czwartek, 13 kwietnia 2017

112. Kim Harrison "Za garść amuletów"

Jeśli duszą nie opiekuję się umysł, to nie ma ona niczego, co by ją chroniło przed rozpadem. 

Na pewno każdy z Was zna to pełnie napięcia oczekiwanie na premierę kolejnej części swojej ulubionej książkowej serii. Właśnie to czekanie sprawia, że zakup nowego egzemplarza wydaje nam się czymś magicznym. Gorzej, kiedy o premierze nic nie słychać przez kilka lat, a nadzieja na jej ukazanie zostaje porzucona. Tak było w przypadku "Zapadliska" Kim Harrison. Kiedy w końcu w pierwszej połowie ubiegłego roku dowiedziałam się, że czwarty tom zostanie wydany (w tym czasie autorka wydała już tak wiele kolejnych części, że aż szkoda mówić), byłam wręcz wniebowzięta. Niestety, moja euforia z miesiąca na miesiąc zastępowała miejsce niechęci. Premiera była przesuwana, często w rzekomy dzień trafienia książki na półce nie było żadnej informacji, a kiedy się już pojawiała po kilku kolejnych dniach, nie było mowy o żadnych konkretnych datach. 

Nie boję się, pomyślałam, chociaż była to nieprawda. Cóż, bałam się tylko tyle, ile pomogłoby mi to utrzymać się przy życiu.

W końcu jednak jest! Po tylu latach czekania, w moich rękach pojawiło się "Za garść amuletów". Tak bardzo nie mogłam w to uwierzyć, że przez kilka dni książka leżała na stosie i patrzyłam na nią z lękiem, że zaraz zniknie. Aż w końcu ją chwyciłam i zaczęłam czytać. Bałam się, że ponad 700 stron będzie szło ciężko - poprzednie części sobie dawkowałam, dość topornie (co nie znaczy, że mniej przyjemnie) mi się czytało. Ale wiecie co? Przepadłam. Przyssałam się do tej książki w stylu iście wampirzym i w tempie tychże stworzeń skończyłam ją czytać. 

Byłam zmęczona, głodna i wkurzona. Całkowicie straciłam kontrolę nad moim życiem. To już nie było zwykłe posuwanie się zrywami. Nie, teraz musiałam ocalić świat przed moim byłym chłopakiem, a moją współlokatorkę przed nią samą. A co mi tam. Czemuż by nie?

Rachel Morgan to czarownica, która ryzyko ma we krwi. Głupia, głupia czarownica! Odeszła z ISB - Inderlandzkiej Służby Bezpieczeństwa, przez co ścigało ją mnóstwo stworów, a ona sama cudem uszła z życiem. Założyła własną firmę ze swoją przyjaciółką - wampirzycą Ivy, z którą zamieszkała w kościele. W "Wampirzych amuletach" pracuje jeszcze ktoś - mały stworek z wielkim męskim ego, piętnastocentymetrowy pixy Jenks. Mało Wam? To dopiero przedsmak tego, z czym można spotkać się w poprzednich trzech częściach serii. 

Ja byłam na wpół martwa, Ivy się puszczała, żeby zapewnić mi bezpieczeństwo, a Jenksowi nic nie było, bo miał słodycze.

I tym razem Rachel nie potrafi stronić od niebezpieczeństwa. Jej wspólnik wciąż z nią nie rozmawia, Ivy ma coraz większą ochotę na jej krew, a Kisten... O, a Kisten ze swoją nonszalancją, połączeniem ciepła i wampirzego ryzyka wciąż pozostaje jej chłopakiem. Do gry dołącza Nick, była miłość czarownicy, który przez swój niebezpieczny człowieczy umysł i złodziejski dryg, wpada w kłopoty. Tym razem Rachel ma do stracenia więcej niż własną duszę. Nick ukradł coś, co może zmienić świat na zawsze, a ona musi temu zapobiec. Nie będzie to łatwe - tym bardziej, że zaginiony artefakt jest cenny dla łaków. Ich watahy łączą się w jedność, co nie miało miejsca od wieków. 

