł może umrzeć w wyniku uzależnienia od alkoholu. Autor zarysowuje również niebanalny obraz nieba i wiecznego szczęścia. Będąc osobą niewierzącą, spodobała mi się wizja bezbarwnych ludzi, wyjałowionych z uczuć, błąkających się po niebiańskich łąkach z bezmyślnym uśmiechem na twarzy, jakby byli upośledzeni.

Nie znam wielu kobiet - ziemnych czy anielskich - które by naprawdę lubiły prowadzić wóz. Wiem z doświadczenia, że panie podchodzą do tego znacznie bardziej pragmatycznie niż my. Dla większości facetów jazda sama w sobie jest dopełnieniem ich męskości; cały czas chodzą nam po głowach rozmaite fantastyczne scenariusze: wyścigi, pościgi, pojedynki na szosie. Kobiety na ogół widzą w motoryzacji tylko wygodną metodę przemieszczania się z miejsca na miejsce. Wariatki, nie?

Nie brakuje też polskiego akcentu (zawsze szukam ich w książkach zagranicznych autorów), który wprowadza zabójcza diablica. Hrabina Zimnoręka podobno nie potrafi kochać, ale wciąż skrywa w sobie ciepłe, ludzkie uczucia, których nie miał jej mąż. Co nie zmienia faktu, że jest taka jak inne demony- sprytna, fałszywa, przebiegła, egoistyczna i potrafi rozkochać w sobie anioła. Jeśli ktoś liczy na gorący romans ze szczęśliwym zakończeniem, pomimo przeciwności losu, poczuje się rozczarowany. Moim zdaniem jednak brak happy endu przemawia jak najbardziej na korzyść książki. 

- Wiedziałam, że z ciebie zarozumiały i zapatrzony w siebie facet, panie Dolar. - W świetle lampki sufitowej zauważyłem leciutki rumieniec na jej policzkach. Pomyślicie pewnie, że jestem beznadziejnie płytki, ale podobało mi się to i uznałem, że widok wart jest bólu. - Nie miałam jednak pojęcia, że masz skłonności samobójcze. 

Zdecydowanie polecam "Brudne ulice nieba" - głównie ze względu na ciekawy punkt widzenia nieba, piekła i ich wysłanników. Spotykamy postacie, które nie są podzielone na dobre i złe, białe i czarne, chociaż reprezentują sprzeczne interesy i odmienne bieguny - niebo i piekło. Bobby Dolar ze swoim ciętym językiem trafił na czołówkę moich ulubionych bohaterów, a książka pozytywny mnie zaskoczyła. Z ręką na sercu, dawno nie przeczytałam powieści, która tak bardzo by mi się spodobała.

Zabolało? Możesz mi wierzyć, Dolar, że jeśli kiedyś postanowię zadać ci ból, natychmiast poczujesz różnicę. 


Przeczytane: 15.07.2014
Ocena: 10/10




środa, 21 września 2016

7. Anne Rice "Wampir Lestat"


Wiara w wartość ludzkiego życia spowodowała, że sale tortur i pale, na które wbijano niepokornych, a także jeszcze bardziej przerażający arsenał narzędzi do egzekucji uważane są dziś za niegodne człowieka i eliminowane. To właśnie wiata w wartość ludzkiego życia zmienia we Francji czy Ameryce monarchię w republikę. 
Znajdujemy się w apogeum wieku, w którym wiata chrześcijańska traci swój wszechobecny wpływ, tak jak kiedyś pogaństwo i nowy humanizm. Wiara w człowieka, jego dokonania i jego prawa jest silniejsza niż kiedykolwiek dotąd. Nie możemy jednak przewidzieć, co się wydarzy, gdy stara religia całkowicie zginie. Chrześcijaństwo powstało na zgliszczach pogaństwa, tylko po to, by w nowej formie poprowadzić dalej stare religie i kulty. Możliwe, że teraz powstanie jakaś nowa religia. Być może bez niej człowiek popadłby w nieuleczalny cynizm i egoizm, tak naprawdę bowiem potrzebuje bogów do życia. 

