sobota, 24 września 2016

8. Tad Williams "Brudne ulice nieba"


Kiedy raz coś weźmie się w posiadanie, to na zawsze. Nie tylko rzeczy, ale nawet, albo raczej przede wszystkim żywe istoty. Zwłaszcza te nieśmiertelne jak on, które przez wieczność przypominałyby mu, że je miał i już nie ma. Wolałby mnie unicestwić, niż na to pozwolić, nawet gdybym mu się stała obojętna. 

Nie zamierzałam zaszczycać jej swoją uwagą. Nie zamierzałam jej czytać. Nie zamierzałam jej kupić. Kilkakrotnie rzuciła mi się w oczy, ale nigdy nawet nie zamierzałam jej brać do rąk. A jednak, kiedy mając zaledwie kilka minut na zakup książek, bez zastanowienia sprzątnęłam ją z półki. Bez czytania opisu! Może to był tylko impuls, może intuicja.

- Caz... 
- Nic nie mów. Nie słyszałeś? Ona dawno nie żyje. Chodź tu i kochaj tę, która żyje... dopóki jeszcze możesz kochać. 
Cóż mi innego pozostało w tej zgrozie i smutku, jak tylko spełnić jej życzenie?

Amerykański pisarz Tad Williams znany jest wśród czytelników fantastyki, ale nigdy wcześniej nie spotkałam się z jego twórczością, dlatego naszą pierwszą randkę spędziliśmy na "Brudnych ulicach nieba". Głównym bohaterem jest Bobby Dolar- anioł zupełnie inny od reszty. Wykonuje swoją pracę (polegającą na licytowaniu się z wysłannikami piekła o dusze zmarłych) jak każdy, chociaż targają nim wątpliwości i nasuwają mu się pytania, które mogłyby denerwować wyżej postawione istoty boskie. Nie rozumie, dlatego taki jest, ale widocznie taka była wola boska. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Aż w końcu jego nieufność okazuje się uzasadniona. Bobby odkrywa, że nawet w niebie istnieją układy. I to z diabelskimi stworami. W dodatku ktoś próbuje wrobić go w sprawę, w której nie maczał palców. Dostaje wezwanie z początku przydzielone jego przyjacielowi. Kiedy zjawia się w miejscu śmierci kolejnej osoby, aby wygrać proces i pomóc klientowi trafić do nieba, brakuje najbardziej zainteresowanego- duszy zmarłego mężczyzny.

- Kiedy już wszystko mi ładnie opowiesz, dokąd mam cię zawieźć?
- W tej chwili samo Piekło byłoby miłą odmianą. 
Zmarszczyła brwi. 
- Nie masz pojęcia, Dolar, jak bardzo to nieśmieszne. 

Książka zaskakuje akcją. Kiedy wydawałoby się, że napięcie opada, a czujność czytelnika zostaje uśpiona, znów pojawia się coś zaskakującego. Czyta się szybko i przyjemnie. Niezaprzeczalnie największym plusem są dialogi. Osoby z dziwnym, czarnym poczuciem humoru znajdą tutaj coś dla siebie. Dużo ironii, szczególnie jak na anielskie stworzenia, które przedstawione są w zupełnie odmienny sposób. Nie pamiętają nic z człowieczego życia i uwielbiają spędzać czas w pubie przy drinku. Cóż, okazuje się, że nawet anioł może umrzeć w wyniku uzależnienia od alkoholu. Autor zarysowuje również niebanalny obraz nieba i wiecznego szczęścia. Będąc osobą niewierzącą, spodobała mi się wizja bezbarwnych ludzi, wyjałowionych z uczuć, błąkających się po niebiańskich łąkach z bezmyślnym uśmiechem na twarzy, jakby byli upośledzeni.

Nie znam wielu kobiet - ziemnych czy anielskich - które by naprawdę lubiły prowadzić wóz. Wiem z doświadczenia, że panie podchodzą do tego znacznie bardziej pragmatycznie niż my. Dla większości facetów jazda sama w sobie jest dopełnieniem ich męskości; cały czas chodzą nam po głowach rozmaite fantastyczne scenariusze: wyścigi, pościgi, pojedynki na szosie. Kobiety na ogół widzą w motoryzacji tylko wygodną metodę przemieszczania się z miejsca na miejsce. Wariatki, nie?

Nie brakuje też polskiego akcentu (zawsze szukam ich w książkach zagranicznych autorów), który wprowadza zabójcza diablica. Hrabina Zimnoręka podobno nie potrafi kochać, ale wciąż skrywa w sobie ciepłe, ludzkie uczucia, których nie miał jej mąż. Co nie zmienia faktu, że jest taka jak inne demony- sprytna, fałszywa, przebiegła, egoistyczna i potrafi rozkochać w sobie anioła. Jeśli ktoś liczy na gorący romans ze szczęśliwym zakończeniem, pomimo przeciwności losu, poczuje się rozczarowany. Moim zdaniem jednak brak happy endu przemawia jak najbardziej na korzyść książki. 

- Wiedziałam, że z ciebie zarozumiały i zapatrzony w siebie facet, panie Dolar. - W świetle lampki sufitowej zauważyłem leciutki rumieniec na jej policzkach. Pomyślicie pewnie, że jestem beznadziejnie płytki, ale podobało mi się to i uznałem, że widok wart jest bólu. - Nie miałam jednak pojęcia, że masz skłonności samobójcze. 

Zdecydowanie polecam "Brudne ulice nieba" - głównie ze względu na ciekawy punkt widzenia nieba, piekła i ich wysłanników. Spotykamy postacie, które nie są podzielone na dobre i złe, białe i czarne, chociaż reprezentują sprzeczne interesy i odmienne bieguny - niebo i piekło. Bobby Dolar ze swoim ciętym językiem trafił na czołówkę moich ulubionych bohaterów, a książka pozytywny mnie zaskoczyła. Z ręką na sercu, dawno nie przeczytałam powieści, która tak bardzo by mi się spodobała.

Zabolało? Możesz mi wierzyć, Dolar, że jeśli kiedyś postanowię zadać ci ból, natychmiast poczujesz różnicę. 


Przeczytane: 15.07.2014
Ocena: 10/10




4 komentarze:

  1. Pierwszy raz słyszę o tej książce. Jeśli po przeczytaniu twojej opinii miałabym ją kupić, wzięłabym ją bez dwóch zdań.
    Pozdrawiam
    http://bibliotekatajemnic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio jej dostępność wzrosła dzięki wydaniu trzeciego tomu z tej serii, więc możliwe, że wpadnie Ci w ręce :)

      Usuń
  2. Bardzo chętnie ją przeczytam, walka dobra ze złem, wzajemne przenikanie, to coś co lubię spotykać w powieściach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wątek dobra i zła w tej serii jest genialny :D

      Usuń