Zawsze umiera się w samotności, choćby naokoło były setki ludzi. 

Wydawać by się mogło, że w książce dominuje wątek lub raczej wątki miłosne. Nic z tych rzeczy. Tutaj wątek miłosny został całkowicie zepchnięty na dalszy tor, a jedyna bardziej miłosna scena zajmuje może z dwie strony. Tak więc od razu ostrzegam - to nie jest paranormalny romans dla nastoletnich fanek wampirzych pocałunków i ich magnetycznego erotyzmu.

Nigdy. Jest czerń. Jest biel. Szarość to tchórzliwy pretekst do mieszania naszych chęci z potrzebami.

A więc co to jest? Kawał dobrej, niedocenionej fantastyki. Kim Harrison stworzyła niesamowity świat, a pomieszanie współczesności i magii daje obraz rzeczywistości, który mógłby być czymś realnym. Plastyczność obrazu sprawia, że wydarzenia wręcz widziałam w swojej wyobraźni. Wszystko jest dokładnie wytłumaczone, nie ma żadnych niedomówień i nie można mieć żadnych wątpliwości. Sam pomysł na świat i historię poszczególnych ras jest niesamowity i doprecyzowany z niezwykłą dbałością. Kim Harrison napracowała się przy wszystkich drobnostkach, nawet nawiązała kontakt ze specjalistami od nurkowania, aby ten motyw w książce był realistyczny.

Nie płakałam. Zdecydowanie nie płakałam. Czekałam, aż znikną paskudne uczucia, i łzy płynęły mi z oczu, ale nie płakałam, do cholery!

Ta dbałość o szczegóły przewija się na każdej stronie książki, dlatego należy się uważnie wczytać, aby nic nie przeoczyć. Tym bardziej, że czasami jest coś podane jako suchy fakt, a rozwinięte tego następuje dopiero w kolejnym rozdziale. Autorka daje tym samym pole do pracy umysłowi czytelnika. Nie znaczy to jednak, że książka przez to staje się przewidywalna. Jedyne, co jest w niej pewne to kłopoty i zwroty akcji. Nawet kiedy bohaterowie ustalają szczegółowy plan działania, nie można być pewnym, co się wydarzy. Plan zmienia się tysiące razy, a na samym końcu i tak wszystko diabli biorą. Dzieje się wiele, bardzo wiele, więcej niż w trzech innych książkach razem wziętych. 

Niebezpiecznych przyciąga osoba im równa, a słabi się jej boją.

Kim nie zawiodła mnie, jeśli chodzi o poczucie humoru. Chociaż pojawiło się więcej powagi, a nawet i smutku, niż w poprzednich częściach, to chyba przy "Za garść amuletów" śmiałam się najwięcej. Co jak co, ale Rachel przy swojej tendencji do problemów, zachowuje ogromny dystans i poczucie humoru - nierzadko czarne. Żarty nie wynikają wyłącznie z osobowości bohaterów, ale także z kontekstów sytuacyjnych. 

Nie umiałam oczytać słów, lecz Ivy mogłaby poprowadzić moje palce po zarysach liter, żebym na nowo określiła swój świat.

Co do bohaterów - to seria, która ma ich naprawdę wyraźnie wykreowanych. Uwielbiam ich wszystkich, wyjątkowo nie mam problemów z dopasowaniem imion do postaci, każdy jest zupełnie inny i swoją historią znacząco odróżnia się od innych. Każdy ma swój zestaw zachowań, sposób ubierania się, czy chociażby pulę charakterystycznych słów. "Za garść amuletów" zaskoczyło mnie przede wszystkim wątkiem Ivy - tajemnicza wampirzyca zostaje odrobinę zdemaskowana, przez co na jaw wychodzą jej inne cechy. Ivy nie staje się kimś innym, ale poznajemy ją jeszcze bardziej - co nie znaczy, że traci na charakterze. Zadziwił mnie też Jenks i jego wzrost. Jak pisałam, ma on piętnaście centymetrów, ale... 