Słodko-gorzki smak pozostawiła po mnie lektura "Wywiadu z wampirem". Słodycz spowodowana była jednym z najlepszych charakterów w całej literaturze- Lestatem, który po dziś dzień stoi na czele listy moich ulubionych książkowych bohaterów. Niemniej, gorycz była zbyt duża, aby sięgnąć z czystym sumieniem po drugą część "Kronik wampirów" Anny Rice. Podejmowałam dużo prób, aby w końcu egzemplarz "Wampira Lestata" znalazł się na mojej półce. Ostatecznie minęło sporo czasu (lat!), aż w końcu przemogłam obawę przed kolejnym rozczarowaniem i wzięłam egzemplarz do rąk.

Prawda jest taka, że większość kobiet jest słaba, bez względu na to, czy są śmiertelne, czy nieśmiertelne. Kiedy jednak są silne, są absolutnie nieprzewidywalne.

Cała moja obawa przed rozczarowaniem się jednymi z tych "starych kanonów wampirów" odeszła w zapomnienie wraz z pierwszymi przeczytanymi słowami. "Wywiad z wampirem" diametralnie różni się od "Wampira Lestata" i szybko spostrzegłam, czym jest to spowodowane- po prostu postaciami. Sylwetka Louisa, opowiadającego swoją historię, była dla mnie nie do zniesienia. Ale Lestat... Tak, Lestat to zdecydowanie to! Zupełnie jak porównanie Edwarda Cullena z Draculą, mniej więcej. 

I bóg umiera. I bóg powstaje na nowo. Tym razem jednak nikt nie zostaje zbawiony.

Jeśli ktoś sądzi, że tytuł wskazuje na opowieść próżnego wampira o całym swoim jestestwie i niczym poza tym, jest w okropnym błędzie. W tomie spotykamy się z losami również innych wampirów (jeśli nie przede wszystkim). Historia Armanda i jego klanu odgrywa tutaj znaczącą rolę, a losy Mariusa zajmują bardzo dużo miejsca w książce- tak wiele, że w pewnym momencie Lestat całkowicie odchodzi w zapomnienie. 

Myślę, że być szczęśliwym znaczy być przygnębionym, czuć satysfakcję, płonąć. 

Co do tytułowego bohatera powieści Anny Rice... No cóż. Cały Lestat- albo się go kocha, albo nienawidzi. Jest to postać dość charakterystyczna i nie wszystkim może przypaść do gustu. 

Poezja nabiera sensu, gdy patrzysz na osobę, którą kochasz.

Wyjaśnić należy również opis od wydawcy, który jest bardzo mylący- mianowicie wątek wampira jako gwiazdy rocka. Po zapoznaniu się z wspomnianym opisem oraz kilkakrotnym obejrzeniu filmu "Królowa potępionych" sądziłam, że będzie to temat dominujący w książce. Otóż nie. Okazało się, że czasy współczesne i muzyka rockowa wspomniane są jedynie na początku oraz zajmują dosłownie jeden, ostatni rozdział. Cała reszta to opowieści o legendach z różnych kultur oraz z różnych epok, a więc łatwo znaleźć coś dla siebie. Prawdę mówiąc, jeszcze nigdy historia i mitologia egipska nie wydawały mi się tak fascynujące, jak przedstawione przez pisarkę przy pomocy wampirycznego spojrzenia na nie.

Pytać naprawdę, to znaczy otworzyć drzwi, za którymi znajduje się trąba powietrzna. Odpowiedź może unicestwić i pytanie, i tego, kto je zadał. 

Książka powinna być obowiązkową pozycją wśród fanatyków wampiryzmu. Pomimo lat upływających od wydania pierwszego tomu "Kronik wampirów" wciąż powraca ona do łask czytelników. Szkoda jedynie, że "Wywiad z wampirem" potrafi tak bardzo zniechęcić do sięgnięcia do kolejnych tomów. Obawiam się, że właśnie to przez niego mniej ludzi decyduje się na przeczytanie "Wampira Lestata". A szkoda, bo zdecydowanie warto.

