czwartek, 16 lutego 2017

87. Muzyczny przekładaniec

Zdjęcie obok wciąż utrzymane jest w zimowej scenerii, chociaż za oknem już prawie dziesięć stopni w plusie. Mam nadzieję, że zima jeszcze trochę mnie rozpieści i zawita - wszak jest dopiero połowa lutego. Dla entuzjastów ciepła - lepsze zimno w lutym, niż powrót zimy pod koniec marca. Mniejsze niezadowolenie stanowi zimna podczas zimowych miesięcy. 
Tymczasem dziś przychodzę, jak co czwartek, z muzycznym przekładańcem. Mam nadzieję napisać w ciągu kilka dni recenzję "Dziewczyny, którą nigdy nie byłam", a także kilku fińskich filmów. W tym miesiącu dziwnym trafem mam wielką ochotę właśnie na filmy, choć normalnie oglądam ich bardzo mało. Nieważne. Ważne, że sesja za mną i można skupić się na przyjemnościach. 


Czwartek: Apocalyptica Creeping Death



To, że kocham fińskie zespoły, jest oczywistością. Apocaliptica pojawiała się już na blogu, choć nie z tą piosenką. Pochodzi ona z pierwszego albumu wówczas jeszcze kwartetu i jest coverem piosenki pod tym samym tytułem zespołu Metallica (przedstawiać nie trzeba - nawet laikom z zakresu ostrzejszej muzyki). Przez wielu cała płyta wciąż oceniana jest jako najlepszy krążek zespołu, a nawet jako jedyny dobry. Ja się do nich nie zaliczam, ale otwarcie przyznam - płyta jest genialna, choć ja i Metallica mamy ze sobą na bakier. Więcej pasji i autentyczności znalazłam w fińskiej aranżacji ich utworów. Bywa. 


Piątek: Bon Jovi Always



Czasami i mnie weźmie na bardziej konwencjonalne rockowe piosenki. "Always" to chyba najbardziej znana piosenka Bon Jovi, no, może druga, ale na pewno był to najlepiej sprzedający się singiel tego zespołu. Balladę znają chyba wszyscy. Została napisana do filmu, w którym ostatecznie się nie pojawiła - zespół wycofał się z tego projektu. Na jakiś czas piosenka była zapomniana i czekała, aż ktoś ją w końcu wyda. 


Sobota: Graveyard The Siren



Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak pochłonęła mnie muzyka. Elektryzująca i hipnotyzująca aż do bólu. Ta piosenka jest moim największym odkryciem w ciągu ostatniego czasu i od soboty ciągle jej słucham. Idealnie wkomponuje się swoim tekstem i samym charakterem w moją książkę. Nie mogę aż uwierzyć, że na utwór wpadłam, kiedy szukałam informacji o fińskim Johannusie. Iście magiczny sposób na poznanie czegoś tak niezwykłego. 


Niedziela: Gary Moore Over the Hills and Far Away



Piosenki tej zazwyczaj słuchałam w wykonaniu zespołu Nightwish. Wiedziałam jednak, że jest to cover i znałam oryginał, ale tak naprawdę zaczęłam z nim obcować dopiero w poprzednim tygodniu. Coś w mojej głowie pyknęło i zachciało słuchać tej piosenki. Odchylenie czasowe spore - wersja Nightwisha jest z 2011 roku, a oryginał z 1987.


Poniedziałek: Alice Cooper Poison



Starej muzyki ciąg dalszy. Przyznam, że Alice Cooper nie porywał mnie przez większość czasu. Wpadłam jednak na pewien fiński program muzyczny, w którym Jussi z zespołu Uniklubi przewodził chórowi i wykonywali wówczas właśnie tę piosenkę. Od tego czasu regularnie męczę więc ten utwór. Gwoli ciekawostki - utwór niedzielny też pojawił się w tym programie, ale wówczas przywódcą tamtego chóru był Timo Kotipelto. 