Chciałam się napić, ale potem zrobiło mi się głupio, że myślę o wodzie, kiedy moi przyjaciele chcą się zabić nawzajem. 

Nie spodziewałam się, że zostanie rozwinięty wątek wilkołaków aż na taką skalę - fani tych stworzeń będą zadowoleni. O ile łaki przewijały się w poprzednich częściach, czasami były nawet na pierwszym planie, to jednak w centrum znajdowały się zazwyczaj wampiry, czarodzieje, demony lub elfy (w zależności od części). Ja fanką wilkołaków nie jestem, ale łaczy wątek poprowadzony w tak zdumiewający sposób bardzo przypadł mi do gustu. Także nowe aspekty magii mnie zachwyciły - fanatycy zaklęć i czarodziejów znajdą w tej książce sporo dla siebie. Rachel zaczyna praktykować jakby inny odłam magii, więc starzy czytelnicy mogą dowiedzieć się więcej o prawach, które rządzą w Zapadlisku.

Odejść od kogoś, kogo się kocha, potrafi tylko niewiarygodnie silna osoba.

Przez te lata zapomniałam już, że Kim Harrison zazwyczaj serwuje też niezłą ucztę dla moich uszu. Wyjątkowo do fabuły wprowadziła tylko jeden utwór z tytułu i nazwy zespołu, ale tak go polubiłam, że mogę to wybaczyć, bo książce nic nie brakuje. Jedyne minusy, jakie widzę, leżą nie po stronie autorki, ale po stronie wydawnictwa. Sporo literówek i źle odmienione wyrazy, a także całe zagranie z premierą. Najbardziej boli mnie to, że zamiast dobrze wypromować ten tytuł, o książce wydawnictwo nie wspomniało nawet nic w dniu premiery, a ukazanie się kolejnego tomu jest uzależnione od sprzedaży tego tomu. 

Oni nigdy się nie zmieniają, tylko po prostu lepiej się kamuflują. 

Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zapoznać się z tą serią, a uwielbia fantastykę, gorąco polecam poprzednie części ("Przynieście mi głowę wiedźmy", "Dobry, zły i nieumarły", "Każda magia jest dobra"). Wyraźnie odróżnia się od tego, co obecnie znajduje się na półkach w księgarni. Zdaję sobie sprawę, że znalezienie pierwszej części może być trudne, ale warto trochę pomyszkować. Z kolei fani Rachel Morgan mogą odetchnąć z ulgą i piszczeć z zachwytu. Warto było czekać tyle lat. 

To było dziwne, cywilizowane. Tak, przyszłam pana obrabować. Cudownie; zechce się pan przedtem napić herbaty?

Przeczytane: 31.03.2017
Ocena: 10/10



20 komentarzy:

  1. Cierpliwa jesteś ze czekałaś tak długo na kontynuacje . Wynika z tego ze poprzednie części musiały być naprawdę dobre - chociażby dlatego ze je jeszcze pamiętasz :) kiedyś byłam fanka fantasy i bardzo podoba mi sie Twoja recenzja , jednak cos czuje ze Wiedźmy i wilkołaki to już nie dla mnie a szkoda :( dodaje do obserwowanych , fajny blog . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwa, cierpliwa, ale ostatnie pół roku ciągle przeklinałam. Poprzednie części są dobre i fakt, pamiętam wszystko - a bałam się, że będę musiała czytać wszystko jeszcze raz. Co do książki - jest ona chyba bardziej adresowana do starszych czytelników, więc polecam.