Stare prawdy i odwieczna magia, rewolucja i wynalazczość - wszystko to sprzysięgło się, by odwrócić naszą uwagę o namiętności, która w ten czy inny sposób pokonuje nas wszystkich. Zmęczeni w końcu tą złożonością zaczynamy marzyć o dawnych czasach, kiedy siedzieliśmy na kolanach matki, a każdy pocałunek był doskonałym spełnieniem pożądania. Cóż innego nam pozostało, jak tylko sięgnąć ku objęciu, które musi zawierać w sobie zarówno niebo, jak i piekło: nasze przeznaczenie i nasz los. 


Ocena: 10/10
Przeczytane: 01.08.2015




wtorek, 20 września 2016

6. Erin Morgenstern "Cyrk Nocy"

Ludzie widzą to, co chcą zobaczyć. W większości przypadków to, co im się wmawia.

Proces, w którym książka staje się jedną z moich ulubionych jest tak skomplikowany, że nigdy nie próbuję go zrozumieć. Wiem, co mi się podoba, ale ulubione elementy czasami nie wystarczają, abym książkę obdarzyła jakimś głębszym uczuciem. Całości dopełnia magia. Magia, którą "Cyrk Nocy" Erin Morgenstein przenosi w słowach na kartkach osnutych piękną okładką i chronionych przez skrzydełka w białe i czarne paski. 

To imię wkłada jak kapelusz. Może je zdjąć, kiedy ma ochotę.

Gdybym miała streścić wspominaną pozycję jednym słowem, wybrałabym "plastyczność". Choć biel i czerń, czyli jedyne barwy w cyrku, wydają się smutne, opisy buchają kolorami. Cyrk ma w sobie magię pomimo tych podstawowych barw, a jeszcze większe zaklęcia wypowiadane są poza cyrkiem, kiedy cyrkowcy zrzucają z siebie kreacje i przybierają maski swoich prawdziwych postaci. Wtedy też suknie ich mienią się na różne kolory lub na wszystkie jednocześnie- zmieniając swe odcienie przy każdym kroku bohatera. 

Przyszłości nie da się zatrzymać - tłumaczy Celia. - Można się tylko przygotować na jej nadejście.

Choć na odwrocie książki przeczytać możemy, jakoby była to historia miłosna, zatwardziali wrogowie romansów powinni doczytać, co znajduje się przed tymi słowami, bo to "magiczna, ponadczasowa historia miłosna". Wątek romansu zepchnięty został tu na boczny tor, choć wciąż obecny jest w każdym elemencie cyrku. Nie ma tutaj wielkich słów, ani nic patetycznego, ponad wyraz, żadnych gorących pocałunków, schowanych na każdej stronicy. Wydaje mi się, że uczucie zaklęte jest pomiędzy stronami, zbyt intymne dla oczu zwykłego czytelnika. Ale ci czytelnicy, którzy mają w sobie magię - wyobraźnię, mogą wymalować w swojej głowie obraz głównych bohaterów, czyli Marca i Cecilii, złączonych w uścisku, pomimo celu, do jakiego zostali stworzeni- rozgrywki, z której żywy może wyjść tylko jeden gracz.

Rozbić jest łatwo, uświadamia sobie. 
Prawdziwą sztuką jest scalić. 

Ale oprócz nich, choć to oni są twórczym elementem widowiska, są jeszcze inne postaci, które podtrzymują to wyjątkowe widowisko. Bohaterowie, który pojawiają się w różnych momentach życia cyrku, dają pełny obraz tego przedsięwzięcia, które trwa i trwa bez końca, pojawia się znikąd i otwarte jest dla ludzi tylko po zmroku. To ich punkt widzenia sprawia, że książka jest taka magiczna i nieprzewidywalna. Autorka bawi się czasem, przeplatając miedzy rozdziałami wydarzenia to wcześniejsze, to późniejsze, bo czas jest przecież nieobliczalny. Choć z początku skoki te mogą powodować frustrację, czytelnik szybko przyzwyczaja się to tych niezwykle impulsywnych zmian w latach. 

Wolę myśleć, niż pamiętać. 

