wtorek, 3 października 2017

142. John Cleland "Fanny Hill. Wspomnienia kurtyzany"

Rzeczy nowe zawsze wywierają najsilniejsze wrażenie - osobliwie w dawaniu i czerpaniu rozkoszy. 

Trzeba przyznać, że Fanny Hill ma tupet. Ta młodziutka dziewczyna wzbudziła spore kontrowersje i wpakowała swojego twórcę do więzienia (najpierw go z niego wyciągnęła, przynosząc mu dochód z publikacji, a później znów go tam wepchnęła przez swoją rozpustę, którą rzekomo szerzyła wśród czytelników).  Ale czy dzisiaj - w dobie Greya - wciąż potrafi szokować?

Możemy mówić, co nam się żywnie podoba, ale ci, z którymi czujemy się najswobodniej, są tymi, których najbardziej kochamy. 

Tytuł "Fanny Hill. Wspomnienia kurtyzany" mówi sam za siebie. Książka nie jest niczym innym, jak relacją młodziej dziewczyny, która wkracza na drogę płatnych rozkoszy. Chociaż tytuł na to nie wskazuje, a lektura zaklasyfikowana została do gatunku powieści erotycznych (częściej nazywa się ją pornograficzną), to jednak ma ona formę listów. Tak, tak, to powieść epistolarna, choć podczas czytania trudno to odczuć. Po prostu czytelnik ma wrażenie, że przysiadł na werandzie i wdaje się w szczerą rozmowę z wylewną Fanny.

Skromność, zauważyli, uchodzi za cnotę tylko wśród tych, którzy traktują ją jako podnietę, wszakże ich zdaniem jest ona impertynencką mieszaniną i psuje świeży, nieudawany bukiet kielicha rozkoszy, uznają ją przeto za śmiertelnego wroga i nie znają dla niej litości, gdziekolwiek się na nią natkną. 

Prawdę mówiąc, byłam ogromnie ciekawa tej książki - jak każdego niegdyś zakazanego tytułu. Obawiałam się, że swoisty pamiętnik napisany w 1748 roku będzie trudna do przeczytania ze względu na swój starodawny styl, a erotyka w takim wydaniu okaże się żałośnie śmieszna. Jakże się myliłam.

Mężczyźni, mówiąc najogólniej, nie mają najczęściej pojęcia, jak bardzo szkodzą swej rozkoszy przez brak szacunku i czułości należnej naszej płci, a osobliwie tym z nas, które żyją z tego, iż rozkosz tę im sprawiają. 

Fanny Hill być może nie zaskakuje współczesnych czytelników swoją rozwiązłością, a już na pewno nie pomysłowością w cielesnych rozrywkach. Zaskakuje za to czymś lepszym - finezją stylu i zmysłowością słowa. Na rynku brakuje erotyków, które są naprawdę dobrze napisane, a poważni autorzy często się ośmieszają przy scenach tego typu. John Cleland potrafi zaspokoić wszystkie zmysły czytelnika - i namiętność, i estetykę. Co najważniejsze, metafory są wyszukane, ale nieodbiegające od tematu. Nie spotyka się tu przesytu słowa, choć jednocześnie emocje są cały czas obecne.

Przekonałam się wszakże na sobie, iż rzeczy, które nas przerażają, o ile nie jesteśmy w stanie się od nich oddalić, przyciągają nasz wzrok tak samo jak te, które uznajemy za przyjemne. 

Ale czy to jeszcze erotyka, czy pornografia? Jak dla mnie - trudno powiedzieć, choć zbliżam się ku pierwszej z opcji. Dziś występki Fanny Hill nie uchodzą za bulwersujące w kręgu naszej kultury, a ciekawość ludzka posunęła ciała do większych eksperymentów. Dla mnie lektura była opowieścią młodej dziewczyny o pracy, która była dla niej korzystna. Bo przecież Fanny mogła podjąć inną, cięższą, nikt jej nie zmuszał do prostytucji. To był jej wybór. Może nie angażowała się uczuciowo w relacje, ale otwarcie przyznała, że praca ta idealnie poskramiała jej żądzę. Nie narzekała też, ba, wychwalała swoją chlebodawczynię. 

I mówiąc szczerz lubiłam go tak bardzo, iż z największym trudem przychodziło mi zaprzeczać, że go nie kocham. 

Może właśnie ten ostatni aspekt budzi w kimś negatywne emocje, ale mnie bardziej  od płatnych łóżkowych swawoli bulwersuje oszukiwanie klientów we współczesnym biurze. Innych w oczy może godzić dobrowolność oddawania swojego ciała obcemu mężczyźnie. Śmieszne, że tych samych osób nie oburza fakt takich samych występków, ale nieodpłatnych, a często bardziej poniżających. Prawdopodobnie też godność Fanny może być uznana za szokującą - bo co, jak co, ale dziewczyna nigdy nie upodliła się, utrzymując dziewczęcy błysk i rumiane policzki.

Nic nie umknie czujności zmysłów kierowanych miłością. 

Dla mnie najważniejszy był brak umoralniania. Dobrze było odrzucić całkowicie kategoryzowanie na przedziale moralny - niemoralny, a skupienie się na cielesności i zmysłowości. Ot, prawdziwa swawola, bez wyrzutów sumienia. Bohaterka przyznała, że nie jest odpowiednią osobą do prawienia morałów, choć jej profesja pozwala na kilka słów refleksji, którymi podzieliła się na samym końcu swojej opowieści. Krótko i zwięźle, czyli tak, jak być powinno - odwrotnie w stosunku do zbędnego i nieprzyjemnego w odbiorze posłowia. 

Ścieżki Cnoty porastają tylko i wyłącznie róże, i to takie, które nigdy nie bledną. 

Książkę polecam, głównie przez wgląd na poznanie literatury, kultury i historii, bo tej pozycji nie można odmówić, że była ważna i pod wieloma względami przełomowa. Zwraca też uwagę na to, o czym dzisiaj wielu ludzi zapomina - wskazuje na różnice między pożądaniem a miłością.

Mężczyźni, osobliwie tacy, którym wpadnie się w oko, mają w sobie niezgłębione pokłady łatwowierności, o jakiej nie ma pojęcia ich władcza mądrość, wskutek czego najbystrzejsi z nich stają się tak często naszymi ofiarami.

Przeczytane: 02.10.2017
Ocena: 9/10

8 komentarzy:

  1. czytałam lata temu jako nastolatka ,wtedy robiła wrażenie , teraz tak jak napisłaś w dobie Greya nic juz tak nie szokuje , ale na pewno zalezy tez od wieku czytającego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy książka dziś mogłaby być szokująca dla kogoś młodego. Raczej nie.

      Usuń
  2. Ciekawa historia samej książki. To nie jest pozycja dla mnie raczej.
    A czytałaś Markiza de Sade?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeglądałam, rzecz jasna. Fanny wydaje się być lepsza, bo jest bogata w szczegóły, które tak lubię ;)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa recenzja, ale nie wiem czy to pozycja odpowiednia dla mnie. Może kiedyś się suszę.
    Serdecznie pozdrawiam.
    www.nacpana-ksiazkami.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie jest odpowiednia, lepiej nie sięgać. Choć sądzę, że w tym wypadku warto - ze względu na historię literatury w ogóle. Warto mieć o niej pojęcie i sięgać po książki, które były ważne.

      Usuń
  4. Zrecenzuj "120 dni Sodomy", prooooszę!

    OdpowiedzUsuń