niedziela, 23 października 2016

24. Siri Pettersen "Dziecko Odyna"

Jest się tym, kim jest. I jest się tym, co się robi. Kiedy przychodzi pora, to najlepsze, co można uczynić, i tylko to jest słuszne. Najgorsze to nie robić nic. 

"Dziecko Odyna" autorstwa Siri Pettersen zwróciło na mnie uwagę nie tylko tytułem, ale przede wszystkim cudowną okładką, która w swojej prostocie i skromności przywodziła na myśl już Skandynawię. To w połączeniu z gatunkiem, jakim jest fantastyka, wywołało we mnie olbrzymią chęć przeczytania tej pozycji. I faktycznie- mitologia nordycka. Ale kolejna trylogia? No ale co miałam do stracenia? Co innego mogłam zrobić? Musiałam przeczytać!

Nikt nie daje, nie biorąc dwa razy tyle w zamian. 

Książka przenosi nas do krainy Ym, w której nikt nie słyszał o ludziach. Zamieszkują ją ætlingowie, czyli człekopodobne istoty z ogonem. Nic zatem dziwnego, że Hirka wyraźnie odstaje od reszty. Hirka- bezogoniasta dziewczyna, której ogon pożarł wilk, kiedy była jeszcze małym dzieckiem. Nie pozostał po nim nawet kikut, jedynie blizna na plecach. Ale czy na pewno tak było? A może wcale jest jedną ze swoich? Może tak naprawdę jest człekiem? Dzieckiem Odyna? Zgnilizną? Czyżby ætlingowie, którzy od niej stronią ze względu na strach przez zgnilizną, mieli rację? Ale przecież niczym innym się nie różni. Ot, ogon, pewien istotny szczegół. 

- Czy nikt ci się nie sprzeciwia, Svarteldzie?
- Co to znaczy?
- No wiesz, prosisz kogoś, żeby coś zrobił, a on mówi nie. Albo wyjaśnia, że ma lepszy pomysł. 
- Ciekawa teoria. Opowiesz mi o niej następnym razem.

Jeśli mam być szczera, to jest książka, od której wymagałam wiele. Był moment, kiedy byłam zupełnie znudzona i przekonana o jej beznadziejności, postanowiłam ją rzucić. Ale pozycja, która tak bardzo mnie rozczarowała, uwiodła mnie na następnej stronie i szybko ją pokochałam. Jeszcze nie skończyłam czytać pierwszej części, a już wiedziałam, że niebawem sięgnę po kolejną. 

Większość rzeczy wydaje się oczywista, kiedy już je zobaczysz.

Rozkręcenie akcji nastąpiło dopiero około 370 strony. Wcześniej było dość nieskładnie i bezsensownie, choć w obliczu całej książki nawet ten długi wstęp ma znaczenie (co nie oznacza, że był ciekawy). Wydaje się mieć jakiś cel i bez niego "Dziecko Odyna" nie byłoby kompletne. Niemniej, niecierpliwi czytelnicy mogą śmiało zacząć czytać od połowy. Niespecjalnie na tym stracą. 

Ludzie zbyt szybko zapominają. Może za długo żyjemy... 

Kolejnym minusem jest, że tak powiem, teoretyczna część. Nie do końca ogarnęłam, o co chodziło i nie potrafiłabym powiedzieć w szczegółach, co i jak. Brakuje mi jakiejś historii jako wstępu albo czyjejś opowieści, która bardziej przybliżyłaby mi ten świat i jego prawa. Mechanizm tej krainy wciąż pozostaje dla mnie zagadką. Ostatnie rozdziały znacznie rozjaśniły sprawę, ale przez pół książki zastanawiałam się, co jest czym i jak to mogę sobie wyobrazić. 

- On nie istnieje. 
- To nie czyni go mniej ważnym!

Poniekąd łączy się z tym zaczerpnięcie istot z mitologii nordyckiej i zmienienie ich nazw, jakby autorka sama była ich twórcą. Pozostanie przy nazwach prawdziwych ułatwiłoby też życie czytelnikom. Nie mówiąc o tym, że zaznajomiłoby ich też z odmienną kulturą i ułatwiłoby spotkanie z mitami innymi niż tymi szkolnymi. 

Pod gołym niebem nie istnieje żadne dlaczego. 

Najbardziej rażący był jednak styl autorki. Krótkie zdania, nierzadko równoważniki zdań wyprowadzały mnie z równowagi. Jakby pisarka nie znała spójników i innych znaków interpunkcyjnych oprócz kropki. Chociaż normalnie idzie się do tego przyzwyczaić dość prędko, ja od jakiegoś czasu jestem szczególnie wyczulona na takie skłonności. 

Nic nie mogło zaszkodzić komuś, kto naprawdę wiedział, że wszystko się skończy. 

Niemniej, jak już wspomniałam, książkę pokochałam i cieszę się, że mam ją na półce. To coś innego, odmiennego od fantastyki, jaka oferowana jest obecnie na rynku wydawniczym. Pewnego rodzaju powiew świeżości mnie zaintrygował i zapewne wielu podziela moje zdanie. Choć może książka kierowana jest do młodszej grupy, to jednak uważam, że to żaden wstyd mieć tę pozycję na półce. Już sama okładka jest zachwycająca. W dodatku nawiązuje ona do fabuły i nie jest przesadnie baśniowo-kiczowata, jak to często bywa w przypadkach tego gatunku oraz książek dla młodzieży. 

Pewna mądra kobieta, którą znam, powiedziała mi kiedyś, że rozpamiętywanie błędów popełnionych przez innych to niebezpieczna zabawa.  Szybko zbiera się ich zbyt wiele.  A jeśli uznasz je za własne, to tylko pogarsza sprawę.

Najbardziej ujęło mnie coś, co można podciągnąć pod wątek miłosny. Z początku myślałam, że losy dwójki bohaterów są z góry przesądzone i, wiadomo jak to bywa w tego typu literaturze, skończy się to wielką miłością. Zaraz jednak pojęłam, że w tym wypadku będzie inaczej i poczułam lekką wściekłość, kiedy przyjacielska relacja brat-siostra ulega zmianie. Wszystko jednak przebiega bardzo naturalnie. Aż nie można pomyśleć, że coś między bohaterami mogłoby wydarzyć się inaczej. I mowa tutaj o wszystkich relacjach w książce- są one bardzo autentyczne. 

Była boleśnie wolna, mogła pójść, dokąd chciała.

Oczywiście, nie ma dobrych relacji bez fenomenalnych bohaterów. Czasami główna bohaterka odrobinę mnie irytowała, jale szybko pojawiało się wyjaśnienie z jej otoczenia- "to tylko dziecko!". Mogłoby się wydawać, że mamy tutaj powielające się schematy- dzieci, które nie mogą się ze sobą bawić ze względu na status rodzin, biedna dziewczyna, bogata przyjaciółka, wysoko urodzony chłopak i tak dalej. Są jednak oni bardzo realni, a nie jakby narzucono im takie role. W głównych bohaterach jest coś prawdziwego, dzięki czemu różnią się od innych postaci, które ewentualnie mogłyby przychodzić na myśl na wzmiankę o takich schematach. 

- Czy Widzący nas karze?
- Karzemy sami siebie. 

Takie odczucie w stosunku do bohaterów może wynikać z narracji trzecioosobowej, która prezentuje wydarzenia z różnych punktów widzenia. Chociaż czytelnik ma wgląd w wiele sytuacji, to jednak nie jest wszechwiedzący, a akcja wciąż go zaskakuje. 

Czas. Zawsze był twoją największą słabością, Urd. 

Jedną z najciekawszych rzeczy, z jakimi mamy tutaj do czynienia, jest kwestia wiary, Boga, bóstwa i ateizmu. Nad tymi kwestiami mogłabym się rozwodzić godzinami- szczególnie nad tą, dlaczego większość ludzi musi mieć coś, w co będzie wierzyć. Autorka trafiła w moje uczucia i podpisuje się pod jej słowami po stokroć. Mamy też tutaj obraz tego, co stałoby się ze społeczeństwem, gdyby odebrać im kult jakiejś świętość. Najbardziej ujmujący był jednak motyw wierzącego w siebie ateisty, który rozumie potrzebę świętości słabszych ludzi. 

Każdy może dać z siebie wszystko, bez względu na to, kim jest. 

Ogromnym plusem jest to, że autorka nie boi się kierować swoimi bohaterami i wystawiać ich na próby. Morduje ich nawet i prowadzi ku radykalnym zmianom. Samo zakończenie też nie jest takie, jakiego oczekiwać mogłyby nastolatki. Brawa za odwagę dla Siri Pettersen!

Nikt nie powinien ryzykować więcej, niż jest gotów stracić. 

Polecam gorąco wszystkim!

A im dłużej coś się powtarza, tym bardziej staje się to prawdą.



Przeczytane: 27.07.2016
Ocena: 8/10



14 komentarzy:

  1. Najbardziej ciekawi mnie ta kwestia wiary, Boga, bóstwa i ateizmu. Dlatego będę miała na uwadze ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj ten wątek jest świetnie pokazany za pomocą Widzącego i władzy Rady.

      Usuń
  2. mam ją w planach :D nie wiedziałam, że jest tak ładnie wydana - fajnie, że dodałaś zdjęcia grafik w książce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grafiki przy tytułach poszczególnych rozdziałów są faktycznie bardzo ładne, pomimo swojej skromnej formy.

      Usuń
  3. Szkoda, że styl autorki jest taki rażący. Wielka szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że poprawiła się już w drugim tomie.

      Usuń
  4. Nie jestem pewna czy to pozycja dla mnie ale co tam raz się żyje, zapisuję sobie tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz spróbować. Ale lektura jest dość wymagająca, jeśli spojrzeć na ilość stron.

      Usuń
  5. Podoba mi się okładka, tytuł i opis. Zapisałam sobie, ale nie jestem pewna czy w najbliższym czasie znajdę czas by do niej przysiąść.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, książka przez swoją objętość wymaga sporej ilości czasu.

      Usuń
  6. Zapamiętam sobie ten tytuł :) wrażenie robi także okładka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam tę książkę już od jakiegoś czasu w planach i na pewno ją przeczytam :)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń