piątek, 11 sierpnia 2017

131. Eryk Edwardsson "Pamiętnik lesbijki"

Mamy dopiero sierpień, a ja już wiem, jaka książka będzie najgorszą przeczytaną przeze mnie w tym roku. Bez wątpienia - "Pamiętnik lesbijki" Eryka Edwardssona. I pomyśleć, że ja naprawdę bardzo chciałam to przeczytać!

Tytuł jest jak wymowny, że nie trzeba mówić, o czym książka jest - lub raczej miała być. Na stronie tejże lektury znajduje się informacja, jakoby jest to szokujący obraz życia współczesnej młodzieży z psychologicznym tłem oraz filozoficznym przesłaniem. Hmm... No dobra. Bierzemy do ręki egzemplarz i czytamy napis "seks, przemoc, filozofia egzystencjalna i rozterki neurotycznego umysłu". Brzmi ciekawie, prawda? I zapewne byłoby ciekawie, gdyby książka o tym była. 

Zacznijmy od tego, że nasza bohaterka - Nati - nie jest lesbijką, a przez pół książki nie ma nic na temat homoseksualizmu. Kiedy już się pojawia - autorka wciąż nie jestem homoseksualna. Sama nie wie, czym jest i szuka spontanicznie odpowiedzi na to pytanie. Durnie mówi, że psycholog to na pewno nie wie nic na ten temat, a zaraz cytuje oklepane słowa ojca psychologii. Jakby przestarzałe i nienaukowe koncepcje Freud mogły dać jej odpowiedź. Choć mam wrażenie, że tutaj pojawia się błąd autora - nie chciało mu się zrobić choć minimalnego badania tematu. Ponadto nasza inteligentna bohaterka odrzuca z góry, że jest heteroseksualna, choć związki heteroseksualne ma za sobą i myśli o mężczyznach w tych kategoriach (później się tego wypiera, ale jednak na imprezach kategoryzuje ich pod względem seksualności), a zaraz nie wyklucza bycia biseksualną. Serio? Nie czuje pociągu do mężczyzn i jest biseksualna? No cóż... 

Nati i cała książka to absurd. 240 stron, tak niewiele, a ja zaznaczyłam tak wiele absurdalnych  i nielogicznych fragmentów, że szkoda w ogóle o nich mówić. Bohaterka sama sobie przeczy, czy to w czynach, czy to w myślach, a wcześniej przytoczony przykład to tylko zajawka absurdu i zaprzeczeń. Mówię to z bólem serca, bo na samym początku bardzo Nati polubiłam - zaznaczyłam kilka ciekawych fragmentów, a jej rozważania były dojrzałe i konstruktywne, ponadto opierały się na tym, co ludzie zazwyczaj ignorują. 

To właśnie te początkowe rozważania bohaterki są jednym, oprócz ładnej okładki z Felice Fawn, plusem książki. Im dalej w strony, tym więcej niby filozoficznego ścierwa, które nie miało żadnego sensu - lub raczej żadnej logiki. Bo co można powiedzieć o książce, która miała mieć filozoficzne podłoże, a wzmacnia stereotypy o pewnych grupach ludzi?

Okropne jest też to, że przez całą lekturę czytelnik zastanawia się, kiedy dzieje się akcja - nie ma wzmianki o tym ani na początku, ani na okładce. Niby współczesność, niby nie... A dla mnie to kluczowe, czy bohaterka wyciąga discmana, bo nienawidzi obecnego świata i dzisiejszej technologii (serio, znając Nati, tak można pomyśleć), czy wynika to z mody, czy wynika to z jedynej możliwej  przenośnej opcji słuchania muzyki. A potem pojawia się kwestia telefonów komórkowych i robi się jeszcze dziwniej. Przez ostatnie lata społeczeństwo tak się zmieniało, że ponad dziesięć lat wstecz to znacząca różnica - dlatego informacja o czasie nie powinna znajdować się na samym końcu. Data istotnie wpłynęłaby na percepcję treści.

Na percepcję może też wpłynąć to, że dialogi w tekście zostały wytłuszczone. Po co? Tylko one są ważne? Tylko je mam czytać? A może autor chciał sprawdzić, czy ktoś przeczyta rozważania bohaterki, pomimo tego, iż wskazał jako kluczowe jedynie dialogi? Nie rozumiem. To negatywnie wpływało na komfort pochłaniania tegoż arcydzieła. 

I nie. Nie było seksu. Przemoc jakaś tam była - denna, ale była. Bójki dziewczynek i nielogiczna próba zabójstwa, podczas której działa jeden bohater, a drugi ma wciśnięty stop, aby ten pierwszy mógł działać - taki zabieg ma też miejsce w przypadku większości dialogów. A dialogi, o mój smutku, to coś okropnego. Są nienaturalne, chyba głównie przez usilne próby uczynienia ich naturalnymi za sprawą kolokwializmów. 