Wspomniana magia sprawia, że kpię z ostatniego zdania, zawartego w lekturze. Nie masz pewności, po której stronie ogrodzenia leży kraina snów. Czy aby na pewno? Bo ja dostrzegałam znaczącą różnicę pomiędzy książką, a światem realnym. Choć może, z drugiej strony, plastyczne obrazy w niej zawarte sprawiały, że sama nie wiedziałam już, czy są one jedynie fikcją, czy rzeczywistością.

Wolę poruszać się po omacku, żeby lepiej docenić mrok. 

Polecam każdemu, a w szczególności osobom, którym cyrk kojarzy się z zapachem zgniecionej trawy, smrodu wygłodzonych zwierząt, tandetnymi strojami przepoconych iluzjonistów, oszukanymi sztuczkami akrobatów podtrzymywanych na linkach. "Cyrk nocy" zmienia ten obraz i sprawia, że aż ma się ochotę być tam i czuć w powietrzu zapach karmelu, jedzonego podczas oglądania prawdziwej cyrkowej sztuki.

Ludzie zwracają na coś uwagę, dopiero gdy da im się ku temu jakiś powód. 


Przeczytane: 27.08.2015
Ocena: 10/10




niedziela, 18 września 2016

5. Literacki psychoświat

Przeglądając swoje akademickie podręczniki w poszukiwaniu jakiś ciekawych treści (nie, nie zauważyłam, że wciąż trwają studenckie wakacje), wpadłam na hasła, które mogłyby zainteresować każdego książkoholika. I nie, nie będą to kolejne powody, dla których warto czytać. Każdy psycholog (i nie tylko psycholog) powie, że warto to robić. 

Dziś będzie nie o tym. Postanowiłam wyjść poza ramy i przygotowałam dla Was post ze zjawiskami, postawami czy efektami, które funkcjonują w psychologii, a związane są ściśle ze światem literackim. Zaobserwowane zjawiska były tak podobne do losów bohaterów literackich, że to właśnie od ich imion zawdzięczają swoją nazwę. 

George Cattermole "Lady Makbet"

Efekt Lady Makbet to nasilona skłonność do fizycznego oczyszczania się po swoim niemoralnym postępku. Najczęściej objawia się to poprzez mycie rąk, lecz może przybierać inne formy (na przykład konieczność obmycia całego ciała). 
Badania Chen-Bo Zhong i Katie Liljenquist pokazały, że moralne zbrukanie powoduje wzrost dostępności pojęć związanych z zachowaniem higieny i czystością fizyczną. Część badanych została poproszona o opisanie sytuacji, w której zachowali się amoralnie. Później wszyscy uczestnicy badania mieli za zadanie uzupełnić brakujące litery w niekompletnych słowach. Takie zadanie na pewno jest Wam znane ze sprawdzianów i testów z języków obcych. W tym przypadku luki można było uzupełnić na różne sposoby, które dawały zupełnie inne słowa. Przykład? SH_ _ER jako shower lub shaker. Okazało się, że osoby, które przed przystąpieniem do zadania opisywały niemoralną historię, częściej uzupełniały słowa w ten pierwszy sposób, czyli stworzone przez nich wyrazy związane były z fizyczną czystością. 
Badania dowiodły też, że moralne zbrukanie zwiększa motywację do higieny. Tym razem część badanych pisała niemoralną historię w pierwszej osobie liczby pojedynczej, a część moralną. Później badani oceniali różnego rodzaju produkty. Wśród nich było też kilka przedmiotów związanych z utrzymaniem higieny. Osoby opisujące niemoralną historię bardziej upodobali sobie produkty do higieny, oceniając je przy tym bardzo wysoko. 
Efekt potwierdziło także badanie, w którym badani mieli pomóc pewnemu studentowi. 74% badanych, którzy wcześniej przypominali sobie niemoralne sytuacje, chętnie pomagało studentowi. Jednak kiedy wytarli dłonie w antybakteryjne chusteczki higieniczne, ich skłonność do pomagania spadła do 41%. Badani, którzy dokonali tego fizycznego oczyszczenia, wykazywali też niższą intensywność negatywnych emocji moralnych, które wywołane zostały poprzez wspomnienia. 

Oczywiście, każdy z nas zna historię Lady Makbet, która po zabiciu króla Dunkana ciągle obmywała wodą ręce. W jej przypadku woda nie skutkowała, gdyż cały czas widziała krew na swoich dłoniach.

Frederic Leighton "Pojednanie nad grobem Romea i Julii"

Efekt Romea i Julii to wzrost natężenia uczuć kochanków, który wywołany jest różnego rodzaju przeszkodami - szczególnie tymi ze strony rodziców. 
Im bardziej społeczeństwo nalega na zakończenie związku partnerów, tym większym uczuciem oni się darzą. Często nie zauważają swoich wad, a nawet nierealnie zawyżają ocenę swojego kochanka. 

Nazewnictwo pochodzi od nazwy słynnych kochanków z Werony, którzy występują w dramacie "Romeo i Julia" Williama Szekspira.

François Charles Baude "Śmierć Wertera"

Efekt Wertera to wzrost liczby samobójstw w populacji pod wpływem omawianego w mass mediach samobójstwa znanej osoby. 
Dane z USA wskazują na znaczny wzrost samobójstw po opublikowaniu wiadomości, że znana osoba targnęła na swoje życie. Okazuje się, że fala samobójstw jest większa w tych miejscach na świecie, gdzie w środkach masowego przekazu więcej uwagi poświęcana się tragicznej śmierci znanej osobistości. 
Samobójstwo aktorki Marylin Monroe komentowane było w mass mediach najdłużej. W konsekwencji w ciągu pierwszego miesiąca od jej śmierci przybyło dodatkowo 198 samobójców w porównaniu do średniej liczby zwykle obserwowanych tego typu śmierci.
Co ciekawe, na "zarażenie się" samobójstwem narażone są osoby, które do samobójcy podobne są pod względem wieku i płci. 

Zapewne wielu z Was dowiedziało się w szkole o tym, że książka "Cierpienia młodego Wertera" rozpropagowała w Europie falę samobójstw. Samobójstwo stało się modne wśród młodych czytelników, którzy identyfikowali się z tytułowym bohaterem. 

Louis Gauffier "Pigmalion i Galatea"

Efekt Pigmaliona polega na tym, że kiedy myślimy o kimś w pozytywny sposób, to owo pozytywne oczekiwanie się spełnia. 

Pigmalion to postać z mitologii greckiej. Wyrzeźbił posążek idealnej kobiety, który czcił jak bóstwo. W końcu Afrodyta uległa jego błaganiom i ożywiła rzeźbę.
George Bernard Shaw napisał sztukę po tytułem "Pigmalion". Bohater sztuki - profesor Higgin - w wyniku zakładu podejmuje się nauczenia biednej dziewczyny poprawnej angielszczyzny, dzięki czemu dziewczyna ma być uważana za arystokratkę. Tak też się dzieje. 

Istnieje też negatywna odmiana efektu Pigmaliona, czyli efekt Golema (nie Golluma!), jednak nie jest on związany z literaturą, a pochodzi z żydowskich podań ludowych.

Santi di Tito "Portret Niccolò Machiavellego"

Makiawelizm to skłonność do umiejętnej manipulacji innymi ludźmi dla własnych korzyści. Połączone jest to z cynicznym przekonaniem, że ludzie są słabi, interesowni i podatni na manipulację. Osoby takie często kierują się zasadą "cel uświęca środki". Mają często egoistyczne cele, które realizują poprzez kłamstwo, fałsz, dwulicowość i manipulację. Są skuteczni w kontaktach interpersonalnych (szczególnie w bezpośrednich relacjach z jednorazowym klientem), na co może mieć wpływ wywieranie przez nich dobrego wrażenia, o które dbają. Makiaweliści są obojętni wobec norm moralnych. Według nich obowiązują one jedynie ludzi niższego sortu.  

Makiawelizm to pojęcie, które pochodzi od nazwiska autora traktatu politycznego "Książę". Powinno być Wam ono znane z lekcji języka polskiego, na której omawiane były fragmenty tego dzieła. 

Honore Daumier "Don Kichot"

Donkiszoteria to postawa, która wyraża się poprzez marzycielstwo, nierealne oczekiwania wobec życia, a także brak kierowania się zdrowym rozsądkiem przy ocenie ludzi i sytuacji. Osoba taka chętnie i z wielkim zapałem podejmuje wyzwania, które z góry skazane są na porażkę. 

Nazwa odnosi się do powieści "Don Kichot" Miguela Cervantesa. Tytułowy bohater znany był z walki z wiatrakami.  

Caravaggio "Narcyz"

Narcyzm to poczucie wyższości, nierealistycznie wysokie mniemanie o sobie. Połączone jest ono z domaganiem niesłusznego podziwu od innych i agresywną nadwrażliwością na krytykę. Osoba narcystyczna z chęcią opowiada na swoich sukcesach, nawet jeśli nie wymagały od niej zbyt wielkiego wysiłku. Przechwalają się swoimi osiągnięciami, chociaż nie są one specjalnie wartościowe. Chętnie też opowiadają o swojej wielkiej i świetlanej przyszłości, która wydaje się być jedynie złudzeniem. Porażki to przecież coś, czego nie doświadczają. A nawet jeśli, to i tak ktoś inny jest tego przyczyną. 
Chociaż narcyzm to ogromna miłość wobec samego siebie i podwyższona samoocena, to jednak wysokie mniemanie o sobie nie jest cechą stałą. Samoocena narcyzów jest niestabilna, a jeśli ktoś ją kwestionuje- reagują agresją. Ale uwaga! Nie wykazują aktów agresji w stosunku osób, które w czymś przypominają ich samych, czyli mają w sobie pierwiastek Wielkiego i Cennego Narcyza. Kochają więc siebie tak bardzo, że kiedy dostrzegają w kimś innym samego siebie, oszczędzają mu złośliwości. 
Delroy L. Paulhus w przedłużonym badaniu pokazał, że przy pierwszym spotkaniu nieznanych sobie osób, narcystyczne osobowości oceniane są jako bardziej kompetentne i sympatyczne. Ale po siedmiu tygodniach znajomości badani ocenili ich zdecydowanie gorzej od osób, które nie wykazywały cech narcystycznych. 

Mit o Narcyzie na pewno jest wszystkim znany. To młodzieniec, który zobaczył sobie odbicie w tafli wody i zakochał się w tym, co ukazało się jego oczom. Tak długo wpatrywał się w odbicie swojej pięknej twarzy, aż w końcu umarł. 

Okładka książki "Pollyanna"

Efekt Pollyanny to tendencja do dostrzegania pozytywnych cech w osobie, sytuacji, przedmiocie, przy równoczesnym unikaniu myślenia o rzeczach negatywnych.

Pollyanna (tytułowa bohaterka powieści Eleanor H. Porter) to dziewczynka, która dostrzegała przyjemne aspekty nawet w  najtrudniejszych sytuacjach. Nauczyła się tego w wyniku zabawy w radość, którą praktykował jej ojciec.

Antoni Brodowski "Edyp i Antygona"
Kompleks Edypa to zjawisko, które polega na seksualnej namiętności skierowanej do rodzica przeciwnej płci. Współwystępuje to z chęcią pozbycia się rodzica tej samej płci. Freud (psycholog, który pojęcie to wprowadził) uważał, że rozwija się u chłopców pomiędzy trzecim a piątym rokiem życia, a więc w fazie fallicznej. 

Tutaj nazwa odnosi się do tytułowej postaci z greckiej tragedii Sofoklesa "Król Edyp". Edyp nigdy nie znał swoich biologicznych rodziców. Nieświadomie zabił własnego ojca i poślubił swoją matkę. 

Frederic Leighton "Elektra na grobie Agamemnona"

Kompleks Elektry to jakby odmiana kompleksu Edypa, ale z odwróceniem płci. W tym przypadku to córka nieświadomie pożąda swojego ojca i wykazuje ku niemi skłonności. Jednocześnie nienawidzi swojej matki, którą postrzega jako rywalkę. 

Elektra to postać z mitologii greckiej. Jej matka wspólnie ze swoim kochankiem zamordowała Agamemnona, czyli ojca Elektry, która później nakłaniała brata do zamordowania matki. Jest główną postacią w tragedii Sofoklesa i w tragedii Eurypidesa. Jej osoba pojawia się także w dramacie "Muchy" Jeana-Paula Sartre'a.

