środa, 28 grudnia 2016

61. Tove Jansson "Tatuś Muminka i morze"

Zbyt mało interesują mnie cudze tajemnice, żeby o nich opowiadać. Zresztą i tak każdy zdradzi się prędzej czy później.

Czy ósmy tomik przygód Muminków może czymś zaskoczyć? Cóż, mnie zaskoczył. Bo czy możliwe jest wyobrażenie sobie Muminków bez ich Doliny? No może... Ale czy możliwe jest wyobrażenie sobie wyprowadzki Muminków z ich Doliny? 

Bierz się do nich od razu; trzeba się spieszyć z robotą, póki się ma na nią ochotę.

W tej części właśnie to następuje, głównie za sprawą Tatusia Muminka, który w tej części staje się wiodącą postacią. Jak dla mnie to właśnie największy minus tej książki. Poza tym miałam wrażenie, że wyjątkowo było za dużo tatusia w Tatusiu. Być może znajdą się osoby, którym taki obrót spraw zadowoli, jednak ja się do nich nie zaliczam. Nie ukrywam nawet, że Tatuś jest jedną z najmniej lubianych przeze mnie bohaterów, tak samo jak Włóczykij od razu skradł moje serce. To właśnie jego brak w tym tomiku najbardziej rzucał mi się w oczy, choć jednocześnie zdaję sobie sprawę z faktu, że nie zawsze może być on obecny. 

Każdy potrzebuje czasem jakiejś zmiany. Stajemy się wszyscy zanadto do siebie przywiązani i wszystko jest wciąż takie samo, prawda, kochanie?

Być może miała na to wpływ dominująca obecność Tatusia, ale miałam wrażenie, że książka jest niepotrzebnie przeciągnięta. Połączenie tej postaci z morzem musiało wiązać się z mnóstwem niepotrzebnych słów, aby oddać istotę tego zainteresowania, ale tom i tak mógł zostać chociaż odrobinę skrócony. Z racji tego, że wspomniane połączenie nie przypadło mi do gustu, czytanie niesamowicie mi się dłużyło.

- Mamy nie giną tak łatwo - rzekła mała Mi. - Zawsze je można znaleźć w jakimś kącie, trzeba tylko poszukać. 

Wpłynąć mogło też na to miejsce akcji - bo przecież na wyspie niewiele się dzieje. Zmiana miejsca zamieszkania wyraźnie wpłynęła na jakość. Mam wrażenie, że Muminki bez swojej Doliny są po prostu dość nudne. To właśnie dzięki niej wszystko staje się ciekawsze, gdyż to właśnie ona dostarcza elementów i wydarzeń kluczowych dla całej fabuły. Dlatego też spotkanie z ósmą częścią klasyfikuje jako najmniej ciekawe.

Szkoda, że mamy nie mogą też sobie pójść, kiedy im się podoba, i spać poza domem. A mamom byłoby to szczególnie potrzebne co jakiś czas.

Nie jest jednak tak, że czas poświęcony na tę pozycję uważam za stracony. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne ilustracje, które są chyba najpiękniejsze spośród wszystkich zamieszczonych w "Muminkach". Wydanie rozpoczyna cudowny szkic zatoki fińskiej, a zaraz czeka na czytelnika urocza lampa naftowa. 

Co robił tego dnia? Wszystkie dni zlewały mu się ze sobą i krążyły w kółko, bez przerwy, jak w wędrowce dookoła jakiejś wyspy, kiedy wciąż idzie się i idzie brzegiem, i nigdy nie dochodzi do celu.

Największe plusy widzę w ogromnej ilości małej Mi. Mnóstwo wątków z jej osobą ubarwiło książkę, a jej dialogi wprowadziły sporą dawkę humoru, także tego czarnego. Tove rozbudowała tutaj również wątek Buki, który był najbardziej zaskakujący i wprowadził chwilę refleksji. Odrobina przemyśleć nie ogranicza się jednak tylko tej przerażającej postaci.

Wyglądasz, jakbyś zrobił sobie z kogoś prawdziwego wroga. To zwykle pomaga. 

Chociaż ta część była bardzo refleksyjna, uważam ją za jedną z najgorszych z muminkowej serii. Nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowana, bo już po tytule nie spodziewałam się zbyt wiele. Niemniej, oceniam ją najniżej ze wszystkich tomików, z jakimi miałam już przyjemność obcować.

- Jutro będzie nowy, długi dzień - powiedziała Mama. - Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.


Przeczytane: 31.07.2016
Ocena: 5/10

6 komentarzy:

  1. Tak ci się przyznam... że nigdy nie czytałam Muminków xd

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba pora wrócić do Muminków :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muminki - tyle wspomnień we mnie wywołują, chętnie znów do nich zajrzę. :)

    OdpowiedzUsuń