Wtorek: Slipknot Vermillion



Piosenka nominowana do Grammy za najlepsze wykonanie z gatunku metal. Ja doznaję lekkiej psychozy, kiedy patrzę na teledysk - jest fenomenalny. Piosenka, oczywiście, także. Mała ciekawostka - zespół podczas wykonywania tego utworu na żywo rezygnuje ze swoich scenicznych masek na rzecz masek pośmiertnych - czyli odlewów rzeczywistych twarzy poszczególnych członków zespołu. 


Środa: HIM Resurrection (demo, Slippery When Dead)



Prosta, choć niebanalna piosenka. Bynajmniej, nie jest ona o Jezusie. W którymś z wywiadów Ville Valo stwierdził, że piosenka tak naprawdę jest o seksie i natchnęło go jego fizyczne zmartwychwstanie pewnej nocy. Jeśli tak - tylko HIM może mieć tak subtelne i romantyczne piosenki na takie tematy. Odkąd, bodajże, dwa lata temu pojawiło się Slippery When Dead, czyli wersje demo nagrane w 1998 roku piosenek z płyty, która została wydana w roku 1999, nie rozumiałam zachwytu powyższą wersją "Resurection". Aż do wczoraj. Chyba wcześniej nie wsłuchałam się dobrze. Magiczny fragment od 2:22 do końca... Ach. Można się rozmarzyć. A na pewno już dostać inspiracji do pisania. 


16 komentarzy:

  1. Dużo dobrej muzyki - to co człowiekowi potrzebne jest do szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze spokój, aby jej posłuchać :)

      Usuń
  2. Zdaje mi się, że poszerzysz moją playlistę. U mnie od dnia premiery "Shape of you" nie schodzi z repeat!

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc mały powiew różnorodności dobrze Ci zrobi! :D

      Usuń
  3. Świetny przekładaniec muzyczny :) Miło było posłuchać znów tych wszystkich utworów! :D
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj wyjątkowo muzyka dość powszechnie znana ;)

      Usuń
  4. Ooo, tak. Sesja skończona, można szaleć <3.
    Lubię Apocalypticę dzięki swojemu chłopakowi! A już szczególnie "Not strong enough"! "Poison" to oczywiście świetny klasyk. Widząc, że twój gust osadzony jest w rockowych i metalowych nutkach aż sama przesłuchałam to, czego nie znałam. Spodobało mi się "The Siren"! "Vermillion" przeraża mnie trochę swoim teledyskiem XD.
    Pozdrawiam!
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apocaliptica jest cudna, a wymienioną przez Ciebie piosenkę pokochałam na samym moim początku z tym zespołem.
      "Vermillion" ma faktycznie przerażający klip. Choć "Vermilion pt. 2" jest jeszcze bardziej straszny.

      Usuń
  5. Dużo dobrej, a nawet bardzo dobrej muzyki. Po tych postach mogę stwierdzić, że mamy podobny gust muzyczny.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdzie Ty mieszkasz, że u Ciebie już prawie wiosna? Ja dzisiaj wracając z uczelni wywinęłam takiego orła, że szukam teraz chętnego (hehe) do wymasowania mi pupy :( A moja dłoń mogłaby wystąpić w horrorze bez charakteryzacji.
    Ach, te czasy, kiedy szalałam za Johnem Bongiovi... Coopera i Apocalypticę też lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkopolska! W środę mój termometr w słońcu pokazywał 20 stopni :D

      Usuń
  7. Boooon Jovie, Gary Mooore, Alice Cooper <3
    Zdecydowanie moje typy.
    W czerwcu w Gdansku grając Guns and Roses dzien przed moimi urodzinami to sobie zrobiłam prezent i kupiłam bilety <3
    http://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GaR to zdecydowanie nie mój typ. Grrr. Bardzo nie lubię tego zespołu.

      Usuń
  8. Muzyka to jest to, czego potrzebuję ;)

    OdpowiedzUsuń