Absurdalny brak logiki w ładnym opakowaniu, fatalnie napisany i z równie fatalnym marketingiem. Instagramowe konto tej książki jest niesmaczne, żenujące i odpychające. Ale może właśnie takie miało być, bo odzwierciedla treść "Pamiętnika lesbijki". Szkoda, ogromna szkoda. Tym bardziej, że autor w głowie ma ogromny potencjał, sądząc po samym początku. 

Przeczytane: 06.08.2017
Ocena: 2/10





11 komentarzy:

  1. O kurczę, a byłam naprawdę mega zainteresowana tą książką. No to teraz już wiem, że szkoda tracić czas :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz spróbować. Ale książka odstrasza, kiedy się ją weźmie do ręki i trochę przejrzy.

      Usuń
  2. Interesowałam się tym tytułem, jednak po Twojej opinii chyba sobie odpuszczę. Bardzo ciekawy blog. Zaobserwowałam i zostaje tu na dłużej. Zapraszam także do siebie na www.book-and-lifestyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz zobaczyć. Może tylko mi to nie pasuje. Ale wiele osób, z którymi pisałam, podziela moje zdanie.
      Dzięki, że zostajesz na dłużej! :)

      Usuń
  3. Myślałam kiedyś czy po nią nie sięgnąć. Teraz już na pewno ją sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo chciałam po nią sięgnąć. Myślałam, że będzie mocna. Bardzo mocna.

      Usuń
  4. Widziałam już kilka negatywnych opinii o tej książce, a Twoja tylko utwierdza mnie w przekonaniu, żeby omijac ją szerokim łukiem. Oby Twoja następna lektura była lepsza! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zanim przeczytałam Twoją recenzję, byłam mocno zainteresowana tym tytułem. Szkoda, że brak tu logiki, a wady powieści tak łatwo wypunktować.

    OdpowiedzUsuń
  6. „Mamy dopiero sierpień...”.
    Ja wczoraj: LUDZIE, JUŻ SIERPIEŃ, ZARAZ ZIMA! :D
    A co do książki: może jestem bezczelną rasistką okładkową, ale już po grafice widziałam, że to chłam nad chłamy. :D A zazwyczaj moja intuicja okładkowa mnie nie myli. Poza tym - wyłuszczanie dialogów? Serio? Strasznie utrudnia to czytanie, bo wzrok od razu wędruje do pogrubionej czcionki i omija opisy pomiędzy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja tak bardzo chciałam to przeczytać! Może nie aż tak bardzo, bardzo, że nie mogłam się doczekać, ale naprawdę miałam ochotę na tę powieść. Przede wszystkim dlatego, że zwykle siedzę, jeśli już, to w literaturze gejowskiej, i chciałam sięgnąć po coś innego, tym razem o lesbijkach. A od Ciebie dowiaduję się, że w sumie to i tak bym się niczego nie dowiedziała :'). Na szczęście spisałam kilka tytułów opowiadających o życiu lesbijek, więc jak wykreślę ten jeden, to nie będę jakoś bardzo stratna ;). Co do seksu - nie żebym czytała erotyki, ale bardzo, ale to bardzo irytuje mnie, kiedy pisarz niby dąży do jakiś scen, aby nagle przerwać (jakby się zawstydził) i kontynuować jak gdyby nigdy nic jakąś neutralną sytuację.

    Dziękuję za uratowanie cennych minut! :)

    Jeżeli chodzi o wytłuszczone dialogi, to - nie chce tłumaczyć zabiegu w powieści, chociaż w takiej "W pustyni i w puszczy" dobrze byłoby wiedzieć, gdzie kończą się opisy :P - bardzo popularne(i zbawienne!) jest to na pbfach, tam pogrubienie naprawdę ułatwia czytanie i wcale nie sprawia, że oko skupia się tylko na dialogu. Ale to może być kwestia przyzwyczajenia, jako że dla mnie, osoby grającej na forach, pogrubienie nie kojarzy się z czymś "ważnym".

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie jakoś nigdy nie ciekawiła ta książka, i proszę, przeczucie mnie nie myliło! Już sam tytuł jest tak odstręczający, że odechciewa się lektury tej książki... no, błagam, "Pamiętnik lesbijki"? Nie można było jakoś subtelniej, inteligentniej? Wytłuszczone dialogi - nie, dziękuję. Jak widać po twojej recenzji, "nic ciekawego", jak to śpiewał pewien Gienek w pewnym skeczu pewnego kabaretu.

    Jestem tu pierwszy raz i na pewno nie ostatni! Podoba mi się twój styl, bo niezależne od upiorności tej pozycji, potrafiłaś sprawić, że się usmiechnęłam 😁

    Pozdrawiam, Anka (www.recenzje-anki.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń