czwartek, 8 grudnia 2016

50. Muzyczny przekładaniec

Znów mamy czwartek, więc ponownie przychodzę do Was z muzycznym przekładańcem. To już czwarty post z tej serii, a przy tym pięćdziesiąty wpis na blogu. Jestem tutaj dokładnie od trzynastego dnia września, a więc niespełna trzy miesiące, podczas których opublikowałam aż tak wiele! Częstotliwość dodawanych postów zaskoczyła nawet mnie samą. Chociaż są to głównie stare recenzje, to i tak musiałam zrobić zdjęcia książek, a także poszukać w nich odpowiednich cytatów - to zajmuje naprawdę sporo czasu, o wiele łatwiej byłoby po prostu wrzucić tych kilka zdań od siebie i podlinkować zdjęcie okładki ze strony wydawnictwa. Uparłam się jednak na taką formę i konsekwentnie będę się jej trzymać. Nie wyobrażam sobie, aby na moim blogu nie było zdjęć zrobionych przeze mnie, nawet jeśli oznacza to całą masę dodatkowej pracy. 
Co do muzyki w tym poście - zaczyna być świątecznie, choć piosenek w gwiazdkowym klimacie słucham już od dawna. Wydawało mi się, że tym razem postawiłam na mniej wyszukane języki, ale, jak to ze mną bywa, wyszło po równo piosenek fińskojęzycznych i angielskojęzycznych. Machnijcie, proszę, na to ręką. Obawiam się, że nie da się już kwestii moich preferencji zmienić. 


Czwartek: Michael Bublé  It's beginning to look alot like christmas




Wyjątkowo w czwartek nie słuchałam muzyki w pracy, a w domu nie miałam czasu na zaznajomienie się z czymś nowym. Musiałam stworzyć sobie klimat odpowiedni do tworzenia bombek. Michael to mój ulubiony wokalista, jeśli chodzi o świąteczne piosenki. Nawet najbardziej oklepane i tandetne w jego aranżacji brzmią bardzo elegancko, a przy tym ciepło i klimatycznie. A jaka inna piosenka może pasować do pierwszego dnia grudnia? Oczywiście, że ta! Obecnie wciąż ją śpiewam, a w sobotę nawet nuciłam ją w tramwaju (przepraszam bardzo wszystkich pasażerów). 


Piątek: LEO Mun piti olla sun



Przyznam, że mam pewne rytuały i schematy postępowania. Na przykład w porze letniej ta piosenka towarzyszyła mi każdego ranka w pracy. Nie jest to mój klimat, ale przyjemny fiński wokal przemówił na korzyść. Dopiero później skojarzyłam, że jest to sporo młodszy koleżka po fachu mojego ulubionego muzyka. Melodia jak najbardziej niesie w sobie pewien letni czar. Wróciłam do niej tego dnia, gdyż piątek był przedostatnim dniem w mojej pracy. W ciepłych miesiącach przyprawiała mnie o uśmiech i dodawała mnóstwa energii. Nie zawiodła nawet w grudniu i umiliła mi ostatni piątek w tym miejscu.


Sobota: Andy McCoy, Ville Valo Xmas song 



Kiedy jakiś czas temu dowiedziałam się, że ta piosenka powstanie, nie mogłam doczekać się już dnia jej wydania, przewidzianego na 7. grudnia. Nikt nie spodziewał się jej wcześniej, a tutaj taka niespodzianka. Bardziej przyjrzałam się jej w sobotę, kiedy to towarzyszyła mi przy produkcji bombek. Teledysk jest świetny, delikatnie mówiąc - nietypowy, jeśli chodzi o świąteczne piosenki. Przed pojawieniem się tego klipu, cześć fanów zespołu HIM, którego pan Valo jest frontmanem, była oburzona, że w ogóle facet śmiał nagrać jakąś głupiutką piosenkę świąteczną; a część była zadowolona z tego faktu. Ja jednak czułam, że nie będzie to typowa słodka pioseneczka. Chyba miałam rację. Wszystko by mi się podobało, gdyby nie Andy McCoy (tak, tak, to ten główny wokalista). Nie mogę znieść tego czegoś  muzyka, a jego głos mnie co najmniej irytuje. Gdyby tak zamienić partie wokalne obu panów... Ach. Wtedy miałabym swoją nową świąteczną piosenkę. 


Niedziela: The Lumineers Ophelia





Zakochałam się w tej piosence już jakiś czas temu, a obecnie wracam do niej z przyjemnością, choć nie robię tego specjalnie często. W niedziele towarzyszyła mi przy przyrządzaniu tortu, a później przy sprzątaniu kuchni po tym eksperymencie. Uwielbiam energię, jaką ma w sobie ten utwór. Teledysk zawsze poprawia mi humor i sprawia, że mam ochotę wyjść z domu, aby trochę pobiegać w deszczu i poskakać w kałużach. Przede wszystkim zachwyciła mnie gierka słowna związana z tytułem. To idealny umilacz dnia, głównie przez perfekcyjną melodię i partie instrumentalne. 


Poniedziałek: Tapani Kansa Käymme yhdessä ain`




Zawsze będę miała ogromny sentyment do tej piosenki. Pierwszy raz usłyszałam ją w dość nietypowych okolicznościach - była mi śpiewana szeptem do ucha. Później zostało mi podesłane dokładnie to wykonanie, które jednak nie daje namiastki magii tamtej chwili. Nie narzekam, bo zawsze poprawia mi się humor, kiedy słucham tej piosenki, dlatego też towarzyszyła mi codziennie rano w pracy od tamtego magicznego momentu. To właśnie przy jej akompaniamencie zamaczałam usta w pierwszej danego dnia muminkowej herbacie. Nic dziwnego, że towarzyszyła mi podczas ostatniego dnia w pracy oraz zafundowała mi wesoły uśmiech podczas pożegnania. Poranki z tą muzyką, pierwszą herbatą, wschodzącym słońcem i stosem dokumentów będę wspominać z sentymentem. 


Wtorek: Tellu Tuolla mun kultani


Dawno nie odkryłam tak pięknego głosu, a już na pewno nie żeńskiego. Dopiero słuchając tego utworu któryś raz z rzędu, uzmysłowiłam sobie, że nie wykorzystano żadnych instrumentów. Moja reakcja wskazuje na to, jak bardzo ta piosenka jest doskonała, pomimo ubogiego asortymentu dźwięków. Elfi wokal i cisza. Niesamowity utwór, do którego warto wracać przed snem, o ile ktoś nie jest zbyt wrażliwy - wówczas może się wzruszać, co zdecydowanie nie sprzyja zasypianiu. Ja podczas tych dwóch minut czuję się, jakbym znalazła się w magicznym świecie elfów, wróżek, aniołów i całego zastępu istot z mitologii nordyckiej. 


Środa: Dalriada A hadak útja 



Czas na coś z innej puli językowej... No, może nie tej samej, biorąc pod uwagę, że znów padło na grupę języków ugrofińskich. Tym razem jednak język węgierski, który także mnie zachwyca. Dalriada to zespół, który odkryłam już dobre dwa lata temu, ale wciąż sukcesywnie poznaje ich piosenki. To właśnie ten gatunek muzyczny, w dźwiękach którego czuję się chyba najlepiej. Zespół zwrócił na mnie uwagę charakterystycznym żeńskim wokalem, a dopiero po upływie dość sporej ilości czasu poznałam pełnię piękna męskiego głosu. W przypadku tej piosenki, na szczególną uwagę zasługuje jej początek oraz koniec. Dla mnie mogłaby składać się ze wstawki z początku oraz ostatnich dwóch minut, bo to właśnie moje ulubione fragmenty. 


Do następnego!



12 komentarzy:

  1. Lubię te muzyczne przekładańce, zawsze coś nowego, czego jeszcze nie słuchałam, a co warto posłuchać, znajdę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wstyd się przyznać, ale żadnej z tych piosenek nie znałam do tej pory :( Ophelia bardzo mi się podoba, wcale się nie dziwię, że do niej wracasz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To żaden wstyd! Po prostu ja lubuję się w mało znanych piosenkach.

      Usuń
  3. Kolejna dawka świetnej muzyki - siedzę teraz i wszystkie po kolei przesłuchuje. No i uwielbiam świąteczne piosenki - w tym okresie to taka moja mała obsesja :D
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie, gdzie odbywa się KONKURS - do wygrania wybrana przez Ciebie jedna z dwóch książek! Gorąco zachęcam do wzięcia udziału :)
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam świąteczne piosenki latem, kiedy to tęsknię za tym klimatem ;)

      Usuń
  4. Lubię świąteczne klimaty. Ostatnimi czasu bardzo mało słucham muzyki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc powinnaś to nadrobić właśnie świątecznymi piosenkami :)

      Usuń
  5. Chętnie posłucham czegoś innego, może mnie zainspirujesz do słuchania tego typu piosenek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie od razu do słuchania, ale chociaż do posłuchania ;)

      Usuń