      Usuń
  2. Też tak mam z książkami ulubionych autorów - wyczekuję premier, denerwuje się, jeśli coś idzie nie tak, a potem z lękiem sięgam po książkę, bo nie wyobrażam sobie, że mogłaby być słaba. Nie znam serii, o której piszesz, ale jestem w stanie dać jej szansę, a nuż będzie mi się podobać :) Co do promocji, śmieszne, że nawet o tym nie wspomnieli w wydawnictwie. A potem płacz, że część się nie sprzedaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie tak miałam z tą serią. Wcześniej od razu musiałam przyssać się do nowej części. A tutaj? Bałam się. W zasadzie żałuję, że już skończyłam czytać, bo jeśli nie zostanie nigdy wydana piąta część... :<
      Specjalnie przeleciałam całą ich stronę na FB. Wrzucili tylko kilka dni po premierze, że jest promocja na tę książkę, że taniej. I to wszystko. Tutaj jeszcze może być płacz, że się nie sprzedaje, ale jak ma się sprzedać czwarta część, skoro poprzednie były wydane lata temu i nie zostały wznowione?

      Usuń
  3. Ta przygoda czytelnicza jeszcze przede mną, przyznam, że zapowiada się interesująco, chętnie po nią sięgnę. :) Powinnam znaleźć pierwszy tom w bibliotece lub zapuszczę wici u znajomych. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lata temu widywałam ją chyba w bibliotece, więc możliwe, że ją tam znajdziesz, choć książka znana nie jest. Powodzenia w szukaniu! :)

      Usuń
    2. W najbliższych mi niestety nie ma, ale nie zniechęcam się, będę szukać dalej. :)

      Usuń
    3. Tego się właśnie obawiałam. Ale może gdzieś znajdziesz :)

      Usuń
  4. Bardzo nie zaciekawiłaś ta ksiazka :) Musze po nia jak najszybciej sięgnąć.

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę ci cierpliwości, bo ja to bym już po takim czasie chyba sobie odpuściła i całkowicie zapomniała o tej serii. Teraz czekam na trzecią część Dworów autorstwa Sarah J. Maas i już jestem udręczona, mam dość :D
    Bardzo chciałabym upolować pierwszą część, bo skoro tak oczekiwałaś na kontynuację, to ten twór musi być świetny.
    Pozdrawiam cieplutko, Książkowy zakątek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama sobie się dziwię, że miałam tyle cierpliwości. Normalnie nie mam :D
      Twór, przynajmniej dla mnie, jest świetny. Na pewno odróżnia się od innych książek.

      Usuń
  6. Nie znałam tej książki, aż wstyd się przyznać, że lubię czytać fantastykę i nie słyszałam o tej powieści, ale postaram się to nadrobić w niedalekiej przyszłości :)
    Pozdrawiam
    http://dorisssblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie - jest mało znana, więc mogłaś nie słyszeć o niej.

      Usuń
  7. Lubię fantastykę, co prawda z tą serią jeszcze nie miałam do czynienia, ale dzięki Tobie wiem, że muszę to koniecznie zmienić. Zapisuje sobie tytuł, za pewne kiedyś przeczytam :)
    Zapraszam na małą rozdawajke :)
    http://happy1forever.blogspot.com/2017/04/rozdawajka.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz miała ku temu okazję ;)

      Usuń
  8. Fantastyka zawsze mnie pochłaniała. Czasami potrafiłam się zadowolić nawet dość słabymi historiami, o ile były w miarę dobrze napisane. To gatunek, który mnie wchłania w całości i najczęściej powoduje jakiegoś "czytelniczego kaca", kiedy to mam problem z sięgnięciem po inną książkę. "Zapadliska" nie miałam okazji czytać, ale już nie raz obiecywałam sobie, że wreszcie przeczytam. W sumie nie musisz mnie przekonywać do niej, ale bardzo mnie cieszy, że podobał Ci się ten tom. Zawsze mam jakieś obawy przed kolejnymi tomami różnych serii, bo bywa z nimi różnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam, dlatego większość książek fantastycznych, jakie przeczytałam, to była właśnie fantastyka dla młodzieży.
      Zapadlisko warto przeczytać, chociażby dla samej wizji świata. Takiego obrazu nie widziałam u nikogo innego. Kim się postarała.

      Usuń
  9. Nie słyszałam o tej serii, ale zachęciłaś mnie! :D ps. piękne zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć pierwszy tom. Dziękuję za pochwałę, ale zdjęcia jak zdjęcia ;)

      Usuń