Giovanni Giovannetti/Grazia Neri, zdjęcie Sylvii Plath

Efekt Sylvii Plath zakłada, że poeci są narażeni na różnego rodzaju zaburzenia i choroby psychiczne bardziej od pisarzy, przy czym na ryzyko to narażone są jeszcze bardziej poetki. 
James Kaufman stwierdził, że pisarze są bardzo narażeni na problemy psychiczne, a także wykazał, że takie niebezpieczeństwo jest większe u liryczek niż u kobiet, które zajmują się innym zawodem. 

Pojęcie wzięło się od nazwiska poetki, która zmagała się z zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym. Sylvia Plath popełniła samobójstwo, mając zaledwie 30 lat. 


Do stworzenia powyższego posta posłużyłam się książką "Psychologia społeczna" Bogdana Wojciszke, a także wsparłam się Wikipedią. 



sobota, 17 września 2016

4. Anne Rice "Wywiad z wampirem"

Natura wampira jest dla mnie największym doświadczeniem w życiu. Wszystko to, co działo się wcześniej, było pogmatwane, zaciemnione. Brnąłem przez moje śmiertelne życie niczym ślepiec, posuwają się po omacku od jednego stałego przedmiotu do drugiego. Dopiero wtedy, gdy stałem się wampirem, zacząłem szanować życie jako takie. Wcześniej nigdy nie dostrzegałem żyjącej, pulsującej życiem istoty ludzkiej. Nie wiedziałem, co to jest życie, dopóki nie zaczęło gasnąć na moich rękach, w czerwonych obwódkach wokół mych skrwawionych ust!

Jako fanka wampirów zawsze chciałam przeczytać "Wywiad z wampirem". Najpierw jednak wybór padł na film, który pokochałam do granic możliwości. Wcześniej miałam okazję czytać inną książkę Anne Rice i jakoś jej styl nie przypadł mi do gustu. Z nabyciem powieści ociągałam się, lecz w końcu ją zdobyłam.

Jedyna moc, jaka istnieje, jest wewnątrz nas samych.

Według firmy Personal Creations przeczytanie tej pozycji przeciętnie zajmuje 7 godzin i 24 minuty. Hmm... Ja zaczęłam czytać pod koniec 2012 roku i skończyłam we wrześniu 2013. Książka wywarła na mnie takie wrażenie, że za napisanie recenzji zabierałam się trzy lata. Dodam, że wrażenie to jest negatywne.

Zło zależy od punktu widzenia.

Co się tyczy powieści, to faktycznie ma formę wywiadu. Jest on jednak na tyle poplątany, że Louis - tytułowy wampir - wprowadza do swoich wypowiedzi kolejne dialogi, słowa innych bohaterów. Kiedy już wczujesz się w opowiadaną przez niego historię, nagle pojawia się wypowiedź osoby przeprowadzającej wywiad, a Ty zastanawiasz się, co mają te słowa do kontekstu, bo przecież w ogóle nie pasują do całości... A nie, proszę poczekać, to przecież nie fragment historii wampira, a tylko wtrącenie dziennikarza.

- Kochałeś mnie swoją naturą wampira. 
- Kocham cię teraz moją ludzką naturą, jeśli kiedykolwiek ją miałem - odrzekłem. 
- Ach, tak - odezwała się wciąż zadumana. - Tak, i to jest właśnie twój słaby punkt. To dlatego na twojej twarzy malowało się takie nieszczęście, kiedy powiedziałam ci - jak czynią to ludzie - że cię nienawidzę. Dlatego patrzysz na mnie właśnie tak, jak teraz. To ludzka natura. Ja nie mam ludzkiej natury. I żadne opowiadanie o zwłokach matki i pokojach hotelowych, gdzie dzieci uczą się potworności, nie jest w stanie obudzić jej we mnie. Po prostu jej nie mam. Twoje oczy nabierają chłodu, gdy mówię ci teraz o tym. A przecież mówię twoim językiem. Mam te same uczucia względem prawdy i tę samą potrzebę docierania do sedna tego wszystkiego, co ważne. A teraz sen trwający sześćdziesiąt lat się skończył.

Jeśli chodzi o Luisa, to jest on gorszy od sławnego Edwarda ze "Zmierzchu". Smęci niewyobrażalnie. I nie, to nie jest rasowy wampir z ostrymi zębami, z których chętnie korzysta. To ten sam poziom wampiryzmu (czyli prawie zerowy). Więcej pierwiastka prawdziwej bestii ma w sobie wampir w ciele dziecka, czyli Claudia.

- Dlaczego to robisz, Lestat? - zapytałem. 
- Lubię to - odrzekł. - Sprawia mi to przyjemność. - Spojrzał na mnie. - Nie mówię wcale, że i tobie ma to sprawiać przyjemność. Zostaw sobie własne odczucia estetyczne na inne okazje. Zabijaj szybko, jeśli chcesz, ale zabijaj. Naucz się, że i ty jesteś zabójcą! Ach!

Prawdę mówiąc, książkę od pewnego momentu zaczęłam traktować po macoszemu i od połowy przerzucałam tylko strony, zatrzymując się na wzmiankach o Lestacie. On bowiem jest moją ulubioną postacią, a przy okazji bardziej wyrazistą i energiczną. O nim jednak nie chcę się rozwodzić, bo ku temu będzie jeszcze okazja. 

- Umieram! - krzyknąłem. - Umieram!
- Każdemu się to przytrafia - stwierdził, odmawiając mi pomocy.

Oprócz ustępów traktujących o Lestacie, uwagę poświęcałam także ciekawszym wydarzeniom, a także opisom ówczesnego świata. W tym Anne Rice jest mistrzynią. Z wielką precyzją odmalowuje historyczne epoki, jakby malowała niezwykle realistyczny obraz. Słownictwo, które zostało użyte, także oddaje ducha czasu.

Zabijanie to nie jest zwyczajna rzecz. Nie jest to wyłącznie nasycenie się krwią. To przeżycie towarzyszące zetknięciu się z innym życiem Często również doświadczenie pozbawiania kogoś tego życia, gdy powoli wysysa się jego krew. To wciąż powtarzające się doświadczenie utraty własnego życia, którego zaznałem, ssąc krew z nadgarstka Lestata i czując, jak bicie jego serca zlewa się z moim. To celebrowanie wciąż na nowo tego doświadczenia, ponieważ dla wampirów to jest właśnie ostateczne i podstawowe przeżycie. 

Cieszę się, że jakoś dobrnęłam do końca, a przy okazji nie zniechęciłam się zupełnie do serii. Jako że "Kroniki wampirów" należą do obowiązkowej lektury każdego fana wampirzych kreatur, musiałam w końcu sięgnąć po drugi tom. Po roku od przeczytania tej książki, znalazłam w sobie siłę na "Wampira Lestata", a obecnie kończę trzeci tom, czyli "Królową potępionych".

- A zatem nie jesteśmy - pochyliłem się do przodu - dziećmi szatana?
- A jak moglibyśmy nimi być? - zapytał. Czy wierzysz, że to szatan stworzył ten świat wokół nas?
- Nie, wierzę, że to Bóg, jeśli w ogóle. Ale On musiał także stworzyć szatana, i chcę wiedzieć, czy my jesteśmy jego dziećmi!
- Dokładnie i z pełną konsekwencją, jeśli rozumować w ten sposób. Jeśli wierzysz, że Bóg tworzył szatana, to musisz zdawać sobie sprawę, że jego moc pochodzi od Boga i że szatan jest po prostu dzieckiem Boga, a więc i my jesteśmy dziećmi Boga. Nie ma dzieci szatana, naprawdę. 

Czy polecam? Nie. Jeśli ktoś bardzo chce przeczytać wszystkie książki o wampirach - w porządku. Jeśli ktoś lubi książki ze stylizacją historyczną i długimi opisami - też w porządku. Ale jeśli nie chcecie się zniechęcać, możecie od razu przystąpić do lektury drugiego tomu. Zapewniam, że nic się na tym nie straci, a tylko zyska oszczędzony czas. 

Życie... każda jego sekunda... to wszystko, co mamy.

Ocena: 4/10
Przeczytane: 23.09.2013